Od kilku już lat słychać narzekania komentatorów, dziennikarzy i publicystów różnej proweniencji na niski poziom merytoryczny polskiej polityki. Dominuje żal nad marnotrawieniem przez partie publicznych dotacji na propagandowe imprezy, spoty reklamowe i bilbordy. Silna jest tęsknota za politykami, którzy będą przeznaczać na dotacje na tworzenie programów i mityczne think thanki. Marzy się o zastąpieniu w kampaniach wyborczych piarowskich sztuczek głębokimi merytorycznymi sporami. Czy są to uczucia szczere? Obecne wydarzenia dowodzą, że nie.
Otóż jedna z partii politycznych niezwykle poważnie potraktowała nadchodzące wybory samorządowe. Opracowała ogólny program krajowy i szczegółowe dla poszczególnych regionów. Organizuje konferencje programowe i panele. Ogłasza pomysły na konferencjach prasowych. Widać gołym okiem, że długo i rzetelnie się do tych wyborów przygotowywała. I co? I nic, zero i null. Pies ze złamaną nogą się tym nie interesuje. Jedyne co się z tego wszystkiego przedostaje do wiadomości publicznej to informacje o tym, czego szef tej partii nie powiedział lub o czym mówili jej członkowie w kuluarach. Natomiast same propozycje programowe mają w głębokim poważaniu nawet dziennikarze uważani za sympatyzujących z rzeczoną partią.
Są z tego dwie nauki. Pierwsza dla polityków: nie warto się starać. Namęczycie się tylko, wydacie pieniądze, a i tak liczą się tylko narracje, bilbordy, spoty reklamowe i personalia. Jestem pewien, że politycy wszystkich opcji dobrze tę lekcję zapamiętają.
Druga dla mnie: jak komentatorzy coś mówią, to owszem mówią. Ale przecież nie po to, żeby to potem poważanie traktować. Jak sobie człowieku sam czegoś nie ocenisz i nie skomentujesz, to nie licz na to, że ktoś ci w tym rzetelnie pomoże.
Komentarze
Pokaż komentarze (1)