Defetyk Defetyk
35
BLOG

Dogmat

Defetyk Defetyk Polityka Obserwuj notkę 0

Ocena czasu, w którym się żyje, podstawowych trendów kształtujących życie ludzi i zbiorowości, jest trudna, ale nie niemożliwa. Weźmy na przykład rok 1945. Nie można wykluczyć, że istnieli ludzie wierzący, że zgodnie z protokołem jałtańskim odbędą się demokratyczne wybory i Polska, pozostając w cieniu militarnej potęgi Rosji i w zależności od niej w stosunkach międzynarodowych, będzie korzystać ze względnej swobody w kształtowaniu stosunków wewnętrznych. Kilka lat później wszystko było już jasne. Mimo to znaczna część elit bezkrytycznie wsparła zbrodniczy system, wierząc że stanowi on ukoronowanie postępu społecznego nieodmiennie dążącego w słusznym kierunku. Później, gdy już zaczęli się buntować, pragnęli jedynie reformy systemu i trwało to aż do lat dziewięćdziesiątych. A jednak i w roku 1945 i przez następne ponad pół wieku można było ocenić sytuację prawidłowo, jeżeli tylko za podstawowe kryterium przyjęło się imperialną politykę Rosji. Niestety wewnątrz kraju ludzie, którzy w ten sposób oceniali rzeczywistość, przez cały ten czas pozostawali w mniejszości.

Gdy spogląda się na sytuację obecną rzuca się w oczy przede wszystkim wielkie pomieszanie pojęć. Zdaje się, że nie istnieją wartości, oceny, poglądy, a nawet fakty, które byłyby wspólne dla większości elit (z jednym wyjątkiem, o którym później).
 
Żeby to zobrazować sformułowałem trzy robocze tezy, które w mojej ocenie nie powinny budzić kontrowersji osób rozsądnie oceniających sytuację i zainteresowanych sprawami Polski:
 
1. katastrofa smoleńska nie miała prawa się wydarzyć. Fakt, że się wydarzyła, świadczy o błędach w organizacji państwa;
 
2. konieczne jest wyjaśnienie wszystkich przyczyn i okoliczności katastrofy, bez względu na to, że niektórym wydają się one oczywiste. Tylko w ten sposób możemy odkryć, gdzie w systemie tkwią błędy i postarać się je wyeliminować;
 
3. należy użyć wszystkich dostępnych środków dla zapewnienia Polsce lub organom międzynarodowym możliwie dużego udziału w wyjaśnianiu przyczyn katastrofy i zminimalizowania udziału Rosji. Po pierwsze dlatego, że nie można wykluczyć przyczynienia się Rosji do katastrofy, a żadna sprawa nie powinna być wyjaśniana przez bezpośrednio zainteresowanych, gdyż mogą oni zmanipulować ustalenia na swoją korzyść. Po drugie, ponieważ ustalone przyczyny mogą mieć wpływ na kształt sceny politycznej w Polsce. Istnieje zatem ryzyko, że Rosjanie wykorzystają tę sytuację dla realizacji swoich interesów w Polsce.
 
Od kilku miesięcy obserwujemy, jak te dość oczywiste tezy są przez nasze elity bądź to przykrywane potokami słów o zaufaniu do Rosji, teoriach spiskowych, sprawach ubocznych, oczywistości przyczyn katastrofy, bądź też przemilczane, ośmieszane, dezawuowane, relatywizowane itp. Istotna jest dla mnie przyczyna tego zjawiska.
 
Ze względów ilościowych odrzucam tłumaczenie, że wszyscy ci ludzie są agentami wpływu lub czymś podobnym (choć zapewne zdarzają się i tacy). Myślę, że przyczyną jest raczej jednoczący większość naszych elit dogmat antypisowski, który można wyrazić hasłem: „za wszelką cenę należy uniemożliwić powrót PiS do władzy”. W rezultacie ludzie ci są gotowi zanegować lub przeinaczyć każdy fakt, zaprzeczyć każdej tezie, ośmieszyć każde zachowanie, przeinaczyć każdą wypowiedź i przyklasnąć każdej niegodziwości, byle osiągnąć pożądany stan rzeczy. Szczególnie odrażającym przejawem tego zjawiska są brutalne ataki na zmarłych i ich najbliższych oparte często na kłamstwach i manipulacjach. Cóż, każdy sposób walki z PiS (a także ze zjawiskami, które w ocenie elit są dla tej partii korzystne), jest pożądany, akceptowany i rozgrzeszany.
 
Obserwując dynamikę tego zjawiska stwierdzam, że chyba nie ma ono granic. To nie jest tak, że nagle elity stwierdzą „zabrnęliśmy za daleko, to zaczyna być niebezpieczne”. Wręcz przeciwnie, każde zdarzenie jest i najprawdopodobniej będzie przez elity oceniane z punktu widzenia dogmatu antypisowskiego. Wyobrażam sobie na przykład, że gdyby nagle się okazało, iż 10 kwietnia mieliśmy do czynienia z zamachem, to nasze elity kierowane dogmatem antypisowskim wcale nie zareagowałyby szczególnym oburzeniem. „No tak” – usłyszelibyśmy zapewne – „to niezbyt ładne, ale nie ma czemu się dziwić. Przecież ten człowiek zalazł im za skórę i był przeszkodą do osiągnięcia porozumienia. A w sumie, to dobrze się stało, bo szkodnik został wyeliminowany.” I pewnie skończyłoby się na jakiejś nocie protestacyjnej, żeby nie zadrażniać za bardzo stosunków i nie psuć atmosfery w UE. A większość wyborców kupiłaby to bez przeszkód.

 

Jeżeli zatem w obecnych czasach dogmat antypisowski spotkał się z imperialnymi ambicjami Rosji, to ich wspólne działanie może być bardzo niebezpieczne. Pozostaje mi zatem mieć nadzieję, że należę do tych, którzy nie potrafią prawidłowo ocenić czasu, w którym żyją.

Defetyk
O mnie Defetyk

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka