Wczoraj pod moją notką wymieniłem parę komentarzy z Pandadą. O emocjach w futbolu, odnośnie ręki Henry'ego. Pandada napisał coś takiego:
O ręce Maradony, a teraz Henry;'ego, wypowiedzieć chcą się wszyscy, czego nie można powiedzieć o jakichś zachowaniach fair, które przecież sportowe władze corocznie nagradzają.
Jest w tym sporo racji, ale mnie skłoniło do małej zagadki pod adresem autora tych słów. Odpowiedzi nie otrzymałem, ale być może dlatego, że wymiana zdań miała miejsce wczoraj późnym wieczorem, a może od tego czasu pandada nie zasiadł jeszcze przed salonem. Nieważne. Powtarzam zagadkę w formie pytania:
(...) znasz zawodnika, który nie dostał w sowjej karierze żadnej kartki? Ani żółtej ani czerwonej?
Bynajmniej nie było to pytanie retoryczne. Nagle w związku z całą "ręczną" francuską aferą przypomniał mi się piłlkarz, który zalazł Polakom za skórę, jak mało kto. Strzelił nam sześć goli w czterech meczach. To Gary Lineker, napastnik reprezentacji Anglii oraz m.in. Barcelony i Tottenhamu. Miłosz na pewno wie o nim sporo (prawda Miłosz?), w końcu dla Kogutów strzelił 80 bramek w trzech sezonach. W 1993 roku Lineker wyjechał do Japonii bronić barw Nagoya Grampus Eight, a wyjechał tam dlatego, że Japończycy płacili w latach dziewięćdziesiątych takim zawodnikom krocie, a jemu była potrzebna kasa, bo jego najstarszy syn chorował na rzadką odmianę białaczki. Leczenie kosztuje.
Gary Lineker skończył grę w piłkę w 1994 roku, a w trakcie całej kariery nie dostał ani jednej żółtej ani czerwonej kartki. Jego syn wyzdrowiał. Panie i Panowie, czapki z głów!




Komentarze
Pokaż komentarze (18)