Przeczytałem memoriał. Dokument ten ma gorsze i lepsze fragmenty. Przede wszystkim jednak jest anonimowy, co uważam za błąd. Będzie to wykorzystywane przez jego przeciwników do dyskredytowania jego treści.
Jedna z głównych tez memoriału – twierdzenie, że „przemysł pogardy” był jedną z pośrednich przyczyn katastrofy – stanowi moim zdaniem jego główną piętę achillesową. Ta teza, choć niewykluczone że jest słuszna, jest trudna do obrony. Opiera się bowiem na założeniu, że wokół L. Kaczyńskiego wytworzono atmosferę, która spowodowała gorsze funkcjonowanie służb mających dbać o jego bezpieczeństwo. Zarzuty odwołujące się do czegoś tak nieuchwytnego jak atmosfera są jednak trudne do precyzyjnego udowodnienia. Będą więc łatwym celem dla przeciwników memoriału, którzy będą z jednej strony negować samo istnienie „przemysłu pogardy”, a z drugiej przypominać ostre słowa wygłaszane przez zmarłego Prezydenta i pracowników jego kancelarii oraz powtarzać z uporem maniaka, że nie działo się nic nadzwyczajnego, a polityk musi mieć skórę słonia.
Duże wrażenie zrobiły na mnie natomiast dwa fragmenty memoriału opisujące twarde fakty: opis zdarzeń poprzedzających obchody w Katyniu oraz kwestie dotyczące prawnej platformy współpracy z Rosją przy śledztwie oraz zwłaszcza przy badaniu przyczyn katastrofy. Te fakty są miażdżące dla Tuska i jego ekipy. Nie ulega wątpliwości, że bez względu na rzeczywiste przyczyny katastrofy osąd historii będzie dla tych panów bezlitosny. Ich działania w obu tych sferach można podsumować krótko: jako sprzeczne z racją stanu. W pierwszym wypadku wynikało to wyraźnie z interesu partyjnego. Przyczyny serwilizmu wobec Rosji po katastrofie nie są natomiast jasne. Chciałbym wierzyć, że jest to tylko żałosna amatorszczyzna i pogubienie się w sytuacji kryzysowej.
Fakty te powinny były być prezentowane w trakcie kampanii wyborczej. Tylko fakty i nic więcej. Żadnych wielkich kwantyfikatorów, pośpiesznych ocen i gadania o winie. Nie wiem, czy taka taktyka pozwoliłaby wygrać wybory, jednak upowszechnienie w społeczeństwie wiedzy o przebiegu zdarzeń byłoby wartością samą w sobie. Niestety zamiast tego mieliśmy żałosne pochody podstarzałych hipisów pasujące jak pięść do nosa do prawicowej partii odwołującej się do wartości narodowych.
Dobry moment przeminął i obecnie upowszechnienie prawdy będzie dużo trudniejsze. Zostanie przykryta newsami o krzyżu, dyskusjami publicystów o spodziewanym rozpadzie PiS i psychologicznych uwarunkowaniach zachowań J. Kaczyńskiego. Zostanie zasłonięta budżetem, podwyżką VAT, podatkiem bankowym i masą innych podobnych, ważnych, ale w odniesieniu do racji stanu jednak drugorzędnych spraw. Potem zaś MAK opublikuje swój raport, a Polacy demokratycznie w sondażach zgodzą się, że winni byli piloci działający pod presją. A nam, jeżeli Seremet zawiedzie, pozostanie tylko czekanie na osąd historii.
Komentarze
Pokaż komentarze (7)