Dawno, dawno temu w pewnym kraju za siedmioma albo i więcej górami, lasami i czym tam jeszcze, pewien sport powodował uśmiech i falowanie rękami całych rzeszy gawiedzi. Grało się i grało, historia się toczyła, a owoc gry tego kraju w historii tej dziedziny może największy nie był, ale przyjemny. Ktoś tam jednych zatrzymał, ktoś tam innych wypunktował, było na co patrzeć.
Sukcesy zbiegały się oczywiście z sukcesami gospodarczymi i politycznymi tegoż kraju. No ale o ile sukcesy w sporcie na żywo obejrzeć tłumnie było można, bo choć krzesełka na miejscach wokół może i kto liczył, tak wchodzili wszyscy tłumnie i poza krzesełkami w widowisku uczestniczyli, tak o sukcesach gospodarczych i politycznych z telewizora zwiedzieć się można było. Sielanka, swawola, w kraju żyło się dostatnie i sportowcom owym wyjeżdżać się nie opłacało. A jeśli kto wyjechał, to cóż, w innym kraju historię dyscypliny tworzył.
Widowiska ludziska oglądali, a potem widzieli uśmiechniętych możnowładców machających do ludu swobodnie rękami, mówiących o sukcesach kolejnych, pan w okularach dużych, stół niczym od króla Artura, działo się! A chłopaki grały i grały! Jeśli nie globalnie, to przynajmniej lokalnie. Ech!
Aż tu nagle (no może nie nagle) człek dowiaduje się, że to ukartowane było. Że to nie wynik zadecydował. Co było wcześniej to tylko domyślać się można było. Dziś wygra wojsko, a jutro milicja, a pojutrze to się zobaczy. Resorty się prześcigały, resorty rywalizowały. Dziwnym trafem poziom się jakoś trzymał. Może sam? Jednakże inne kraje czasem na dupie poziom ten odczuły, ech odczuły. Bij cudzego, łeb obcinaj, poprzeczkę łam, gnaty rachuj! Grali, panie i panowie, grali chłopacy.
I przyszedł czas na wspólny stół, taki jak u króla Artura, jakoś się rypło jakby. No ale te lokalne spółeczki globalnie nieźle przędły. Gnaty rachowały, jak równy z równym, z lepszym walczyły.
Wtem wykryto nieczyste intencje całą dyscypliną zawiadujące. Że tu tego kupiono, tamtego sprzedano, tego wyrolowano, już nie resorty, a biznesmeni walczyć zaczęli. Taki raban i burdel zrobił się, że płacić trzeba było wszystkim i za wszystko, co by uczciwość jakoś zachować. Jak się o tym Rada Starszych dowiedziała, wnet owce czarne za burtę wyrzuciła, co by od tej ciemnoty reszta nie zszarzała, ale za późne to działania. Rada Starszych najszarsza była z szarych.
I myślałby kto, że uczciwość nie tyle zapanowała, co winnych ukarano. Ano, nie ukarano winnych, tylko paru frajerów dla przykładu, co by się nikt nie wychylał. Strategię zapomnienia przyjęła Rada Starszych. Zapomni lud, a jak nie zapomni, to ludowi spowszednieje i w dupie mieć będzie. Pieniążki się zarobiło, pieniążki się wyjęło i jeszcze się tylko lud na widowiskach powymienia, bo ten co teraz i zawsze przesiadywał, to butny jest, a z butnym dogadać się nie idzie, zresztą po co się dogadywać. Pieniądz w galeriach się robi, ale nie tych artystycznych, bo sztukę to teraz w dupie każdy ma, tylko tych co to w dobra materialne można się zaopatrzyć, bo dóbr nigdy dość. Trzeba więc miłośnika sztuki materialnej na widowisko zaprzęgać, boć to przecież może oprócz sztuki wysokiej, to i widowisko w dupie taki miłośnik mieć będzie, ale zawsze to na ciasteczko francuskie z kawką za pińcet złotych się połasi, a jakże.
I wtedy pójdzie i się wynik obstawi. Bo lud zajęty celebrowaniem celebrytów będzie, to też obstawi, ale tak bez głowy, dla draki. Dla pieniędzy kto inny obstawi. Jak chcecie wiedzieć kto i jak, to się Rycha spytajcie. Chociaż Rycho i tak wam nie powie, mimo że wszystkie Ryśki to fajne chłopaki, to jednak z ludem przecież dzielić się nie będą. Jasne? Jasne. No to teraz do roboty się bierzcie, a nie jakieś bajki czytacie.




Komentarze
Pokaż komentarze (6)