Nowy Minister Skarbu zapowiedział kilka dni temu kontynuację prywatyzacji banku PKO BP. Biorąc pod uwagę doświadczenie ostatnich dwóch lat, decyzja ta wydaje się być oczywistą. Dobór kadry zarządzającej w dużej mierze w oparciu o krytrium polityczno-lojalnościowe (patrz np. były wiceprezes Skrzypek), koszmarnie długa szopka z wyborem Prezesa Banku (w efekcie pozostawał on przez prawie rok bez Prezesa), czystka na średnim poziomie zarządzania zbiegająca się w czasie z przegranymi przez PiS wyborami samorządowymi w Warszawie, itd. itp. Tego typu działania, fundowane przez państwowego właściciela, paraliżują działalność instytucji, która w efekcie jest w stanie rozwijać się tylko siłą bezwładu, kontynuując wcześniej rozpoczęte procesy.
Rządy PiS drastycznie potwierdziły słuszność tezy o wyższości własności prywatnej nad państwową.
Problemem jest jednak to, iż w polskich realiach, wybór wobec PKO BP to wybór pomiędzy polskim właścicielem państwowym lub zagranicznym kapitałem prywatnym. A ta druga opcje też nie jest pozbawiona całego szeregu wad.
Można zapytać, dalczego tylko te dwie opcje? Istnieje przecież giełda, akcjonariat rozproszony, mozna wreszcie próbować budować grupę kilku dużych, blokujących się akcjonariuszy.
Zgoda, ale są to wszystko rozwiązania tymczasowe. Dają one szansę na utrzymanie niezależności i samodzielnego rozwoju banku tylko przy założeniu jego dużej skali działania i kapitalizacji (a tego PKO BP jeszcze brakuje - na tle graczy europejskich jest to nadal bank co najwyżej średni).
Warto pamiętać, że próby prywatyzacji przy użyciu takich "protez" były już dokonywane - tak sprzedawano Bank Handlowy (z grupą core investors, mających stanowić zabezpieczenie jego niezależności), bank PBK (sprzedany dla grupy czterech inwestorów krajowych); sprzedawano inwestorowi początkowo tylko pakiety mniejszościowe (patrz prywatyzacje Banku Śląskiego i WBK). Po kilku latach efekt zawsze był ten sam: pełną kontrolę przejmował kapitał obcy.
W efekcie około 80% sektora bankowego w Polsce jest kontrolowany przez kapitał zagraniczny. Można powiedzieć, że co z tego. Kraj rozwija się świetnie, mamy wysoki wzrost gospodarczy, sektor bankowy stał się jednym z bardziej nowoczesnych i profesjonalnych. Prawda. Istnieją jednak kwestie, które każą zastanowić się, czy rzeczywiście nie ma nagatywnych skutków takiej struktury własnościowej.
Po pierwsze, standardy zarządzania ryzykiem kredytowym. W wielu wypadkch oparte wprost o algorytmy wypracowane przez banki matki i przetestowane na ich rynkach macierzystych. Nie zawsze będą one dostosowane do realiów rynku polskiego. Czy spowolnienie gospodarcze w latach 2001 - 2003 byłoby równie bolesne i długie bez tak znaczącego zaostrzenia polityki kredytowej przez banki? Czy skala zaostrzenia była adekwatna do sytuacji makro i mikro klientów? Spotkałem się z opiniami rosądnych ludzi, oskarżających sektor bankowy o wzmocnienie skali problemów.
Warto również spojrzeć na zachowanie sektora przedsiębiorstw - po bolsnych doświadczeniach, pomimo silnego wzrostu gospodarczego i dużych potrzeb inwestycyjnych, przedsiębiorstwa przez ostatnie pięć lat zwiększały swoje depozyty średnio o 20% rocznie. To jest ewenement w skali światowej. I swoista żółta kartka dla banków, pokazująca jak niskie jest zaufanie do nich. Można pokusić się o tezę, iż gdyby nie działania banków 2001 - 2003, inwestycje w Polsce rosłyby w ostatnich latach wcześniej i szybciej, podnosząc konkurencyjność firm. Nie ma gwarancji, czy przy następnym spowolnieniu/recesji centrale grup bankowych nie potraktują rynku polskiego tak samo, jak ostatnim razem.
Po drugie, zmiany charakteru sektora. Polskie banki już w chwili obecnej nie opracowywują swojej strategii samodzielnie - jest ona ustalana przez spółki matki. Wobec postępującej automatyzacji i centralizacji decyzji w grupach bankowych, coraz mniej istotnych decyzji będzie zapadało w Polsce. Jeżeli to się nie zmieni (a nie zanosi się na to), za dwa - trzy lata banki będą wyłącznie sieciami sprzedażowymi swoich inwestorów strategicznych. Z konsekwencjami dla klientów (patrz rozważania powyżej) oraz pracowników. Ścieżka kariery będzie kończyć się de facto na szefie regionu a zakres potrzebnych i rozwijanych umiejętności będzie ograniczony do sprzedaży i wsparcie sprzedaży. Bardziej twórcze, tworzące większą wartość stanowiska zostaną wyeksportowane do spółek matek.
PKO BP jest ostatnim znaczącym bankiem kontrolowanym przez kapitał krajowy. Pytaniem jest, jak go sprywatyzować, unikając pogłębienia problemów związanych z kontrolą sektora przez obcy kapitał.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)