Defetyk Defetyk
68
BLOG

Rokosz

Defetyk Defetyk Polityka Obserwuj notkę 1

Kiedy tylko stało się już jasne, że naszym następnym prezydentem będzie Komorowski, zaczął mnie nurtować nowy problem. W jaki sposób PO uzasadni następny rok bez reform?

Żeby było jasne – nie odmawiam Tuskowi ambicji reformatorskich. Wręcz przeciwnie, wierzę, że gdyby tylko miał możliwość chętnie pojechałby po bandzie przekształcając nasze państwo wg postulatów Platformy zgłaszanych w kolejnych wyborach (3 x 15, likwidacja KRUS, jednomandatowe okręgi wyborcze, prywatyzacja, tfu! komercjalizacja służby zdrowia, koniec finansowania partii z budżetu itd., itp., etc). W końcu jest historykiem i zdaje sobie sprawę, że jak do tej pory bilans jego rządów jest, mówiąc eufemistycznie, taki sobie. W końcu jedyne co rzeczywiście udało mu się osiągnąć to niedopuszczenie PiS do powrotu do władzy. Ma świadomość, iż przy ocenie jego rządów w pamięci pozostaną seryjnie spadające państwowe samoloty (w tym ten najważniejszy), śledztwo smoleńskie oddane bez walki Rosjanom i prowadzone według standardów obowiązujących w czasach głębokiego komunizmu, nadciągający wielkimi krokami kryzys gazowy, którego można uniknąć jedynie poprzez mocniejsze uzależnienie się od Rosji, liczne afery tuszowane metodami siłowymi i tego typu inne atrakcje.
 
Rzecz w tym, że Tusk nie ma możliwości przeprowadzenia istotnych reform. System jest tak skonstruowany, że prawie wszyscy mają jakieś przywileje, a już w szczególności ci, którzy mają największy wpływ na przekaz kierowany do opinii publicznej. W latach 2005 – 2007 pokazali jaką nagonką potrafią zareagować na próbę naruszenia ich interesów. A nie zapominajmy, że poczynania reformatorskie PiS były bardzo ograniczone. Zagrożone były interesy łapowników, byłych agentów w różnych środowiskach, WSI i korporacji prawniczych. To jednak wystarczyło. W odniesieniu do PO nagonka byłaby niezwykle prosta do przeprowadzenia. Wystarczyłaby rzetelna ocena dotychczasowych dokonań rządu w głównym nurcie przekazu medialnego. A przecież nadchodzą wybory. Te samorządowe (bardzo ważne, bo umożliwiają zajęcie tysięcy stanowisk i decydowanie o wielkiej kasie przy bardzo ograniczonej kontroli) i te parlamentarne (jeszcze ważniejsze – nie będę tłumaczył dlaczego). W tej sytuacji stanowczo nie można ryzykować reform, chyba że sytuacja stanie się tak dramatyczna, że nie będzie innego wyjścia. Przy odrobinie szczęścia przez najbliższe kilkanaście miesięcy nic takiego się jednak nie wydarzy.
 
Wracam więc do postawionego na wstępie pytania. Jak uzasadnić brak reform, kiedy ma się już pełnię władzy? Czy da się to zwalić na opozycję? Wydawałoby się to trudne, ale w naszych warunkach jak najzupełniej możliwe. Wystarczy skoordynowany przekaz medialny i miliony bezmyślnych wyborców. Pierwsze sygnały pojawiły się jeszcze przed II turą wyborów prezydenckich – niepokojące żądanie 500 dni spokoju. Potem, natychmiast po wyborach, wszyscy zajęli się PiS-em. Kaczyński to, Jakubowska tamto, Macierewicz coś innego, a Migalski to już w ogóle.
 
Natomiast dziś otrzymaliśmy obowiązującą wykładnię zdarzeń od jednego z najwyższych autorytetów, który ogłosił, że mamy właśnie rokosz: „jeżeli dziś podważa się wszystko, sieje się nieufność wobec instytucji takich jak rząd, prokuratura, sądy w tak dramatycznej sprawie, jaką jest dochodzenie przyczyn katastrofy smoleńskiej, jeżeli wykracza się poza granice Polski i sieje nieufność także na zewnątrz, to już nie mamy do czynienia z opozycją demokratyczną, która patrzy władzy na ręce”. Pomińmy litościwie, że gdyby wyciąć wzmiankę o katastrofie smoleńskiej i wstawić w to miejsce np. lustrację, to opis jak ulał pasuje do tego, co p. Mazowiecki i jego koledzy wyprawiali w latach 2005 – 2007. Przejdźmy raczej do wniosków: „Mazowiecki podsumował, że po działaniach nowego prezydenta i obecnego rządu nie oczekuje polityki wielkich reform, ale konsekwencji w realizacji zamysłów, które już są. - Dzięki nim można pokrzyżować polityczne plany Kaczyńskiego - mówi były premier.”
 
Tak więc, jeżeli chodzi o reformy, to byłoby na tyle.
 
Dodam jeszcze tylko małe wyjaśnienie ostatnich wydarzeń w świetle obowiązującej wykładni dla młodych, wykształconych, z wielkich miast, bo mogliby się biedacy pogubić:
 
To gadanie, że musicie wybrać Komorowskiego, bo Kaczyński blokowałby reformy, to było owszem słuszne, ale teraz to się zmieniło, bo Kaczyński robi rokosz (to taki rodzaj zadymy) i Tusk nie ma spokoju. Reformy, owszem, może będą, ale najpierw Tusk musi uspokoić Kaczyńskiego.

 

Howgh!

Defetyk
O mnie Defetyk

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka