Przepis na życie, a raczej na jego przedłużenie, zaproponowany przez jednego z posłów rodzimego parlamentu, choć niekoniecznie rodzimego autoramentu, okaże się zapewne zbawiennym dla przetrwania ludu zamieszkującego dzisiaj tereny pomiędzy Bugiem i Odrą.
Ongiś tereny te były o wiele bardziej rozległe, ale te czasy niestety bezpowrotnie minęły i teraźniejszość jest, jak jest.
Swoistym timingiem jest podanie do publicznej wiadomości diety, która ma pomóc przerwać exodus wspomnianego ludu, który swoją emigracją, mającą zapewnić godziwe warunki do życia, pomału, ale bardzo systematycznie doprowadza do depopulacji kraju.
Nasz poseł nie wierzy w doniesienia, iż w Polsce głoduje ponad 800 tys dzieci, gdyż uważa on, że jeżeli na nasypach rośnie szczaw i nikt go nie wyżarł, a pod drzewami leżą mirabelki, których chęcią konsumpcji także się nikt nie wyraził, to w kraju mamy dobrobyt i już.
Pan poseł opowiedział przy tym, jak to wraz ze swoimi kolegami podczas rozgrywanych w jego dzieciństwie meczach piłkarskich, wyżerali oni wszystko, co znajdowało się na nasypach, w rowach przydrożnych, a także na samym boisku i choć spodziewałem się, że z ust pana posła padną również słowa o kanibalizmie wśród przyszłych gwiazd futbolu, to jednak pan poseł o tym nie wspomniał.
Nic pan poseł nie wspomniał również o tym, co pożerał wraz z kolesiami zimą, bo jak wiemy szczaw na nasypach, czy mirabelka pod drzewem, to zjawiska raczej sezonowe, no ale pan poseł jako istota biegła w mienionym timingu, zapewne poinformuje nas o zimowym surwiwalu w odpowiednim momencie, tym razem ograniczając się do mirabelek i szczawiu w przednówkowym okresie.
Po ustrojowych reformach przeprowadzanych u nas już niemal przez okres ćwierć wieku przez posłów, ministrów i premierów karatu posła dietetyka, znacząco przybliżyliśmy się w rozwoju do takich krajów jak Koreańska Republika Ludowa, a nawet prześcignęliśmy owe pod wieloma względami, bowiem taka telewizja polska nadaje swoje programy w wymiarze dwudziestoczterogodzinnym, a nie tak jak w Korei Północnej, zaledwie przez sześć godzin.
Notowania zamożności naszych obywateli także są lepsze niźli Koreańczyków, gdyż w ich telewizji społeczeństwo może zdobyć jedynie przepis na zupę z pokrzyw, a u nas pan poseł poleca szczaw podany w różnych formach (zapewne konsultuje się w tej kwestii z panią Gessler), no a żadnych mirabelkowych spadów w Korei nie ma.
Na jednej płaszczyźnie jednak KRLD nie możemy dogonić. Otóż Koreańczycy dysponują armią i uzbrojeniem, które spędzają sen z powiek nawet Amerykanom, a my?
A my posiadamy Rosomaki z lateksu, ale ostatnio pojawiły się także niusy, że zakupimy ileś tam czołgów z niemieckiego demobilu, czy muzeum.
Po tym jak już wyczyściliśmy niemieckie szroty samochodowe ze złomu, nadszedł czas na wojskowe złomowiska.
Dziwię się, że do tej pory społeczeństwo nie posłało na szczaw posłów rytu naszego dietetyka, oraz jago kamratów, którym płaci diete, bynajmniej nie szczawiową.
Z głodu w takiej sytuacji pewnie by nie pomarli, bo na orlikach podobno rośnie sztuczny szczaw - made in China - i nawet trochę promieniuje, co zwiększa jego kaloryczność.
Nic mi niestety nie wiadomo na temat stadionu narodowego, ale o to należałoby spytać piłkarzy, których u nas mnogośc.
Na szczaw panie pośle, na szczaw!


Komentarze
Pokaż komentarze (13)