Dzisiaj jednostką wagi polskiego patriotyzmu jest przynależność duchowa danego “patrioty”.
Właśnie, nie partyjna, ale duchowa i w tle naszych codziennych zdarzeń możemy dostrzec nacisk mediów na promowanie ducha narodowego.
Jest to nadzwyczaj uniwersalna forma “patriotyzmu” lansowanego już nie tylko przez media, ale także przez niektórych polityków, a raczej para polityków, bowiem politykiem trudno jest nazwać taką personę jak pan R. Giertych, czy pan R. Ziemkiewicz.
Oboje mienieni panowie zawsze mają na temat polityki wiele do powiedzenia, ale nigdy nic konkretnego, nic, co mogłoby pomóc Polakom odzyskać narodową godność, a krajowi status państwa, a w nich samych tyle jest etosu narodowego, ile w Panu Kononowiczu, choć przy tym nazwisku należy wskazać, że intencje pana Kononowicza są przynajmniej szczere.
Narodowcem może może się mienić każdy, ale czy każdy może nim zostać?
Pod koniec miesiąca grudnia ubiegłego roku media odtrąbiły pojawienie się na polskiej scenie pewnego tercetu w postaci trzech tenorów, tercetu skądinąd mocno egzotycznego, a niektóre z tych mediów mówiły nawet o triumwiracie.
Polityczną arią miały koić uszy Polaków takie tuzy rodzimej “polityki” jak pan Sikorski, pan Kamiński i pan Giertych, którzy sami siebie określają pociesznie mianem “konserwatystów” i tu bardziej można chyba o kabarecie mówić, niż o operze, ale nie w tym rzecz.
Wiadomym jest, że Pan Sikorski posiada wielkie aspiracje polityczne i wiadomo, że będzie startował w wyborach prezydenckich.
Nie bardzo mu się uśmiecha trwanie w cieniu pana premiera, który od postaci pana ministra różni się jedynie garniturem.
Pan Giertych, któremu podczas trwania koalicji PiS-LPR-SO J. Kaczyński skutecznie wybił z głowy politykę, postanowił się jednak reinkarnować na jej niwie.
Pan Kamiński?
Doskonale sobie zdaje sprawę z faktu, iż nie jest on żadnym politykiem, jak również, że lada moment wygaśnie jego europoselski mandat skradziony wyborcom PiS jak i samemu Prawu i Sprawiedliwości i zdaje on sobie sprawę, że po zakończonej kadencji będzie on w polityce nikim, stąd też postanowił spróbować sił na deskach opery w gronie tenorów.
Panowie tenorzy twierdzą, że PO wraz z Tuskiem zdążyła się już zużyć i potrzebuje nowej krwi. Nie dają oni także szans Prawu i Sprawiedliwości, bo to, jak sami mówią, zbyt bardzo się radykalizuje.
Natychmiast pojawia się pytanie, czy Platforma Obywatelska kiedykolwiek nie była zużyta? Zużyta była zawsze jak pewien element służący do zapobiegania prokreacji.
Jeżeli natomiast chodzi o PiS, to ta partia zawsze była radykalną, a wzrost tej radykalności panowie tenorzy postrzegają w chęci rzetelnego wyjaśnienia tego, co zdarzyło się na Siewiernym 10 kwietnia 2010 roku.
Od pewnego czasu można zaobserwować, że do owego tercetu dołączył jeszcze jeden śpiewak, który jednak nie tenorem, a falsetem brzmi przy pozostałej trójce.
Doskonale się wkomponowuje w operowe śpiewanie pan Ziemkiewicz, który jak na rasowego "nowoczesnego endeka" przystało, szybko zmienił swoją deklarację, iż z panem Hajdarowiczem nigdy nic wspólnego miał nie będzie.
Jak wspominałem, to dzisiaj wielu mieni się narodowcami, choć chyba tylko w organizacji, której przewodniczy pan Winnicki, można się doszukać znamion polskiego ruchu narodowego z okresu sprzed II WŚ. Cała reszta “narodowców”, to jakaś bliżej nieokreślona grupa propagandystów, promująca nie wiadomo co i po co.
