Defetyk Defetyk
158
BLOG

Z brodą na klawiaturze

Defetyk Defetyk Polityka Obserwuj notkę 0

Siedzę więc tak z rozdziawioną gębą czytając, słuchając i oglądając. Nie, przyczyną moich twarzowych problemów bynajmniej nie jest zdziwienie. Od pewnego czasu staram się bowiem już niczemu nie dziwić. Mnie po prostu ogarnął podziw.

Spełnił się sen anarchistów. Rząd już nie istnieje. Czasem tylko mignie na ekranie jakiś palant z majtkami na hełmie. Króluje natomiast opozycja, która w krótkich przerwach między podżeganiem szaleńców do morderstw, a niszczeniem narodowych świętości, wyżyna się nawzajem w wewnętrznych publicznych sporach. Dziennikarze z wypiekami na twarzy łowią kolejne smaczne wypowiedzi i puszczają je na paskach w najróżniejszych kolorach. Komentatorzy ze swadą analizują wydarzenia, które jeszcze nie nastąpiły, a na przytomnie zadane pytanie „co będzie, jeśli go jednak nie wyrzucą?” odpowiadają, że sytuacja byłaby ciekawa (jeszcze jeden wariant odpowiedzi w stylu „to bardzo dobre pytanie”).
 
Kiedy mi się to w końcu nudzi, wracam do lektur o latach osiemdziesiątych i – przy wszystkich oczywistych różnicach – znajduję w nich różne klucze. Jest tam upychanie krzyży w kościołach i niewygodnych pomników na cmentarzach. Jest poparcie dla władzy rzędu 40 – 50 %, promowanie ugodowo nastawionej części opozycji i bezwzględne niszczenie pozostałej. Są dążenia do porozumienia z władzą i mrzonki o kursie na Rosję. Są spory podsycane w ugrupowaniach antyrządowych i polityczne zabójstwa, za które władza w żaden sposób nie odpowiada. Jest również zaciemnianie prawdy o katastrofie. I nawet argumentów używa się podobnych, tyle że z biegiem lat formy mocno wysubtelniały.

 

Myślę więc sobie, że gdybyśmy czytali te książki, łatwiej byłoby nam to wszystko pojąć. Ale od kogo ja tego wymagam? Widzę przecież oczyma wyobraźni przedstawiciela współczesnej elity wracającego późnym wieczorem z korporacji do luksusowego mieszkania, które będzie spłacał przez najbliższe 30 lat. Siada w rozluźnionym krawacie przed telewizorem i gdy przy drugiej szklaneczce whiskey mignie mu na ekranie ktoś taki jak ja, mruczy drapiąc się po jądrach „k…a, jaki to byłby zaj…..y kraj, gdyby ich wszystkich stąd wyp…….ć”. A potem długo się zastanawia, czy już zamówić prostytutkę, czy może najpierw odpalić laptopa i podzielić się swoją głęboką myślą ze znajomymi na fejsbuku.

Defetyk
O mnie Defetyk

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka