dawrweszte dawrweszte
103
BLOG

Gdzie w buciorach na salony czyli parweniusz w Lidze Mistrzów

dawrweszte dawrweszte Rozmaitości Obserwuj notkę 35

 

Liga Mistrzów to marzenie polskich klubów, a szczególnie kibiców. To jest niebotyczny pułap, który już od dawna nie został sforsowany i nic nie zwiastuje, że się to w ogóle uda. Rozgrywki LM coraz bardziej się marginalizują, zamykają w sobie z uczestnictwem ciągle tych samych klubów plus kilka małych klubików z gorszych piłkarsko krajów, żeby było komu baty zbierać, ewentualnie raz na jakiś czas dać kibicom tychże małych klubów z gorszych piłkarsko krajów chwile uniesień, mecze legendy. I tak to się kręci. W tym roku Manchester w świetnym stylu odprawił z kwitkiem Milan, ale jeszcze trzy lata temu było odwrotnie. Jak będzie za rok albo lat parę? Jeśli ktoś wątpi, że taki dwumecz obejrzy, jest naiwniakiem. Emocjonować się tym będziemy niedługo, a jeśli nie tym dwumeczem, to jakąś inną konfrontacją wielkiego europejskiego trenera ze swoim byłym klubem itd., itp. Nie przeczę, że są to rozgrywki najlepsze piłkarsko i popatrzeć na takie mecze to czysta przyjemność dla oka, ale jednak trudno emocjonować się odpadnięciem Milanu, skoro będzie on grał w Lidze Mistrzów za rok i szansa na rewanż na pewno się trafi, a następny rok już tuż tuż, bo czas leci szybciutko. Pamiętam jakby to było wczoraj, jak Dudek tańczył ten swój Dance, a tu proszę, inny Milan już inny Liverpool, a i grali ze sobą w finale po tamtym wydarzeniu. A skoro przy Liverpoolu jesteśmy, to pamiętam jak dziś hecę kiedy Liverpool w sezonie kiedy zdobył LM. w swojej własnej lidze macierzystej zajął 5 miejsce bodajże i do Ligi Mistrzów zwyczajnie się nie zakwalifikował. Pamiętam małą debatę jaka pojawiła się w mediach na temat tego czy powinien czy nie w tej następnej edycji uczestniczyć, a mnie najbardziej bawił (bawi do dziś) fakt, że UEFA wymyśliła sobie takie zasady, że sama sobie wbiła gwoździa. Któż by pomyślał, że w Anglii ktoś z wielkiej czwórki (MU, Chelsea, Arsenal, Liverpool) wypadnie poza pierwsze 4 miejsca w lidze, do tego jeszcze triumfator LM. Jaja, panie i panowie, jaja jak berety. Teraz Liverpool odpadł z LM i zawsze przy takich okazjach w mediach zaczyna się wyliczanie ileż to taki wielki klub stracił odpadając z rozgrywek. Nieprawdopodobne. Mam się tym wzruszać? Biedny potentat, myślał, że zyska, a nie zyskał to stracił. Tylko co nas to w Polsce obchodzi?
 
Polski klub nie może się do tej ligi wielkich i bogatych dostać. Pozamykali dostęp do swojego elitarnego towarzystwa i nawet poza mistrzami do czwarte drużyny w lidze dopuszczają, ale słabeuszy nie chcą. Niech ktoś mi powie, że w tym palców nie maczała grupa G ileśtam, co to skupia najbogatsze kluby Europy, to będę spokojniejszy, bo moja teoria spiskowa ucierpi, ale morale wzrośnie. No i nie ma polskich klubów wśród wielkich i wspaniałych. Mieli swoich przedstawicieli inne narodu z siły futbolowej niekoniecznie słynące, nie ma ich 40 – milionowy kraj. Czemu?
 
