Dlaczego? Oto przykład. Osobiście mam ustawione w czytnikach RSS kilka portali psychologicznych i dziennie spada na mój pulpit średnio ok. 40 nowych informacji o badaniach nad ludzką psychiką. Bez wątpienia w innych dziedzinach wiedzy jest podobnie. Jak za tym wszystkim nadążyć? Jak włączać nowe odkrycia do programów szkolnych? Jeśli nawet przyjmiemy, iż nie jest to zawsze wartościowa wiedza, to nawet wyselekcjonowana będzie niesłychanie obciążała podręczniki.
W tej sytuacji przed szkołą stawia się fałszywą alternatywę. Sugeruje się następujący dylemat: albo zaangażuje się ona w szaloną gonitwę za osiągnięciami współczesnej wiedzy, albo przekształci się w placówkę kursową (w zasadzie godząc się na samorozwiązanie i urzeczywistnienie koncepcji I. Illicha z lat 60 ubiegłego wieku o społeczeństwie bez szkoły)?
Jak wspomniałem jest to fałszywy dylemat. Trzecim wyjściem jest bowiem powrót do ideałów edukacji klasycznej, czyli do skoncentrowania się na rozwijaniu i formowaniu przede wszystkim ogólnych sprawności intelektualnych. Szkoła powinna zatem powrócić do uwspółcześnionego modelu nauczania, wedle starożytnej metody trivium. Oprócz ogólnego rozwoju sprawności umysłowych powinna przekazywać pewien niezmienny, klasyczny kanon kulturowy zawarty w tzw. naukach humanistycznych (np. literatura, historia, filozofia, religia) oraz przynajmniej dawać podstawy terminologiczne i metodologiczne w naukach matematyczno-przyrodniczych.
Dzięki takiemu podejściu uczeń będzie w stanie efektywnie poszukiwać wiedzy we współczesnym świecie i np. łatwo dostosowywać się do nowej sytuacji na rynku pracy.
Przyjęcie takiej strategii jest jedyną szansą na ocalenie tradycyjnego szkolnictwa. Muszą to zrozumieć oświatowcy, politycy, nauczyciele i rodzice. W przeciwnym razie nie zdołają zapewnić lepszej i mądrzejszej przyszłość nowym pokoleniom.


Komentarze
Pokaż komentarze