Chodzę wokół tej wielkiej grupy ludzi i staram się coś zrozumieć. Śpiący niedźwiedź? Nie słyszę chrapania, chyba że za dużo wypiją. Lawa ze skorupą plugawą? Nie czuję ciepła. Może wiosną, jak rozpalą grille.
Czasem owszem wyjdzie kilka, kilkanaście, a nawet kilka tysięcy osób. Niosą jakieś transparenty i flagi, stukają w klawiatury i organizują spotkania. Reszta przygląda im się z obojętnym znudzeniem. Bo to przecież oszalałe moherstwo, podjudzone przez antysemicką rozgłośnię, chorzy z nienawiści faszyści, wyjęci spod zakazu wyszydzania.
I to nawet teraz, kiedy wyraźnie widać, że zwrotnice już są przestawione. Pociąg wraca na stację, którą z trudem opuścił dwadzieścia lat temu. A obaj maszyniści, uśmiechnięci od ucha do ucha, cieszą się, że przyjaciele są znowu przyjaciółmi, obce mocarstwa obcymi mocarstwami, a ich małe grzeszki zostaną na razie zapomniane.
Tu już nie wystarczy przyłapanie na kradzieży. Raz zadziałało, a potem się przyzwyczaili. Chyba znowu potrzebna jest podwyżka cen. Wtedy tłum się ruszy i żądając dodatku drożyźnianego wyjdzie na ulice ze wściekłymi twarzami. Pójdzie pod komitety albo do lokalu wyborczego. Wtedy można będzie wśliznąć się z tymi transparentami i flagami, zmienić trochę charakter i próbować pokierować. I bez względu na to czy jeszcze raz się uda, będziemy znowu bajać o niezłomnym narodzie.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)