Od mniej więcej 2002 roku (wcześniej też, ale potraktujmy tą datę jako w miarę teraźniejszość) w Lidze Mistrzów co roku jest jakaś drużyna, którą poziomem można porównać do naszych krajowych wspaniałości. Były to: FC Basel, Maccabi Hajfa, Partizan Belgrad, Maccabi Tel Aviv, FC Thun, Artmedia Bratysława, Levski Sofia, FC Kopenhaga, CFR Cluj, BATE Borysow i parę innych. Można się spierać ze mną w sprawie doboru drużyn, ale za klucz przyjąłem zasadę, że zawodnicy tych właśnie drużyn mogliby z powodzeniem przejść do któregoś z naszych klubów (głównie z wielkiej trójki) i odwrotnie. Jak ktoś chce polemizować, proszę bardzo. Skoro oni mogli, czemu nie my? Pytanie brzmi: jak to się stało, że oni mogli? Kiedy przeanalizowałem jakich rywali eliminowały kluby przeze mnie wymienione, to z wyższej półki znalazłem tam właściwie tylko Celtic, Ajax, może Olympiakos, może Dynamo Kijów, ale są to kluby, które za najlepsze raczej nie są uważane i gdyby miały z nimi grac polskie kluby, w prasie na pewno byłyby wzmianki, że szanse są. Polskie kluby natomiast, grały w tym czasie dwukrotnie z Barceloną, raz z Realem Madryt oraz z zespołami takimi jak Anderlecht czy Szachtar. Jak dla mnie porównywalne do Celticu, Ajaxu czy Olympiakosu. Wychodzi z tego wniosek, że poza sportową siłą i ambicją, a przede wszystkim chyba wysoką formą w okresie eliminacji LM, trzeba mieć cholernie dużo szczęścia. W losowaniu to raz, a potem w rywalizacji, to dwa. Polskie kluby jeśli mają szczęście w losowaniu, to są kompletnie bez formy i ambicji, a jeśli są w formie, to mają pecha w losowaniu. I tak to się ciągnie. Ciekawy przypadek znalazłem w sezonie 2000 – 2001 kiedy to szwedzki Helsinborg wyeliminował Inter Mediolan po dwumeczu 1:0 i 0:0. I podejrzewam, że tu dochodzi jeszcze casus zlekceważenia słabeusza przez wielkiego rywala, co już bardzo rzadko ma miejsce w grupie, bo jeśli przydarzy się raz, to nikt inny już tego błędu nie popełnia. To jest taki mniej więcej przypadek jak nasz wielki mecz z Portugalią. Dla obrońców Leo był to pokaz tego, że i on dobry i piłkarze mogą, a dla przeciwników, że piłkarze mogą choćby i bez Leo oraz że Portugalia nas zlekceważyła. Prawda zapewne jest pośrodku, bo ten mecz to legenda i tyle. Właśnie takie legendy powodują awans do Ligi Mistrzów.
 
Zdarzył się więc splot wydarzeń, który doprowadził słabeusza do rozgrywek grupowych. Czy to Basel czy to BATE Borysow, parweniusz znalazł drogę. Co się wtedy dzieje? Każda drużyna dostaje od razu 3 mln euro za udział w rozgrywkach grupowych, 400 tys. euro za każdy z sześciu meczów grupowych, 600 tys. euro dodatkowo za zwycięstwo oraz 300 tys. dodatkowo za remis. Fajnie? Fajnie, dla maluczkich fajnie. BATE Borysow w zeszłym sezonie zdobyło w grupie 3 punkty za trzy remisy, co daje w sumie 900 tys. za punkty plus 2 400 tys. za 6 meczów i de tego jeszcze trzy bańki za udział. W sumie 6 mln 300 tys. za 6 spotkań i sława w całej Europie. Tylko, że jest jeden mały mankament, szczególnie dla kibica. Takie wejście do Ligi Mistrzów niesłychanie trudno powtórzyć. Z tych drużyn co wymieniłem wcześniej tylko Basel wystąpiło dwa razy w LM, w dodatku w odstępie sześciu lat. Piłkarze wcale nie zyskali splendoru. Gdyby przeanalizować ich kariery po sezonach w Lidze Mistrzów okaże się, że nie odeszli do wielkich klubów, nie stali się gwiazdami, tylko co najwyżej poszli do średnich lub słabych (raczej słabych) klubów Bundesligi (Kaiserslautern), Premier League (WBA i to na półroczne wypożyczenie) i to jest max. Drużyna taka po sezonie w LM z reguły albo się rozpada, albo sprzedaje swoich najlepszych graczy. Dowód? Takie BATE Borysow występuje w LM w sezonie 2008 – 2009, a rok później odpada w eliminacjach z kiepskim Venstpils i sprzedaje jednego ze swoich lepszych zawodników, Kryvetsa, który strzelił bramkę choćby Juventusowi w rozgrywkach grupowych, do Lecha Poznań, klubu, który dopiero musi po mistrzostwo sięgnąć, żeby Kryvets mógł wystąpić ponownie w LM. Lech wg mnie zrobił świetny biznes, ale czy taki sam zrobiło BATE? Kryvets nie poszedł do wielkich klubów, chyba że Poznań to tylko przystanek, ale nasza liga nie nadaje się na przystanek. Wniosek: po takim występie w Lidze Mistrzów klub opuszczają najlepsi zawodnicy i nie zawsze do lepszych piłkarsko czy przyszłościowo klubów, ale do takich gdzie więcej płacą lub bliżej jest do Europy, ale obawiam się, że ta Europa to raczej druga połowa silnych lig najlepszych krajów, czyli brak dostępu do Ligi Mistrzów.
 
