6 obserwujących
65 notek
47k odsłon
  122   0

Święta Panienko broń nas przed zniszczeniem piłki siatkowej.

Czytam i oczom nie wierzę. Mr Czarnecki Ryszard, znany nam z płodnej salonowej twórczości zapragnął prezesury. Nie byle czego. Na jego mapie drogowej prezesura w Polskim Związku Piłki Siatkowej widnieje jako podstawowa destynacja. I choć po cichu liczyłem, że przewiało mu za mocno siwą głowę podczas jazdy kabrioletem i obecny europoseł oszczędzi nam swej osoby na tak eksponowanym stanowisku. Nie umniejszam nic, a nic osobie, która ma tak bogate konto... polityczne. Nawet nie wiem, czy ów polityk potrafi zaserwować, odebrać czy zabić gwoździa znad siatki w pierwszy metr, ale przecież to nieistotne. Dla tak osadzonego zarządzającego własną karierą pokierowanie ku świetlanej przyszłości związku narodowej piłki siatkowej jest jak przysłowiowy pikuś. W końcu należy umiędzynarodowić i uszlachetnić związek wybierając na jego czoło Richarda Henreigo Czerneckiego. Co prawda kandydat na prezesa ma już doświadczenia w prowadzeniu klubu sportowego, lecz było to dość dawno. Co prawda, zmieniał zamiłowanie do dyscyplin w zależności od nadarzającej się okazji awansu, lecz teraz na starość, po skończonej kadencji należałoby gdzieś przeczekać na ciepłej posadzie. No i też prawda, że ostatnia olimpijska aktywność oraz bieżące wypowiedzi powinny skłaniać kandydata do zmiany planów. Pan Czarnecki jednak to typowy fighter. Ba! Załatwiacz. Ma niezbędne kwalifikacje do wymarzonej funkcji. I ma też ego. 

"Dopiero po ostatecznej decyzji ws. kandydowania przedstawię swój program. Obecnie pracują nad nim eksperci. Nie wychodzę przed szereg". Takie oto padają z ust ekscelencji zapewnienia. Patrzcie i uczcie się. Mój program, napisany przez ekspertów. Nasza siatkówka wejdzie do superligi i zdobędzie wszystkie możliwe do zdobycia złota, trofea i cokolwiek prezesowi na język przyjdzie.

Wait! To tak źle z naszą siatkówką?

To to nic. Przed spalonym startem w maju zeszłego roku na prezesa PZPS, w którym pan Czarnecki był niekwestionowanym czarnym koniem, wręcz pewniakiem, mawiał, iż jego pozycja w polityce ułatwi związkowi i działaczom rozwój i umocnienie pozycji, a i może medal na olimpiadzie. O jego zapewnieniach, że funkcję wiceprezesa PZPS będzie pełnił społecznie nawet nie wspomnę, a i o kosztach wyjeżdżonych delegacji aż wstyd napisać.

Lecz jak przymknę jedno oko, to zrazu widzę, że kandydat jest ulepiony nie ze zwykłej gliny. Pracuje nie na jednej posadzie, obyty w świecie, pisze notki z szybkością stenotypistki, w mediach go pełno... Jakby czas u niego z gumy był. Taki omnibus. Nikt pewnie z czytelników pamiętających te pląsy w białoczerwonym krawacie nie przypuszczał jak potoczy się kariera tancerza. A z tego co mówią i piszą to to jeszcze nic! Na celu szefostwo PKOl.

Takie piękne, takie cudne, aż nie wydaje się prawdziwe... jak to zezłomowane punto.

Miej nas, kibiców Święta Panienko w swej opiece i strzeż nas.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport