Dawno temu, gdy jeszcze pracowałem w albo dla wielkich międzynarodowych korporacji, przyswoiłem sobie pojęcie „blame center”. Otóż, gdy w takiej organizacji coś pójdzie nie tak, wszyscy zaangażowani w dany problem pracownicy natychmiast zaczynają przeszukiwać swoje segregatory i skrzynki mailowe w poszukiwaniu dowodów swojej niewinności. Wyciągają maile, z których wynika, że wprawdzie coś proponują albo akceptują, ale sugerują jednocześnie zaopiniowanie przez dział X lub konsultanta Y, bo jakiś tam aspekt nie leży w zakresie ich kompetencji (tworzenie i archiwizowanie takiej korespondencji to umiejętność kluczowa dla każdego pracownika wielkiej korporacji). Proces ten nieuchronnie prowadziłby do obciążenia winą za niepowodzenie tego, który się nie potrafił się wystarczająco zabezpieczyć, gdyby nie był zaburzony przez naturalne w każdej organizacji układy oraz formalne i nieformalne ośrodki władzy. Zaburzenia takie powodują, że „ośrodek winy” najczęściej lokalizowany jest w sposób dość przypadkowy i bywa, że sprzeczny ze zdrowym rozsądkiem. Często winą obciążana jest współpracująca organizacjach zewnętrznych (np. kancelaria prawnicza), która wprawdzie również ma dowody swojej niewinności, ale wewnątrz korporacji dowody te są ignorowane. Znalezienie winnego kończy bowiem opisane powyżej gwałtowne procesy i organizacja wraca do swego zwykłego, spokojnego stanu, w wyniku czego można się w końcu zabrać się za rozwiązywanie problemu.
* Zdarza się czasem, że obciążenie akurat tego środowiska jest wyjątkowo jaskrawo sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem. Wówczas orzeka się, że winę ponosi „cała klasa polityczna” (vide: afera hazardowa) lub „wszystkie dotychczasowe rządy” (vide: problemy z ustaleniem kolejowego rozkładu jazdy).


Komentarze
Pokaż komentarze (11)