I teraz zamknijmy oczy i wyobraźmy sobie, że polski klub wchodzi do Ligi Mistrzów. W mojej skromnej opinii, jeśli się to uda, to nie przełoży się to na żaden sportowy sukces, tylko naturalny proces rozpadu drużyny będzie postępował. Przecież każdy piłkarz w polskim klubie myśli tylko o wyjeździe, nie o sukcesach sportowych na naszym poletku, te mają co najwyżej ułatwić drogę na zachód, a do jakiego klubu, to już nie jest takie istotne. Pozostaje tylko kwestia tych pieniędzy co to trzeba je z podwórka Ligi Mistrzów podnieść. Te trafiają do właścicieli klubu bo sezon w LM to świetna okazja żeby intensywnie dorobić. Nie dość, że płacą za samo bycie tam, to jeszcze paru się sprzeda po dobrych cenach i kasa pełna, misiu. W klubach na stale uczestniczących w rozgrywkach te dochody są wkalkulowane w budżet, w małych klubach to czysty zysk.
 
I na koniec najsmutniejsza konkluzja. Czy właściciele polskich klubów w ogóle jeszcze mają nadzieję na Ligę Mistrzów? Za przykład wezmę warszawską Legię, bo jest wg mnie modelowy ze względu na politykę właścicieli i tendencję w całej Polsce na zarządzanie futbolem. Właściciele Legii budują stadion za pieniądze miasta, czyli lepiej być nie mogło, są skonfliktowani ze swoimi kibicami, celem, nie bójmy się tego powiedzieć, pozbycia się ich z przyszłego stadionu, a polityka kadrowa klubu zdaje się hołdować zasadzie żeby nie wydawać. Dlaczego to wszystko? Jak stadion będzie już nowy piękny, to dobrze byłoby przyciągnąć kibica innego, takiego z supermarketu czy galerii handlowej, których w Warszawie na pęczki, takiego w krawacie, bo przecież klient w krawacie jest mniej awanturujący się. Przyjdzie, zakupy zrobi, skoczy kawkę, potem na mecz, torbi z zakupami zostawi w szatni, po meczu pójdzie na piwko do trendi knajpy i tak minie niedziela. Przecież to jest czysty zysk. Dodać do tego jeszcze w miarę stabilny, ale niedrogi skład, z którego jakimś cudem sprzeda się kogoś za wielkie i niedorzeczne pieniądze (Dawid Janczyk!!) i zarobi się na tym krocie i tak to się będzie toczyło na wielkim plusie u księgowej. Na to samo zanosi się w Śląsku Wrocław, zanosiło się w Górniku Zabrze, ale Alianzowi Kasperczak numer wykręcił, a właściciele tych klubów mają silne lobby w całej Polsce, więc nie napawa mnie to optymizmem, szczerze przyznam. I wtedy może pojawi się splot szczęśliwych wydarzeń i klub psim swędem do Ligi Mistrzów się dostanie. I wtedy miliony za frajer na konto spłyną i będzie można się pławić przez lat kilka.
 
Kibic w tym wszystkim jest gdzieś daleko w tyle. Żeby nie powiedzieć w dupie. Ja się pozbyłem złudzeń, że jesteśmy w stanie awansować do LM i pozostać w niej na dłużej bo to z perspektywy poziomu naszej piłki jest zupełnie nierealne. Co najwyżej jednorazowy sukces w postaci awansu i paru dobrych meczów, to jest możliwe, ale nie łudzę się, że prezesi będą w stanie to wykorzystać inaczej niż tylko nabicie swojej kabzy, bo pewnie też pozbawili się złudzeń. Jako kibic jednak dałbym sporo choćby za jeden taki sezon, bo miałbym co wspominać przez dobrych parę lat pewnie, ale wkurza mnie niemożebnie, że mogę tylko patrzeć na degrengoladę naszej piłki kopanej, szczególnie tej Ekstra, bo jak dla mnie, to nieważne czy równa w dół czy w górę, bo jej poziom w Europie poznasz. A ten z roku na rok coraz szybciej dogorywa i coraz niżej upada. Poprzeczka jest ustawiona już teraz bardzo nisko, ale przez to praktycznie nie do przeskoczenia, bo trudno to zrobić z pozycji leżącej. No ale głowa do góry, może jest parę klubów, które myślą głównie o splendorze i sławie czysto piłkarskiej i może właśnie w tym sezonie wszystko zostanie postawione na głowie i układ sił trochę się zmieni. Wtedy może ktoś zrozumie, że nie tędy droga. Kasa, owszem, musi w klubie być na plusie, wtedy jest stabilnie i rozwojowo, ale nie kosztem piłkarskich emocji, na Boga!
 
 
Wszystkim, którzy dotrwali do końca tekstu gratuluję i przepraszam za te długie marudne wypociny, ale musiałem to z siebie wyrzucić.
dawrweszte
O mnie dawrweszte

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (35)

Inne tematy w dziale Rozmaitości