W dniu wczorajszym udałem się do sklepu zwanego „Kuchnie Świata”, w którym to sklepie znajdziemy różnego rodzaju sushi, salsy, tacosy i inne tego typu pierdoły z całego świata. Schabowego i bigosu nie uraczymy, żeby była jasność. Nie miałem ochoty na takie rarytasy, cel mój był jeden. Miałem smak na piwo. Ale piwo z innego kraju niż nasza piękna Polska. Miałem ochotę przepłacić – a co mi tam! - ale wypić piwo z innego zakątka świata. Alkohole znajdowały się w miejscu gdzie klient nie mógł sobie wziąć produkt do ręki i obejrzeć, były w tak zwanym królestwie ekspedientki, na półce za ladą. Żeby coś wybrać, trzeba było poprosić, takowoż też żeby obejrzeć. Wódki pominąłem lekceważącym spojrzeniem, oczy skierowałem na półkę z browarem. Jedyne co ujrzałem to różnego rodzaju piwa chińskie (którymi gardzę) oraz ukraińskie. I to wsio. Zdecydowałem się na piwo naszych zachodnich sąsiadów, bo w porównaniu z chińskim, to sami przyznacie, że wybór oczywisty.
-
Poproszę te dwa piwa ukraińskie stojące z lewej strony. Ciemne i jasne– zamówiłem wreszcie.
-
To nie ukraińskie, proszę pana – oznajmiła ekspedientka. – To lwowskie – dodała.
-
Aha – odrzekłem, bo lekko mnie zatkało.
Piwo chyba faktycznie nie było ukraińskie, bo rozbolał mnie brzuch, a po ukraińskich nigdy mnie nie bolał.




Komentarze
Pokaż komentarze (1)