Załamanie rynku subprime mortgage w Stanach jest już faktem. 13% udział "złych kredytów" w tym segmencie robi wrażenie. Temat stał się już politycznym, z demokratami pod przywództwem Hillary żądającymi lepszych regulacji i ukarania winnych. Nihil novi sub sol.
Zdania co do wpływu problemów subprime mortgage na gospodarkę amerykańską i światowy rynek kapitałowy są jak zwykle podzielone. Optymiści wskazują, iż jest on relatywnie mały wobec całego rynku hipotecznego w Stanach, o całym rynku długu nie mówiąc.
Pesymiści przypominają krach internetowy, kiedy plajta kilkuset firm nowej gospodarki pchnęła Stany na skraj recesji. I przypominają, że nawet bez nieuchomości przejmowanych teraz od dłużników, nawis podaży domów w Stanach i tak jest duży. Wyprzedaż domów zwindykowanych przez banki może przeważyć szalę i pchnąć rynek nieruchomość w prawdziwe kłopoty. A dalej wiadomo - zwolnienia w branży budowlanej, odwrócony efekt bogactwa, zwolnienie wzrostu/spadek konsumcji i klasyczna recesja.
Ostatnie pięć lat przyznawało rację optymistom, dając w efekcie najlepszą sytuację gospodarczą świata od lat siedemdziesiątych. Również teraz najpradopodobniej "teflonowa" gospodarka US zdoła się obronić.
Temat subprime mortgage jest aktualny również w Polsce. Naszą specyfiką kredytów hipotecznych dla klientów ze słabą zdolnością kredytową są kredyty we franku szwajcarskim. Na razie wszyscy są zadowoleni - klienci, ponieważ dostali "tani" kredyt, banki, ponieważ łatwo sprzedają kredyt z wyższą marżą, pośrednicy, ponieważ łatwiejsza sprzedaż i wyższa marża daje im wyższe zyski, rząd, ponieważ może to nie trzy miliony mieszkań, ale zawsze liczba właścicieli miekszań rośnie.
Zobaczymy tylko, czy polska gospodarka okaże się równie "teflonowa" jeżeli globalny apetyt na ryzyko spadnie i frank zacznie aprecjacje wobec innych walut.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)