Ostatnie cztery lata na rynku akcji wymagały prostej strategii inwestycyjnej: zakupu jak najbardziej ryzykownych akcji, najlepiej jeszcze na lewarze i trzymania bez oglądania się na kolejne korekty. Jest to strategia prosta, skuteczna i wymagająca bądź dużej odwagi, bądź braku doświadczeń sprzed 2003 roku.
Obserwując zachowanie kolegów nieco starszych wiekiem i doświadczeniem giełdowym, widziałem jak z coraz większym niedowierzaniem obserwują wspinaczkę wycen akcji. Wzrost P/E z 10 do 20 powitali jako powrót z recesji w prosperitę, ale dalsza ekspansja powodowała już coraz bardziej nerwowe zachowania. Obecne wyceny spółek, szczególnie tych małych, jawnie "stadne" zachowania inwestorów, kupowanie w oparciu o techniczne, neutralne informacje (kupno pod split), spekuła (zwana w poprzedniej hossie spółdzielniami) "pompująca" ceny akcji, kilkunastoprocentowe wzrosty cen w oparciu o zapowiedź konferencji prasowej.... Lista klasycznych objawów bąbla jest długa. I żyjemy z nią od dobrych dwóch lat, z coraz wyższymi wycenami.
Żyjemy w dosyć wyjątkowym okresie - globalna mieszanka wysokiego wzrostu gospodarczego i niskiej inflacji jest najlepszym środowiskiem dla wzrostu cen aktywów. A ponieważ okres ten trwa tym razem znacznie dłużej niż w poprzednich cyklach - hossa trwa.
W zeszłym roku analitycy, chcąc uświadomić niezwykłość sytuacji przypominali, kiedy ostatni raz mieliśmy do czynienia z tak dobrą i tak długo trwającą koniukturą. W zależności od omawianej wartości - długości okresu wzrostu PKB ponad średnią długotermniową, udziału dochodów przesiębiorstw w PKB, etc. etc., i miesiąca, w którym publikowany był raport, okres ten stopniowo się cofał. W drugim kwartale wspominano o "najlepszym okresie koniuktury od lat siedemdziesiątych", w trzecim o "najniższym udziale wynagrodzeń w PKB krajów rozwiniętych od końca II Wojny Światowej", później o "najdłuższym okresie wzrostu gospodarczego powyżej średniej od rozpoczęcia I wojny światowej". Kilka dni temu przeczytałem, że gospodarka brytyjska przechodzi przez najlepszy okres prosperity od 200 lat. Zgaduję, że argument ten w stosunku do innych krajów zniknie - zabraknie po prostu danych porównywalnych.
Pozostaje tylko pytanie, czy jest to nowa wspaniała rzeczywistość, w której będziemy mogli się cieszyć [wieczną] kontynuacją tego trendu, czy tylko bardzo długi cykl, spowodowany mieszanką niezwykle łagodnej polityki monetarnej FED, postępującą globalizacją, dławiącą inflację dzięki oddawaniu chińskim producentom i indyjskim usługodawcom kolejnych rynków, wsparty masowym carry trades opartych na niezwykle tanim jenie i drugiej fali petrodolarów. Nowi inwestorzy wierzą (o ile zastanawiają się nad tym) w Nowę Ekonomię, starsi widzą klasyczne objawy zbliżania się do końca cyklu.
Kto ma rację, przekonamy się jak zawsze post factum. Jeżeli jednak cykl nadal zyje - to mam dziwne wrażenie, że obudzenie będzie tym razem bardzo bolesne.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)