Słucham sobie i czytam komentarze w sprawie krzyża i ze zdziwieniem łapię się na konstatacji, że z każdym trochę się zgadzam. No prawie z każdym, bo jak ktoś mówi, że nie ma dla krzyża miejsca w sferze publicznej, to z nim zgodzić się nie mogę.
Rozumiem trochę Komorowskiego. Chłop został wybrany, choć nie było łatwo, a teraz w nowym miejscu pracy krzyżem, zniczami, modłami i śpiewem będą mu ciągle przypominać o przeszłości, nad którą chciałby już przejść do porządku dziennego. I żeby to chociaż byli tylko przeciwnicy. Ale nie, to są jego zaciekli wrogowie.
Nie rozumiem wszakże, że w ten sposób próbował załatwić sprawę. To się musiało tak skończyć i było łatwe do przewidzenia. Albo więc było to działanie celowe dla skompromitowania politycznych przeciwników albo też kolejny objaw jego zupełnego braku wyczucia nastrojów innych ludzi.
Rozumiem trochę Kościół, że się nie chce bardziej angażować w sprawę. Rysy i pęknięcia w Kościele instytucjonalnym są widoczne coraz bardziej i przy gwałtownie postępującej polaryzacji społeczeństwa, będą się jeszcze pogłębiać. Zaryzykuję też stwierdzenie, że większość duchowieństwa podziela raczej stanowisko mniejszości (jak wykazały wybory) ludzi. To zjawisko jest dla misji Kościoła bardzo niebezpieczne. Może powiększyć się liczba potencjalnych owieczek, którzy zaliczą Kościół do kategorii obciachu.
Przychylam się tez do opinii, że błędem było wczorajsze stanowisko PiS w tej sprawie. Nic wprawdzie nie zmieniło w przebiegu wydarzeń, ale dało przeciwnikom bardzo dobry oręż w politycznych bojach. I bez względu na to, że intencje PiSu mogły być bardzo szlachetne, wczorajsze oświadczenie będzie już zawsze interpretowane jako polityczna gra krzyżem.
Zgadzam się wreszcie z tymi, którzy mówią, że dziś państwo objawiło swoją słabość. Jak się robi demonstrację siły, to trzeba też potrafić tej siły użyć. Inna sprawa, że wyniesienie siłą krzyża niewiele by zmieniło. Natychmiast przyniesiono by nowy, a jego obrońcy jedynie utwierdziliby się w swojej postawie. Utrudniłoby to też przyszły kompromis.
Mało brakowało, a zgodziłbym się też z posłem Fedorowiczem, który chciał żeby mu pokazać inne normalne europejskie państwo, w którym podobny krzyż stoi przed siedzibą głowy państwa. Wszakże najpierw prosiłbym, żeby on pokazał mi takie, w którym w katastrofie lotniczej zginął prezydent, generalicja, szefowie organów konstytucyjnych i masa innych ważnych ludzi.


Komentarze
Pokaż komentarze