Rok po wyborach prezydenckich
Wczoraj minęła rocznica II tury wyborów prezydenckich z 1 czerwca 2025 roku. Wbrew niemal wszystkim sondażom w końcówce kampanii i wynikowi exit poll pracowni IPSOS oraz OGB, głosowanie wygrał Karol Nawrocki. Kandydat popierany przez PiS otrzymał ostatecznie 50,89 proc. głosów, co przełożyło się na poparcie 10 606 877 głosów. Rafał Trzaskowski zdobył 49,11 proc., przegrywając o niecałe 400 tys. głosów. O godzinie 21 w sztabie Koalicji Obywatelskiej zapanowała euforia.
Poseł Witold Zembaczyński krzyczał do kamer Kanału Zero, że kocha wszystkich Polaków, a wygrana prezydenta Warszawy w wyborach "zmienia wszystko na 10 lat, na dekadę". Świętowali niemal wszyscy oprócz Donalda Tuska, który nie do końca podzielał euforyczny nastrój swoich partyjnych kolegów i koleżanek. "Gazeta Wyborcza" z okazji wczorajszej rocznicy opisała kulisy pracy sztabu Trzaskowskiego i poszukała winnych porażki. Dostało się nie tylko kandydatowi KO, ale sztabowi, premierowi Donaldowi Tuskowi, TVP i Szymonowi Hołowni.
Niewykorzystane pomysły dla młodych wyborców
Jednym z przykładów ma być dyskusja dotycząca ulgi podatkowej dla osób do 26. roku życia. Jak opisuje "Gazeta Wyborcza”, sztabowcy analizowali badania pokazujące rosnące poparcie dla Sławomira Mentzena wśród młodych wyborców.
W trakcie jednej z narad pojawił się pomysł wydłużenia obowiązywania zwolnienia z PIT nawet do 30. roku życia, a w późniejszej wersji do 28 lat. Zwolennicy rozwiązania argumentowali, że mogłoby ono pomóc dotrzeć do ponad miliona młodych Polaków. Ostatecznie propozycja nie trafiła do programu wyborczego Trzaskowskiego. Według relacji uczestników spotkania miała zostać zablokowana ze względu na brak uzgodnień z resortem finansów.
COP 2.0 miał przekonać Polskę lokalną
W sztabie KO powstała także koncepcja określana jako "Centralny Okręg Przemysłowy 2.0”. Jej celem było dotarcie do mieszkańców mniejszych miast, szczególnie na południu i wschodzie kraju, gdzie przez lata zamykano zakłady przemysłowe.
Rafał Trzaskowski odwiedzał między innymi Stalową Wolę, Mielec czy Radomsko, prezentując wizję nowych inwestycji i reindustrializacji. Według rozmówców „Gazety Wyborczej” problem polegał jednak na tym, że za ogólnymi deklaracjami nie pojawiały się konkretne projekty i harmonogramy realizacji.
Część polityków KO ocenia dziś, że kampania nie potrafiła przekuć tych pomysłów w czytelny przekaz. W efekcie wyborcy nie zapamiętali propozycji, które miały stać się jednym z filarów kampanii.
800 plus dla Ukraińców
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów kampanii były działania mające poszerzyć elektorat Rafała Trzaskowskiego. Chodziło między innymi o propozycję ograniczenia wypłat programu 800 plus dla dzieci z Ukrainy wyłącznie do rodzin pracujących w Polsce.
Z relacji sztabowców "Wyborcza" dowiedziała się, że decyzja miała wynikać z badań opinii publicznej, które pokazywały rosnące obawy wyborców związane z pomocą dla Ukraińców. Krytycy tej strategii argumentowali jednak, że kandydat KO ryzykował utratę części liberalnego elektoratu, nie zdobywając jednocześnie nowych wyborców po prawej stronie sceny politycznej.
Podobne kontrowersje wywołała sprawa symboli religijnych w warszawskim ratuszu oraz wielokrotnie powracający temat stosunku Trzaskowskiego do środowisk LGBT, przez który kandydat tracił w oczach wyborców.
Problem z przekazem o bezpieczeństwie
Według rozmówców "Gazety Wyborczej” bezpieczeństwo miało być najmocniejszym atutem kampanii. W sztabie liczono na wykorzystanie działań rządu Donalda Tuska związanych z ochroną granicy, projektem Tarcza Wschód i wzmacnianiem obronności. Jednak część polityków KO uważa, że Trzaskowski nie potrafił przekuć tych tematów w prosty i zapamiętywalny przekaz. Miał często wygłaszać długie wystąpienia, z których wyborcy nie wynosili konkretnych propozycji.
