Defetyk Defetyk
82
BLOG

Jak zastąpić historię mitem? I po co?

Defetyk Defetyk Polityka Obserwuj notkę 4

 

Fascynujące jest obserwowanie, jak w Polsce fakty zastępuje się mitami. Ostatni tydzień dostarczył aż nadto przykładów. Historia agenta „Bolka”, Krzywonos zatrzymująca komunikację miejską, spory wśród doradców w Stoczni. Wszystkie te sprawy są wyczerpująco opisane we wspomnieniach świadków i pracach historycznych. Wydawałoby się więc, że nie mogą być zafałszowane. Nic bardziej naiwnego. Dla doraźnych celów politycznych rozpowszechnia się w świadomości publicznej zakłamaną wersję historii.
 
Interesujący jest sposób, w jaki się to dokonuje. W wywiadach wypowiadają się bohaterowie naszej historii i najnormalniej w świecie opowiadają nieprawdy. Korzystają przy tym ze statusu autorytetów, więc uchodzi im to bezkarnie. Żadna duża gazeta i żadna popularna telewizja nie jest zainteresowana w skonfrontowaniu ich opowieści z faktami. O faktach mówi się wyłącznie w mediach określanych przymiotnikiem „pisowskie”. A zatem – w świadomości publicznej – kłamliwe, jątrzące i nieobiektywne. Każdy fakt, który się w takim medium ukazuje, jest faktem podejrzanym. Z takim faktem nie trzeba nawet dyskutować. Można go wyśmiać lub zbyć lekceważącym machnięciem dłoni.
 
W zakłamywaniu historii wykorzystuje się powszechnie dychotomię między fajnością a obciachem. Krzywonos jest fajna i nowoczesna, bo ludzie popierają ją na fejsbuku. Kaczyński jest obciachowy, bo zawsze był. Tego nie trzeba nawet rozwijać. I jak zwykle jątrzy.
 
Tłum lubi być nowoczesny i fajny. W naprędce robionych sondażach uzna więc Krzywonos za bohaterkę Sierpnia, L. Kaczyńskiego za trzeciorzędnego pomagiera Wałęsy, a Wałęsę za wielką postać o krystalicznym życiorysie. Uzna też, że J. Kaczyński jak zwykle kłamie. I jątrzy.
 
Ciekawe są również przyczyny tego zjawiska. Kaczyński na uroczystości trzydziestolecia powiedział, co powiedział. Można było z nim polemizować inaczej naświetlając tą sprawę. Wskazując, że spory w tamtym okresie były normalne. Tłumacząc, że nikt nie wiedział, jak daleko można się posunąć i czego ze strony komunistów należy się obawiać. Można było przypominać, że również L. Kaczyński miał wątpliwości. Można było wreszcie stwierdzić, że święto Solidarności to nie miejsce na podkreślanie dawno przebrzmiałych sporów. Można było, ale wybrano najprostszą metodę. Krzyknięto, że Kaczyński kłamie. Bo Kaczyński przecież zawsze kłamie. I jątrzy.

 

Ciekawy jestem, czy fałszowanie historii dla doraźnych celów politycznych jest naszą polską specyfiką? Czy w stabilnych zachodnich demokracjach opiniotwórcze media mogą sobie na coś takiego pozwolić? Może ktoś ma jakieś obserwacje i się nimi podzieli.

Defetyk
O mnie Defetyk

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka