Próbę ogniową jaką musiały przejść komitety wyborcze była heroiczną walką z czasem. Oczywiście nie dla wszystkich, bo dla zgromadzonych w „ klubie czworga „ nie było wielkim wyzwaniem zdobycie podpisów pod listami poparcia dla list kandydatów do parlamentu.
W sumie ten chrzest bojowy zdało siedem komitetów wyborczych. Cztery zabetonowane na scenie politycznej PO, SLD, PiS i PSL, oraz coś co zaskoczyło obserwatorów życia politycznego, a mianowicie komitetami ogólnopolskimi stały się Polska Partia Pracy, Ruch Palikota i oczywiście Polska Jest Najważniejsza co jest dla mnie szczególnie satysfakcjonujące, bo w pewnym stopniu przyczyniłem się do tego wystając na Katowickim rynku i zachęcając ludzi do udzielenia poparcia.
Zauważcie, że wszyscy ( z wyłączeniem przedstawicieli czteropaku sejmowego ), mówili o trudnościach w zbieraniu podpisów. I muszę to potwierdzić. Nie wynika to z wrogości do mnie i do mojej formacji, ale jest zniechęcenie do polityki w ogóle. To zasługa 22 lat zasiadania tych samych osób w parlamencie, a może bardziej ciągłe pokazywanie tych samych gadających głów w mediach i kreowanie ich na autorytety, choć nie da się tego zrobić. Ci z telewizyjnych ekranów zajmują się tylko tym, by dowalić konkurentowi. Jednak wiem, że w każdej partii są ludzie godni i pełni pasji, ale słabo takie postawy sprzedają się w mediach, które idą na łatwiznę.
Rozbawił mnie przedstawiciel PO, który twierdził, że nie mieli żadnych kłopotów z podpisami, a ludzie ustawiali się w kolejce, by udzielić poparcia. Akurat PO tylko raz widziałem ze stolikiem do zbierania podpisów. Na pytanie jak zebrali podpisy odpowiedź jest dość prosta. Członkowie partii i ich rodziny, oraz pracownicy agencji rządowych, administracji rządowej i członkowie ich rodzin to jednak wielka siła.
Teraz o przegranych. Nie mogę się nadziwić Januszowi Korwin – Mikkemu. Tak doświadczony polityk przerżnął szansę na zamieszanie w tym tyglu. Nie umiem tego pojąć. Spotykaliśmy się z ludźmi JKM długo rozmawialiśmy, wzajemnie się dopingowaliśmy. I nic im nie wyszło. Nie wiem kto za to powinien wziąć odpowiedzialność i posypać głowę popiołem, bo tym młodym fajnym ludziom należy się słowo przepraszam.
Marek Jurek również poległ na pierwszej przeszkodzie w wyścigu wyborczym. Muszę przyznać, że podskórnie czułem, iż tak się stanie. Skąd takie przeczucie? Nie wiem, ale jakoś nie widziałem ognia w działaniach sztabu wyborczego jego organizacji.
Mieliśmy szansę, by iść razem powalczyć. Nie wiem dokładnie o co rozbiły się rozmowy, bo jeśli o to pod jakim szyldem mamy iść to jednak PJN miał rację. Okazaliśmy się na tyle silni i sprawni organizacyjnie, by mieć szansę na walkę w całym kraju.
Teraz nie czas rozpatrywać powody niepowodzenia. Wyborcy Kongresu Nowej Prawicy i Marka Jurka powinni zagłosować na PJN.
Nie udało nam się dogadać przed wyborami, ale wiele nas łączy. Nie chcemy tego boksu politycznego. Jesteśmy konserwatystami i uważamy, że partie, które mienią się prawicowymi tylko udają. Wspólnie mamy szansę na zmianę jakości, a to jest konieczne wobec czekających nas nowych wyzwań związanych z kryzysem ekonomicznym ogarniającym świat.


Komentarze
Pokaż komentarze