Pod ostatnim wpisem Anny wywiązał się mały dialog (z Foxxem) na temat Legii i strony internetowej na temat konfliktu kibiców z ITI. A że Legia ostatnio na tapecie, bo podobno, jak Legia słaba, to i liga kiepska, według naszych uroczych komentatorów medialnych oczywiście. No i z racji manifestacji ostatnich piłkarzy (gwiazdorów?) Legii, miłości do pustych trybun Grzelaka i wała Iwańskiego, można sobie na Legii ulżyć, a jakże. Swoją drogą, Grzelak jak manifestować sobie może wg mnie co mu się tam w rozczochranej ubzdura, tak jego protest byłby ciut bardziej wiarygodny, gdyby piłkarzem – bo nie piszę już, że strzelcem – byłby wiodącym. Grzelak strzelił w Legii przez 3 lata jedenaście bramek. Gdyby tych bramek miał choć z tuzin… o kopie nie wspominając, jego protest byłby coś wart, a tak wart jest jedynie funta kłaków. Zresztą, ja nie o tym, na Legii nie zamierzam już się wyżywać, bo to łatwizna, zainteresował mnie jeden tekst na stronie zalinkowanej przez Foxxa.
99
BLOG
Matchday czyli kibic według ITI
W tekście pobrzmiewa diagnoza, którą ja też w swoich tekstach już wspominałem. Wymiana kibica, a jakże. Z tymże ja chciałbym wrzucić jeszcze jeden kamyk do ogródka dyskusji i może trochę pomóc kibicom Legii w definiowaniu istoty problemu, bo wydaje mi się, że mogę parę słów dodać. Oto fragment ze strony WWW.koniec-iti.eu :
Biorąc pod uwagę, że klasyczna rodzina przedstawia schematyczne 2+2, zastanówmy się nad faktyczną ceną ?rodzinnej rozrywki? na Łazienkowskiej 3. Najtańsze bilety obecnie kosztują 55 zł dla osoby dorosłej. Czyli według schematu, wejście na 1 mecz dla rodziny 2+2 kosztuje od 110 zł (jeżeli dzieci mają mniej niż 6 lat) do 220 zł. Do tego załóżmy, że każdy członek rodziny wypije od 1 do 2 kubków napoju po 5 zł za kubek - 20-40 zł i każdy w trakcie przerwy będzie chciał coś przekąsić (ceny zazwyczaj od 7 złotych za np. kiełbaskę) czyli kolejne +/- 30 zł. Podsumowując, za jeden mecz klasyczna rodzina wyda minimalnie 160 zł (wariant 2 dorosłych, 2 małych dzieci które mają darmowe bilety, po kubku napoju i najtańszej przekąsce), a w wariancie "na bogato" ponad 300 złotych. Mecze ligowe u siebie zazwyczaj odbywają się dwa razy w miesiącu co daje naszej rodzinie wydatek rzędu 300- 600 złotych. Poza tym trzeba brać pod uwagę jednorazowy wydatek na jakieś akcesoria typu szalik, czapeczka i oczywiście to, że uda się akurat zakupić bilety na najtańsze miejsca. Chyba każdy zauważy, że poziom gry piłkarzy Legii nie zwraca w najmniejszym stopniu ceny płaconej za "rodzinną rozrywkę", pomijając już fakt że nie każdą rodzinę będzie stać nawet na jednorazowe wyjście w miesiącu na mecz Legii. Chyba, że zapełni się stadion rodzinami zamożnymi dla których jednorazowy wydatek 500 złotych jest jak splunięcie (oczywiście głowa rodziny o takich statusie nie będzie myślała o biletach za 55 złotych).
Racja, ale jest jeden mały szkopuł, na który zwróci nam uwagę za chwilę Leszek Miklas:
Bo to (stadion przyp. - daw.) baza do budowania przychodów. Składają się na nie przychody z praw telewizyjnych, które wbrew pozorom zależą także od tego, jak wygląda infrastruktura. Nadawca jest zainteresowany, by przeprowadzać transmisje z dobrych, bezpiecznych i przyjaznych obiektów, do tego dochodzą emocje boiskowe. Nowe stadiony, które powstają w Polsce, wpłyną na to, jak będzie wyglądać rozdanie praw telewizyjnych na lata 2011-2014. Drugi strumień to sponsoring - zupełnie inaczej prezentuje się wizerunek sponsora na tle nowego stadionu i dobrej drużyny niż na obiektach sprzed 50 lat. Zostaje jeszcze to, co najważniejsze, czyli matchday - przychody z dnia meczowego. Nowy stadion pozwoli nam utworzyć sektory biznesowe. W większości klubów europejskich niemal połowa stadionowych przychodów pochodzi właśnie z takich stref - 8-10 proc. widowni daje tyle przychodu, co pozostałe 90 proc. kibiców zasiadających na innych trybunach.
