Po słynnej już aferze taśmowej PSL przetoczyła się słuszna fala oburzenia i krytyki.
Cóż tu deliberować?
Mówiąc o tych przekrętach cisną się jedynie na usta siarczyste przekleństwa.
Jednak stało się i tak,że cała ta sprawa posłużyła profesor Magdalenie Środzie ( nie będę się wydurniał i pisał profesorka ), do przeprowadzenia ataku na rodzinę, jako instytucję i jak zwykle kościół, wszak bez tego pani Środzie mogłoby stać się coś z wątrobą.
Perełki myślowe zawarte w artykule wydrukowanym przez Wyborczą mogą doprowadzić do różnych schorzeń od nadkwasoty przez wysypkę alergiczna, po torsje.
Zaczyna się takim wstępem.
...Od dawna próbuję bronić tezy, że kult rodziny tradycyjnej i "świętej" uprawiany przez polityków, księży i ministrów od edukacji jest szkodliwy. Nie tylko z punktu widzenia obrony indywidualnych praw jej członków (np. przed przemocą), ale również z punktu widzenia demokracji i społeczeństwa obywatelskiego. To właśnie w mitologizacji rodziny tkwią głębokie kulturowe przyczyny nepotyzmu naszych polityków, bo przecież PSL w tym strasznym grzechu nie jest odosobniony.
Zacznijmy od indywidualnych praw człowieka deptanych w rodzinie.
Wiadomo, że chodzi o filozofie genderową i prawo do wyboru płci. Następnym deptanym prawem zdaniem pani profesor jest swoboda wyboru religii i wyznania. Widać wg. Magdaleny Środy rodzice mają jedynie obowiązki. Nie mają natomiast praw do tego, by kształtować młodego człowieka, przecież Państwo i jej instytucje będą wiedziały lepiej jak to zrobić. Realizuje się myśl jednego z filozofów ( nie pamiętam nazwiska ), że dziecko to niezapisana tablica i nie ma jej co zamazywać bzdurnymi prawdami starszych pokoleń, ale ktoś słusznie odpowiedział, że jeżeli tylko dorosły ma prawo do wyboru ścieżki życiowej, to nigdy nie dorośnie.
Drugi punkt to obrona przed przemocą. Tutaj Magdalena Środa całkowicie przemilcza drobny fakt. Dokument o który toczy bój z Jarosławem Gowinem nosi tytuł „ O zwalczaniu przemocy domowej” dlaczego tak?
Bo z badań wyszło, ze 80% przypadków przemocy wobec domowników ma miejsce w związkach nieformalnych, a nie w tradycyjnych rodzinach.
Rodzina ma przygotowywać do demokracji i społeczeństwa obywatelskiego.
Żadne tam bzdury o szacunku dla starszych, więzach rodzinnych, które przekładają się na patriotyzm lokalny, a w końcu na patriotyzm narodowy. No tak, ale do kogo ja kieruję te słowa? Przecież naród dla Magdaleny Środy to przeżytek godny pogrzebania na śmietniku historii.
Cały nepotyzm przypisuje pani Magdalena rodzinie i jej przestarzałej ( wedle autorki modelowi ) formie, jako mitycznej jednostce organizacyjnej życia społecznego przesiąkniętej wszelkim złem tego świata.
Żadnej refleksji o pięćdziesięciu latach komuny, które właśnie wypracowały model cwaniactwa, konszachtów i układów.
Jeśli tego pani profesor nie zna to niech porozmawia z koleżanką Anną Grodzką.
Kiedy Anna była jeszcze Krzysztofem Bęgowskim dzięki zaangażowaniu w pracy w PZPR korzystał z rzeczy, które dla zwykłych śmiertelników były nieosiągalne.
I sekretarz POP na Uniwersytecie Warszawskim, paszport uprawniający do przekraczania wielokrotnego granicy PRL, wizyty w delegacjach ZSMP- ZSRR, NRD, Jugosławia, Kuba, Japonia. Praca w Alma Press.
To wina leży po stronie rodziny tradycyjnej, czy tez po stronie rodziny narodów socjalistycznych?
Pytam jeszcze tak cicho, czy chcąc rozwijać społeczeństwo obywatelskie mamy krytykować rodzinę, czy tez wypadałoby wspomnieć o zniszczeniu zachowań obywatelskich przez komunę i jej kacyków?
I jeszcze jeden cytat:
-
Rzadko która rodzina uczy dzieci praworządności, skrupulatności finansowej i podatkowej, pracowitości na rzecz wspólnoty, zaangażowania w pracę społeczną. Etyka "domowa", w dużej mierze oparta na etyce chrześcijańskiej, zamyka nas w świecie miłości, bezpieczeństwa, hedonizmu i wzajemnej, bynajmniej nie społecznej, troski. W niedzielę na mszy dochodzi jeszcze troska o indywidualne zbawienie.
Tu oczywiście musiało być odniesienie do chrześcijaństwa i kościoła.
Ja nie wiem skąd taka wiedza u pani profesor? Często wiedzę posiadamy z autopsji, bo ja jakoś nie zgadzam się, by moi rodzice tak mnie chcieli ukształtować.
Ten wtręt o hedonizmie, to już powala na kolana.
Moim skromnym zdaniem hedoniści jednoczą się pod tęczowa flagą.
Przecież w hedonizmie liczy się tylko przyjemność dla której jedynie wato żyć.
Ważne są teraźniejsze doznania. To co było, ani to co będzie nie ma znaczenia.
Decydując się na założenie rodziny raczej ta główna myśl hedonistów musimy porzucić.
Decydujemy się na to, że wszystko co w rodzinie i to co było i co będzie jest ważne!!!
Jednym słowem świat pani profesor to jakaś iluzja bytu społecznego zorganizowanego nie wiadomo pod jakim szyldem.
Nie naród, nie rodzina, to co do diabła ma nas jednoczyć?


Komentarze
Pokaż komentarze (1)