Są stosukowo młodzi, dobrze sytuowani, inteligentni, odnoszą w życiu sukcesy. Co jakiś czas spotykam się z nimi i spędzamy godzinę lub dwie na rozmowach. A że znają mnie jako niepoprawnego oszołoma, rozmowa zawsze (chcę, czy nie) schodzi na politykę. Pewnie chcą się nacieszyć obcowaniem z tak niezwykłym w ich środowisku dziwolągiem.
Cały problem w tym, że oni nic nie wiedzą. Nie żeby się nie interesowali. Starają się wszystko wiedzieć: oglądają TVN, słuchają Radia Zet, czytają Onet i WP. Mimo to, po prostu nie znają faktów. Nie wiedzą na przykład, że raport MAK wcale nie jest do uzupełnienia, jak powiedział Miller, a nadaje się wyłącznie do śmietnika, bo jest oparty na nieprawdziwych przesłankach. Że nikt nie mówił o „wkurzaniu się”, piloci chcieli odejść na drugi krąg, a sensacji o Błasiku nie jesteśmy w stanie zweryfikować, bo nie mamy choćby tak podstawowego materiału, jak plan miejsca katastrofy. „Jak to ?” – obdarzają mnie mocno zdziwionymi spojrzeniami – „Przecież Miller powiedział… A poza tym w telewizji pełno jest ekspertów, którzy mówią, że oni za wszelką cenę chcieli wylądować.”
Wypowiedzi Kaczyńskiego znają wyłącznie w formie zwulgaryzowanej, wyrwane z kontekstu i skrajnie niekorzystnie zinterpretowane. Za to w ogóle nie znają kontrowersyjnych wypowiedzi Tuska . Przecież to tak zrównoważony polityk…
Są pełni zdziwienia, że PiS w czasie kampanii samorządowej zajmował się wyłącznie Smoleńskiem. „Przecież partia polityczna musi mieć jakiś program. Nie można iść do wyborów wyłącznie dla zemsty.” A gdy im mówię, że PiS w tej kampanii prezentował najbardziej kompleksowy program, to patrzą na nie z wyraźną troską.
I tak sobie myślę, że w normalnym kraju człowiek, który obcuje z głównymi mediami, powinien znać przynajmniej podstawowe fakty. Owszem, może komentarze, z którymi miałby styczność, byłyby jednostronne. Ale fakty powinny być mu znane. Tymczasem u nas ktoś taki po prostu nie ma szans być dobrze poinformowany. A przecież nie można wymagać od większości społeczeństwa aktywnego poszukiwania informacji.
Więc niech mi tu nikt nie wciska, że to wszystko wina Prezesa. Kaczyński, owszem, ma skłonność do ostrych wypowiedzi, przez co nieco ułatwia swym przeciwnikom robotę. Jednak w tzw. demokracji medialnej szanse wygranej opcji aktywnie zwalczanej przez główne media są znikome. Zwłaszcza, jeżeli elementem tej walki jest fałszowanie rzeczywistości.
Więc, jeżeli chodzi o źdźbła i belki, to by było tyle.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)