No i mamy jasność. 8-10 % widowni daje takie dochody jak pozostałe 90% kibiców na innych trybunach. Celowo powtórzyłem za Miklasem, bo to klucz do zrozumienia specyfiki rewolucji, którą funduje Legii Walter. Warszawa jest miastem, w którym pracy jest sporo, biurowców mnóstwo, korporacji, słowem, życie biznesowe właśnie w stolicy się toczy. Mnóstwo przyjezdnych do Wawy zjeżdża żeby realizować swój American Dream i stają się nowymi Warszawiakami. W licznych biurowcach pracuje mnóstwo białych kołnierzy, podlizując się innym białym kołnierzom różniących się odrobinę droższym krawatem i tak dalej, aż dochodzi się do prezesików podobnych do Waltera. Co w tym momencie robi Walter? Sprzedaje abonament na stadion, karnety na mecze nie pojedynczym osobom, ale całym firmom. Firmy karnety kupują i rozprowadzają między swoich pracowników, którzy to albo na mecz pójdą, albo nie, nieważne, zapłacone. Zaczynają się selekcje pod kątem trybun, jeden VIP lepszy od drugiego, jeden z kartą złotą, drugi srebrną, trzeci platynową, a biznes się kręci. Dodajmy do tego możliwość wykupienia miejsc parkingowych, co by Lexusem swoim nie snuć się za długo po okolicy miejsca szukając i target mamy gotowy. Kasa zasili budżet grubo przed meczem, a wtedy kibic vipowski będzie mógł wydać dalej swoje 300 – 500zł na kiełbaski i piwko i to już będzie dodatkowy zysk. A to co opisane na stronie w tekście Kibic a widz, to będą koszta kibica dotychczasowego, który jak na stadion przyjdzie, to pokibicuje, a jak nie przyjdzie, to Walter mu tylko pomacha z uśmiechem. Nie z niego zysk dla pana Mariusza.
Walter kieruje swoją ofertę zupełnie gdzie indziej. Jemu nie chodzi o meczową oprawę, o atmosferę na stadionie, jemu chodzi o zysk ciągły, a taki sobie chce zapewnić, bo nawet jeśli w korporacjach za jakąś dekadę zmienią się ludzie, to chodzenie na Legie ma być modne w wyższych sferach. Jakiś biznes ubić? Na Legii. Sprzedać ubezpieczenie drogie? Na Legii. Spotkanie towarzyskie lub w interesach? Na Legii. Może jeszcze Walter w ramach ochłapów dorzuci karnet na mecze do swoich dekoderów, kto wie.
Podsumowując, będzie to przypominało ubezpieczenia w prywatnych klinikach medycznych, a nie kibicowanie. Jak widać po ostatnich obrazkach ze stadionu w trakcie meczu z Ruchem, drużyna jest rozbita, piłkarze opowiadają się raczej za ITI, a Walterowi zapewne jest wszystko jedno, w końcu stadion tuż tuż. ITI chce Legię wchłonąć i oferować produkt jako własny, żeby na Legii i Legią można było się snobować. I konkluzja tekstu ze strony koniec-iti jest słuszna, będzie to widz, a nie kibic, tylko że to Walterowi i spółce przeszkadzać nie będzie.
Nie wiem na ile się to ITI uda, ale nie bardzo jestem w stanie sobie to wyobrazić. I kibicom innych drużyn raczej odradzałbym radość z takiego stanu rzeczy, bo jeśli uda się taki dil Walterowi, to inni też mogą o tym pomyśleć. Smutna trochę to wizja, bo jeśli się ziści, to w Warszawie wszystko będzie już zrobione pod kasiastego korporacjonistę. Od galerii handlowej, przez park, po stadion.
Smutne tylko to, że rządzi tym wszystkim pieniądz, że takie kolosy korporacyjne jak ITI wchłaniają powoli każdą przestrzeń, a biorąc pod uwagę fakt, że wyrosły one na pieniądzach poprzedniej nomenklatury i taki mają teraz zasięg, to nie wróży to nic dobrego.
Konkluzja: wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze.




Komentarze
Pokaż komentarze (16)