Sprawność propagandowa rządzącej ekipy po raz kolejny powaliła mnie na kolana. Tak. Muszę to w końcu sam sobie wyznać. Jestem pełen niekłamanego, głębokiego podziwu dla umiejętności koncentrowania uwagi opinii publicznej na podgrzanych w tym celu problemach, na wężach morskich (kto czytał za młodu Niziurskiego, ten wie o co chodzi) wypuszczanych w odpowiednich momentach i eksploatowanych do granic możliwości.
I tylko niech nikt nie mówi, że bagatelizuję problem. Wręcz przeciwnie. Wizja mojego dziecka wciągającego przez nos nawóz wymieszany z trutką na szczury jest wstrząsająca. Jednak nikt mi nie wmówi, że za pomocą istniejących instrumentów prawnych nie można sobie poradzić z bandą gówniarzy sprzedających jawnie innym gówniarzom szkodliwe środki psychoaktywne, bo napisali na opakowaniach, że nie nadają się do spożycia. Można znaleźć na to zachowanie sporo paragrafów. Trudności dowodowych też nie powinno być, co od tygodnia wykazują zastępy dziennikarzy prezentując odpowiednie nagrania i wywiady. Tyle tylko, że to wymagałoby żmudnej codziennej roboty organów ścigania. Ale to nie jest widowiskowe, a i uwagi mas też raczej od niczego nie odwróci.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)