Wczorajsza akcja rytualnego wypalenia skręta przez Janusza Palikota była skrajną nieodpowiedzialnością.
Mój stosunek do J.Palikota jest znany to dla mnie przeciwnik polityczny reprezentujący całkowicie przeciwstawny do mnie pogląd polityczny.
Jednak nie będę pisał tutaj o różnicach dzielących nas w kwestiach gospodarczych i politycznych, bo nie mam do czego się odnieść te worki ustaw jakie miała organizacja Ruch Palikota pewnie zgubiły się gdzieś na lotnisku i cisza w tym względzie jest jak do tej pory.
Drogi Panie Januszu!
Najwyższy czas, by uświadomił pan sobie, że jest pan szefem trzeciej siły politycznej parlamentarnej.
Gości pan w mediach te transmitują pana wypowiedzi i co gorsze happeningi.
Jestem w stanie zrozumieć działania pana organizacji o zmianę ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, bo to obiecywał pan w kampanii wyborczej, ale starania o zmianę ustawy przybrały karykaturalną formę promocji używek psychoaktywnych i nie mówię tutaj tylko o marihuanie.
Pańskie zapalenie jointa i okrzyki palić - sadzić - zalegalizować!
To już nie tylko bój o zmianę ustawy, ale promocja środków odurzających w czystej formie.
Przecież musi pan sobie zdawać sprawę, że słowa wykrzyczane przez prominentnego polityka ważą więcej.
Mam do pana osobisty żal, bo niszczy pan moje starania mające na celu pomóc pewnej rodzinie.
Kilka lat temu prowadziłem Klub Integracji Społecznej. Do tego klubu trafiła kobieta, która samotnie wychowywała czworo dzieci.
Kobieta miała straszne problemy finansowe, a dzieciaki zaległości w nauce. W dodatku najmłodsze dziecko cierpiało na ADHD.
Wiele rzeczy udało się poprawić. Sytuacja finansowa nie jest może bajką, ale można żyć i nie trzeba pytać premiera jak żyć?
Po interwencjach udało się wyszarpać to co było należne tej kobiecie czyli świadczenia alimentacyjne.
Dzieciaki skorzystały z korepetycji wolontariuszy i podciągnęły się w nauce.
Najważniejszym osiągnięciem było załatwienie posady dla tej kobiety.
Specjalnie piszę o załatwieniu, bo w tamtych czasach tylko taka operacja przynosiła efekty. Bez znajomości i przychylnego spojrzenia na sprawę nie było mowy o znalezieniu pracy.
Ja nie będąc pedagogiem zaangażowałem się w korepetycje jednego z synów tej pani, bo historia to mój taki mały fioł i starałem się pomóc na tyle ile mogłem.
Proszę mi wierzyć, że to była ogromna radość gdy chłopak podciągnął się z dwójki na czwórkę.
I tutaj dochodzimy do sedna sprawy.
Trzy tygodnie temu zadzwoniła do mnie moja była podopieczna prosząc o rozmowę.
Na spotkaniu dowiedziałem się strasznej dla mnie rzeczy. Właśnie ten chłopak, któremu pomagałem w przyswajaniu historii wchodzi w świat narkotyków.
To okropne jak się zmienił jest agresywny i odporny na wszelką argumentację.
Twierdzi, że tylko pali trawkę. Ja nie umiem tego zweryfikować, bo się na tym nie znam, ale widzę jak te ćpanie go zmienia i jak marnuje swe życie.
I nie chce wdawać się tu w dyskusję czy to oznaki sięgania po inne używki niż marihuana, bo te argumenty proszę sobie zostawić na spotkania ze swym potencjalnym elektoratem wierzącym w zbawienną role marihuany.
Zmiana młodego człowieka jest faktem i nie podlega dyskusji.
A ta zmiana może zakończyć się dramatem w postaci zmarnowanego życia.
Nie mogąc znaleźć z nim wspólnego języka uznałem, ze jedyną deską ratunku jest tu psycholog terapii uzależnień.
Zadzwoniłem do znajomej i umówiłem się na spotkanie.
Udało mi się wymóc na tym chłopaku, by odwiedził ze mną terapeutkę.
Po spotkaniu w rozmowie ze znajomą dowiedziałem się, że problem jest poważny i terapia może okazać się skuteczna tylko w przypadku jeśli on tego będzie chciał, a niestety nie chce pomocy.
Pomocy nie chce dlatego, że uważa, iż palenie trawy nie szkodzi, bo tak mówią w telewizji
I za taki stan rzeczy obwiniam pana i pańskie działania.
Dużo winy leży tez po stronie takich autorytetów jak pan Sipowicz i jemu podobni, którzy starają się przeforsować swoje chore idee porównaniem z alkoholem.
Jestem równie przeciwny nadużywaniu alkoholu co używaniu narkotyków w każdej postaci.
Wczoraj pan Sipowicz domagał się odpowiedzi od posłanki Beaty Kempy czym różni się alkohol od marihuany?
Panie Sipowicz różnica jest zasadnicza. Wypijając piwo czy kieliszek wina do obiadu nie doprowadza się pan do stanu upojenia, a zaciągając się nawet niewielka ilością marihuany doprowadza pan świadomie do odurzenia.
To dość proste gdy przyjmie się zdrowe podejście w takich kwestiach, ze białe jest białe, a czarne jest czarne. Tutaj nie da się tego zbić jakimś argumentem pseudonaukowca.
Marihuanę zawsze pali się w celu odurzenia koniec i basta!
I już na koniec.
Panie Januszu przyrzekam panu solennie, że jeśli ten chłopak zmarnuje swe życie i będzie pogrążał się w drodze bez powrotu to będę panu co tydzień wysyłał jego zdjęcie z opisem jak toczą się jego losy, by miał pan świadomość do czego prowadzi pana działalność.
Cóż to za pomoc dla młodych ludzi jeżeli niesie to za sobą dramaty ludzkie?


Komentarze
Pokaż komentarze (18)