Tak, czy owak, to z tymi “narodowcami” nie chce mieć nazbyt wiele pan Ziemkiewicz, o czym może świadczyć tytuł jego książki - “Myśli nowoczesnego endeka”, gdzie już z tytułu można wyciągnąć wniosek, iż żeby być narodowcem, to należy jawić się nowoczesnym, cokolwiek miałoby to oznaczać.
Pan Ziemkiewicz zapewne uznał, że on sam jest bardzo nowoczesnym narodowcem, podobnie jak pan Giertych, u którego bawił na słynnym już grillu, a że grill obok bigosowania stał się naszą największą tradycją narodową, to fakt ten czyni z naszych tenorów prawdziwych narodowców i to nad wyraz nowoczesnych.
Źle pojmowane idee Dmowskiego uczyniły z polskich ruchów “narodowych” instrument do politycznych gierek, z prawdziwą ideą endeków nie mającym nic wspólnego.
Niegdyś Polskę nazywano “Judaszem słowiańszczyzny”, a to z uwagi na to, że potrafiliśmy wyrazić swoją narodowość w Powstaniu Styczniowym, a tym samym wystąpić zbrojnie przeciwko hegemonii Rosjan. Było to wbrew zasadom panslawizmu, który opierał się na idei powstania unii narodów słowiańskich, która to unia byłaby pod kulturową i polityczną jurysdykcją imperium rosyjskiego.
W ruchu panslawizmu brała udział także nasza endecja, jednak było to symboliczne uczestnictwo w owym i miało to charakter instrumentalnego wykorzystania idei panslawizmu przeciwko Austro - Węgrom i Cesarstwu Niemieckiemu, co przez dzisiejszych narodowców zostało poczytane jako aprobatę zwierzchnictwa Rosji nad Polską, co oczywiście uchodzić powinno za idiotyzm dlatego, że Polska nie brała nawet udziału w Kongresach Słowiańskich, organizowanych przez panslawistów, a wynikało to faktu, iż postrzegano nas za większe zło niż same ówczesne Niemcy, z uwagi na naszą przynależność do Kościoła Rzymsko - Katolickiego, podczas gdy panslawizm zakładał, iż państwa słowiańskie powinny być wyznania prawosławnego.
Wzmiankę o panslawiźmie zwieńczę przytoczeniem opinii polskiego etnografa - Franciszka Henryka Duchińskiego, który w swoich naukowych opracowaniach twierdził, że jedynymi Słowianami są Polacy, Białorusini i Ukraińcy, gdyż ci wywodzą się z rdzennych ziem słowiańskich, rozciągających się pomiędzy Wisłą i Dnieprem; samych Rosjan natomiast uznał on za naród turański, czyli wywodzący się od Mongołów.
Chyba jedynie ślepiec nie potrafi dostrzec panslawistycznych akcentów w polityce uprawianej przez pana Komorowskiego. Bezgraniczne poddaństwo i serwilizm w stosunku do Rosji, widoczne są na każdym kroku w sferze działań pana prezydenta.
Jeżeli nasze tenorowe trio wzbogacone o falset miałoby pozostawać w opozycji do “zużytych” działań PO i Tuska, to należałoby być w komitywie z obozem pana Komorowskiego, który jak wiemy skupia przy sobie byłych funkcjonariuszy WSI, którzy sami siebie również mienią “narodowcami”, choć tu zastosowanie określenia “endokomuna”, byłoby bardziej uzasadnionym.
Zwrot w polskiej polityce nastąpi w momencie, kiedy pan Tusk zostanie wkomponowany w eurokratyczną machinę, zajmując w niej jakiś eksponowany stołek w Brukseli z nadania pani Merkel. To wtedy właśnie odżyją jeszcze bardziej ruchy “narodowe”, które bardzo, bardzo długo będą się nam odbijać czkawką.
Do operowej braci należy także zakwalifikować pana Palikota, choć ten ze swoim anturażem nie kusi się o popisy wokalne na operowej scenie, a ograniczył się jedynie do roli jankielowego instrumentu, który bynajmniej nie brzmi dysonansem przy arii trzech tenorów i jednego falsetu, na co wskazał pan Palikot swoim hołdem przy szpitalnym łóżku Jaruzelskiego.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)