W Przeglądzie Sportowym toczy się debata na temat stanu polskiej piłki. I bardzo dobrze! Niech się toczy jak najdłużej, oby cos z niej wynikło. I juz pewne wnioski się klarują. Pominę głos naczelnego PS, Marcina Kality, dla którego lekiem będzie zmiana na stanowisku prezesa PZPN z Lato na Bońka. Naiwniak. Podobno w grudniu ma być jakiś okrągły stół w Canal+, w czasie którego mają się spotkać wszystkie strony. Nie wiem czy to będzie w ogóle wydarzenie warte świeczki, bo w blasku kamer to najlepiej wypadają showmeni niestety, a nie poważne debaty. Bo wtedy tylko kłótnia ma sens, a na wnioski nie ma już czasu antenowego.
Dziś przeczytałem tez felieton Beenhakkera wpisujący się w debatę. Poza obwinianiem Laty i innych, znajduje Leo inną przyczynę, która jest nam wszystkim dobrze znana:
Problem w tym, że Polacy nie są prowadzeni i wychowywani zgodnie z tym, co obowiązuje w nowoczesnej piłce. Już na starcie przegrywają.
Chodzi oczywiście o wyszkolenie i naukę futbolu młodego chłopaka. Wszyscy wiemy, że u nas to kuleje. Dalej Beenhakker nie pisze nic interesującego, czego byśmy nie wiedzieli, a wydźwięk jego felietonu jest raczej oczywisty: przymilić się kibicom i czytelnikom, wskazać pewien kierunek w szukaniu problemu, zwalić to na karb PZPN-u (to akurat łatwe) i umknąć na końcu delikatną kropką, poprzedzając ją wzmianką o dużych pieniądzach. Na razie debata się dopiero zaczyna, jeszcze może być sporo głosów, ale ja przeczytałem z zaciekawieniem jeszcze tekst Marka Koźmińskiego. Pisze i menadżerach z laptopami, o zarządzaniu i tak dalej, mało to konkretne, szczerze powiedziawszy. Jedno mnie zainteresowało. To co już zdążyliśmy ugryźć na boisku24, chodzi o infrastrukturę boiskową. Żali się Koźmiński, że nie ma boisk i ma rację. Trochę to kpina, że w 40 milionowym kraju, treningi odbywają się na jakichś błotnistych boiskach, nie mówiąc już o głównych płytach.
Wielką bolączką jest brak zaplecza z prawdziwego zdarzenia. Zmarnowano dwie dekady, nie tworząc odpowiedniej infrastruktury. Przez kilkanaście lat co rusz słyszało się o otworzeniu gdzieś nowej krytej pływalni, hali sportowej do gry w siatkówkę czy koszykówkę. A kto budował masowo boiska na potrzeby najpopularniejszej dyscypliny w Polsce? Dopiero teraz coś drgnęło, kiedy ruszył program budowy „orlików".
No ruszył, ruszył. Ten temat już poruszaliśmy i wypada jeszcze nieraz poruszyć. I dalej:
PZPN powinien lobbować. To wielka rola władz centralnych i samorządów, żeby pomóc w budowie takich boisk. Zwiększyć trzeba też państwowe nakłady na szkolenie młodzieży. Jeśli trener na „orlikach" zarabia powiedzmy 600 złotych miesięcznie, to pewnie że przyjdzie dwie minuty przed zajęciami i wyjdzie dwie minuty po. Bo mu się po prostu nie chce. Nie przerzucajmy kosztów szkolenia dzieci na kluby i na rodziców - po prostu kluby pozostawione same sobie nie dadzą rady.
Jak dla mnie to trochę przerzucanie odpowiedzialności. Mimo tego, że ma Pan Marek mnóstwo racji, to jedna uwaga. PZPN musi lobbować, bo taka powinna być jego rola, ale na litość kluby mogły by jakoś o te lobby zadbać. Choćby organizacją. Po co miasto ma budować bazę treningową Górnikowi Zabrze? Ano, choćby po to:
Kilka lat temu, kiedy z ojcem byliśmy w Górniku Zabrze, największym zmartwieniem klubu było to, że mieliśmy do dyspozycji półtorej płyty. Nieprzypadkowo mówię półtorej, bo gra w piłkę na boisku treningowym Górnika groziła połamaniem nóg. Gospodarczym sposobem dobudowaliśmy kolejne dwa boiska, żeby dało się w miarę normalnie pracować. To gdzie piłkarze mają się uczyć? Czołowe polskie zespoły, z aspiracjami, by za parę lat coś znaczyć w Europie, trenują w haniebnych warunkach.
I teraz mam do Marka Koźmińskiego pytanie. To piłkarze mają się uczyć? Czego właściwie? Odpowiedzią na to pytanie jest chyba synteza bolączek Beenhakkera i Koźmińskiego, brak wyszkolenia młodzieży. Bo skoro Koźmiński nawet palcem nie kiwnął żeby zasugerować budowę jakiejkolwiej akademii piłkarskiej pod szyldem Górnika, zorganizowanej z rozmachem szkoły futbolu, gdzie uczy się od łebka młodzików grać w piłkę, to jaką chce mieć jakąś kartę przetargową? Piłkarz to futbolu powinien być już nauczony, drogi Panie Marku, a nie się dopiero uczyć. Gówniarza trzeba zainteresować żeby chciał przyjść do szkoły, w której przygotowuje się go do bycia piłkarzem. Według myślenia naszych mądrych głów, to ten wyrostek powinien się stać piłkarzem, a wtedy się go piłki uczy. Jaki to ma sens? Gdyby plany stworzenia takich szkół, czy akademii były stworzone przez kluby, czy wtedy nie łatwiej byłoby lobbować? Jaki samorząd będzie budował zaplecze treningowe, skoro kluby namiętnie wyjeżdżają na Cypr albo do Turcji, ewentualnie do Wronek. Nie ma młodzika z podstawówki w koszulce Górnika chociażby, nie będzie boisk. Argumentacja zbudowania takich baz dla klubów musi być, wtedy będzie łatwiej.
I jeszcze jedno na koniec. Poprzeglądałem sobie strony internetowe trzech największych polskich klubów, Wisły, Legii i Lecha pod kątem pracy z młodzieżą. Wnioski zawrę pewnie w następnym tekście, ale dla porównania zrobiłem to samo na stronie Arsenalu. Ech... No i tak sobie myślę czy na przykład taki Marek Koźmiński nie jest idolem dla młodego chłopaka z Zabrza marzącego o grze w Górniku? Albo Wojciech Kowalczyk dla małego Warszawiaka? Albo Juskowiak dla młodego Lechity? No ale chłopaki wolą się zająć menażerką albo wygadywaniem bzdur zza mikrofonu różnych futbolowych cafe. A może by tak, jak pisze Koźmiński:
Natomiast sprawy marketingu, zarządzania, organizacji trzeba zostawić zawodowcom, niekoniecznie związanym z piłką. I płacić im. Nawet duże sumy, jeśli będą dobrze wykonywać swoją robotę. (...),
a samemu zająć się budową polskiej piłki nożnej właśnie na poziomie kształtowania młodzika? Bo kto inny miałby to zrobić?




Komentarze
Pokaż komentarze (26)