Mimo intensywnej kampanii i odwiedzenia dziesiątek miast kandydat KO nie zdołał skutecznie narzucić własnej narracji. Według krytyków w sztabie zabrakło dyscypliny komunikacyjnej i konsekwencji. "Nie wiem, ile razy rozmawiałem z Trzaskowskim, że musi być bardziej konkretny na wiecach i w wywiadach. Ale on nikogo nie słuchał. Wychodził przed ludzi, gadał coś przez godzinę i nikt z tej paplaniny niczego nie zapamiętywał. Najgorsze były te jego przerywniki, kiedy powtarzał: i o to chodzi! Ale na koniec nikt nie pamiętał, o co chodzi. Ludzie nie mieli pojęcia, co miał na myśli i z jakim programem idzie po władzę" - cytuje "Wyborcza" jednego ze współpracowników Trzaskowskiego.
Debata w Końskich i Tusk
Dziennik opisuje też, że Trzaskowskiemu zaszkodziła debata w Końskich, gdy Szymon Hołownia najpierw - przy bojkocie Trzaskowskiego - poszedł do Republiki, a zaraz potem wraz z innymi kandydatami udał się na dyskusję do TVP. Jeden ze sztabowców uznał pomysł organizacji debaty w Telewizji Polskiej za błąd. "Wykluczyliśmy Republikę, TVN kłócił się z Telewizją Polską, to był cyrk. W końcu postawiliśmy na TVP, ale powiem panu szczerze, że z perspektywy czasu był to najpoważniejszy błąd w całej kampanii" - cytuje "Wyborcza" jednego ze współpracowników Trzaskowskiego.
Donaldowi Tuskowi oberwało się za to, że... podkradał pomysły ludzi kandydata KO. "Brzoska był dogadany z naszym Rafałem, że stanie się jego twarzą jakiejś komisji czy rady przedsiębiorczości. Chcieliśmy wysłać komunikat i do ludzi biznesu, i do młodych, aspirujących wyborców Konfederacji, którym imponuje taki osobisty sukces. I proszę sobie wyobrazić, że nie minęło kilka dni od naszej narady z Tuskiem, a ten zaprosił Brzoskę na konferencję w Giełdzie Papierów Wartościowych i ogłosił, że milioner będzie twarzą deregulacji. „Kierownik" ukradł nam pomysł!" - żali się anonimowo sztabowiec Trzaskowskiego.
Wieczór wyborczy i naiwna wiara w zwycięstwo
Jednym z najbardziej zaskakujących fragmentów opisu kulis kampanii jest relacja dotycząca wieczoru wyborczego. Według rozmówców dziennika w sztabie długo panowało przekonanie, że Rafał Trzaskowski wygrał wybory. Nawet po pojawieniu się wyników late poll część współpracowników miała wierzyć, że sondaże zaniżają rezultat kandydata KO. Jak opisano, w sztabie jeszcze przez pewien czas utrzymywała się atmosfera oczekiwania na odwrócenie wyniku.
"- Impreza trwała nawet po pierwszych wynikach late poll, z których wynikało, że przegraliśmy. Do nikogo to nie dotarło. Piliśmy wino, jedliśmy przekąski, widziałem szczery uśmiech na twarzy Rafała. On naprawdę wierzył, że wygrał. Pyta pan, jak to możliwe. Sztabowcy mu przekazali, że sondażownie specjalnie zaniżyły mu wynik. I on w to uwierzył. – Tusk był z wami? – dopytuję. – Nie, po wyłączeniu kamer wsiadł do samochodu i pojechał do siebie" - relacjonuje "Wyborcza".
Łukasz Pawłowski, którego pracownia OGB przygotowała sondaże exit i late poll dla Republiki rok temu, przyznał, że sztab PiS pytał go podczas wieczoru wyborczego, czy jest szansa na zmianę rezultatu w nocy.
- Więc tak, podczas głosowania i po opublikowaniu Exit Poll o 21:00 nikt do nas (mnie) ze sztabu RT się nie odezwał zapytać co tam jak tam z exit poll. Sztab Nawrockiego tak i dostał odpowiedź, że wszystko się może zdarzyć i będzie wynik +- 1%, ale nie wiemy w którą stronę - napisał.
Fot. Rafał Trzaskowski, prezydent Warszawy/East News
Red.







Komentarze
Pokaż komentarze (41)