Blog
Magia obłoków (Magellana)
unukalhai
unukalhai unuk.al.hayah@gmail.com
48 obserwujących 132 notki 194157 odsłon
unukalhai, 6 lipca 2016 r.

Srebrzysko 1971. Dwa pogrzeby

668 10 0 A A A

 

 Fragmenty wspomnień Marii A. Bonieckiej („Wiadomości”,03.10. 1971 r., Nr 1331)

 Info o Autorce patrz appendix na końcu notki.

Jak zazwyczaj, dokonałem skrótów (…) oraz dodałem przypisy.

......................................................................................

Srebrzysko,  piękny rozległy cmentarz,  położony na lekko sfalowanym terenie  między Wrzeszczem a Oliwą.

(…)

 

  1. MAREK

Jestem  tu z okazji pogrzebu Marka Olewniczaka,  15-letnlego  najmłodszego syna Reginy z Piątków i Czesława Olewniczaków. Marka, który zmarł przed trzema dniami, ściśle - 7 lipca (1971 roku  – dopisek mój). Kula trafiła go w głowę. Wypadek miał miejsce  też w grudniu i też o zmierzchu.

Z nawyku reporterskiego,  nim wybrałam się na Srebrzysko,  odwiedziłam prof. dr  Kieturakisa, który osobiście  trzykrotnie operował chłopca. Rozmawialiśmy chwilę w gabinecie i nieco dłużej na korytarzu oddziału chirurgicznego Kliniki Gdańskiej. Profesor był więcej niż powściągliwy, mimo iż znamy się od Iat. Nie wymienił żadnej liczby, żadnego nazwiska, żadnego ciekawszego przypadku, żadnej daty.

- Oczywiście że śmiertelność jest duża, mogliśmy przyjąć przecież tylko ciężkie stany.
 Trwale kalectwa?

Oczywiście, że są nieuniknione,  ale jeszcze dziś trudno ustalić konkretnie skutki niektórych powikłań.  Zresztą,  pani rozumie,  pani Tolu .. myślę że w biurze mają dokładne dane.

Ale nie mieli.

Z rodziną Olewniczaków sąsiadowaliśmy przez 17 lat a znamy się od 25-u. Mieli sześciu synów i córkę.  Czesław, ślusarz z zawodu, pochodził ze wsi.  Regina,  córka kolejarza, była rodem z miasta,  z Garwolina. Oboje wstąpili do partii w r. 1945 I odtąd partia zaczęła kształtować ich życie. wyznaczać drogi ich losom, nadawać sens Ich Istnieniu.

Czesław, wiedziony chłopskim zdrowym instynktem,  nie sięgał po żadne, szczególnie eksponowane stanowiska, nie był nawet nigdy sekretarzem wojewódzkiego czy miejskiego komitetu, ani dyrektorem,  ani naczelnikiem. Z zasady trzymał się na uboczu, w cieniu. Po krótkiej karierze kierownika działu konstrukcji w szczecińskiej firmie „Junak" (motocykle) wrócił po prostu do ślusarstwa, przenosząc się razem z towarzyszem Fortuńskim,  dyrektorem wspomnianego „Junaka ",  z którym ongiś odbywał praktykę u jednego majstra  - do stoczni szczecińskiej, gdzie Fortuńskl objął stanowisko dyrektora. a Olewniczak instruktora w warsztatach.

[Rodzina Olewniczaków]  zajęła obszerną willę,  dzieci kolejno kończyły szkoły, dwóch synów ożeniło się, córka wyszła za mąż, na świat zaczęły przychodzić wnuki. Złośliwi pogadywali, że Czesław dostaje drugą pensję z listy UB, ale mogły to być tylko plotki.

[Kilka lat wcześniej] przenieśli się do Gdańska. Czesławowi partia zleciła objęcie stanowiska starszego instruktora w warsztatach kadłubowni w stoczni i kierownictwo szkoły przyzakładowej, kupili samochód, Regina przemaIowała siwiejące włosy na blond. Synowie i zięć też korzystali z dobrodziejstw partii. Najstarszy z młodych OIewniczaków - Andrzej dosłużył się stopnia porucznika w KBW (Korpus Bezpieczeństwa Wojskowego - odpowiednik UB).  Janusz pływał na statkach jako oficer polityczno-wychowawczy. Kuba i Leon przygotowywali się do zawodu nauczycielskiego. Stasiek był w technikum gastronomicznym, zięć skończył zaocznie studia prawnicze i został prokuratorem.

Ale tak naprawdę,  w całej rodzime liczył się tylko Marek. Uwielbiała go matka, ojciec, rodzeństwo. Był Ich namiętnością, nadzieją, dumą.

- Marek będzie uczonym, albo będzie malował obrazy - zapewniała Regina - niech pani patrzy, Antosiu, toć on już przerósł ojca, a jak rysuje i to od małości, przecież sama pani mówiła że ma zdolności, tylko to w ramy wstawiać i na wystawę.

- Bystry chłopak. nie ma co,  ma głowę jak rzadko - wtórował żonie Czesław - ten dopiero pokaże,  co to Olewniczaki.

Marek, Mareczek, Maruś,  Marusiek - odmieniano w rodzinie, każde na swój sposób. pieszcząc siębrzmieniem drogiego imienia.

I już nie ma Marka.
Wybiegli gromadą od strony stacji kolei elektrycznej, którą przyjechali z Gdyni.
Chcieli przebiec na drugą stronę jezdni. I wtedy oddano serię do tłumu szukającego schronienia na starym cmentarzu. Trzech zginęło na miejscu. Marek umierał ponad pół roku.

Wczoraj był u mnie Andrzej i opowiedział o tym,  co ich spotkało.

(…)

Niemożliwe... niemożliwe... - powtarzałam bezradnie i naiwnie.

To i o ojcu pani nie wie? Nie żyje... o,  już kawał czasu, zmarł  tego dnia, kiedy Mareczka pierwszy raz operowali. Na serce skończył.  Coś miał widać z  tym sercem,  bo już jesienią kazali mu doktorzy miesiąc leżeć w szpitalu,  w wojskowym leżał,  w Gdyni.

(…)

- Tak to nieszczęścia chodzą parami. A i z matką mamy osobną biedę. Warowała w szpitalu, jak pies, a teraz,  no  jak ją zobaczyłem, już po wszystkim,  to się boję żeby jej na rozum nie padło, zresztą pani sama wie. jaki był nasz Maruś...

(…)

Naraz jakby się w nim coś złamało, jakby zdjęto z niego mundur usztywniony skórzanym pasem,  osłonił twarz dłońmi i rozszlochał się głośno.

Opublikowano: 06.07.2016 22:40.
Autor: unukalhai
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Na ogół bawię się z losem w chowanego

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • wittek 17, ty nieszczęśliwa ofiaro reform edukacyjnych, napisz skąd wiesz , że to są...
  • Ulryk Niemcy za każdego obywatela Polski, który zginął w II wojnie, podeślą nam jednego...
  • londoncity (18.08., 12:17) no i od Ukraińców (za Chmielnickiego), nie wspominając o...

Tematy w dziale Kultura