Jak wiemy, to Naczelny Sąd Administracyjny odrzucił wniosek P. Grodeckiego o odtajnienie rozmów pana premiera z panem Putinem, które odbyły się w okresie od 3 lutego 2010 do 29 października 2010 roku.
Czy ktoś się dziwi takiej sytuacji?
Z pewnością niewielu liczyło na to, że gwoli oczyszczenia swojej własnej osoby ze wszelkich zarzutów i podejrzeń, jak i odsunięcia od siebie wszelkich spekulacji w wiadomym temacie, pan premier łaskawie zezwoli na zdjęcie klauzuli tajności z wiadomych rozmów.
Z grona wątpiących nie wykluczam również pana Grodeckiego, który w swoich poczynaniach kierował się li tylko dopełnieniem obowiązku z racji wykonywanego zawodu.
Pozostawmy jednak na boku kwestię czyjejkolwiek wiary w dobre intencje pana premiera, a skupmy się na tym, jak sam pan premier odniósł się do kwestii:
“Z zasady nie będę zdejmował klauzuli z poufnych rozmów!”
Takie stwierdzenie można by uznać za pointę całej sprawy, wiedząc jakimi “zasadami” kieruje się pełniąc swój publiczny urząd pan premier, gdyby nie to, że postanowił on dodać do swojej opinii bardzo znaczące w swojej wymowie sugestie.
Na szczególną uwagę zasługują słowa o tym, że ewentualne odtajnienie rozmów z ówczesnym premierem Rosji, panem Putinem, mogłoby posłużyć jako precedens do odtajniania w przyszłości “publikacji wywiadowczych i kontrwywiadowczych” - jak to powiedział sam pan premier.
Czy znamy jakiś przykład, gdzie ktokolwiek starał się o ujawnianie informacji związanych z pracą wywiadu, czy kontrwywiadu?
Takie tłumaczenie pana premiera, to zwykła manipulacja mająca niejako zastraszyć społeczeństwo i wzbudzić w nim obawy, że oto po ujawnieniu treści pogadanek pana premiera z panem Putinem, światło dzienne mogą ujrzeć informacje, które w określonych przypadkach stanowią o bezpieczeństwie tegoż społeczeństwa.
Osobiście jestem odporny na tak prymitywne zabiegi i to nie tylko pana premiera, ale i całego aparatu destrukcji świadomości Polaków w postaci mediów, które jak wiemy sprzyjają panu premierowi ze wszech miar.
Dalsza część wypowiedzi pana premiera jawi się groteską, podczas gdy próbuje on uczyć Polaka demokracji, stawiając jako przykład takowej “demokracje dojrzałe”, co zawarł w słowach:
“Bierzmy przykład z dojrzałych demokracji. Tam czeka się na niektóre informacje 40-50 lat na zdjęcie klauzuli. Nawet przez setki lat nie są one ujawniane.”
Bardzo mnie ciekawi, co pan premier miał na myśli mówiąc o “niektórych informacjach”?
Skoro mowa o precedensach, to czy zna ktoś podobny choć trochę do tego z Siewiernego?
Co stanowi, że tragedia narodowa z jaką Polska nigdy wcześniej nie miała w swojej historii do czynienia, zakwalifikowana jest przez pana premiera do “niektórych informacji”?
Czy ktoś wie na ile lat nałożono klauzulę tajności w Rosji na informacje w związku ze zbrodnią ludobójstwa dokonaną przez sowietów na naszych rodakach między innymi w Katyniu?
Na 100, a może na 200? Pan premier wszak w stuleciach nawet zaczął mierzyć.
Pogratulować panu premierowi trafnych przykładów “dojrzałej demokracji”.
No tak, ale ktoś może stanąć w obronie pana premiera i powiedzieć, że to nie o sowietów panu premierowi chodziło, a o Amerykanów, którzy sprawę zabójstwa JFK utajnili bodaj na 100 lat właśnie.
Właśnie!
Przyznam chętnie wówczas rację interlokutorowi, że mamy do czynienia z nieco dojrzalszą demokracja, jednak wskażę od razu na to, że w przypadku JFK mieliśmy do czynienia...
No właśnie, z czym mieliśmy wówczas do czynienia?
Pozostaje odpowiedzieć na pytanie zawarte w tytule.
Przez pana premiera przemawiają obydwa czynniki.
Strach wynika przed możliwością ujawnienia prawdy, a buta bierze się stąd, że ujawnienia tej prawdy nie tylko boi się pan premier, ale także jego rozmówca, choć ten drugi, to chyba mniej, gdyż posiada on scenariusze na wydarzenia z 10 kwietnia 2010 roku w kilku zapewne wersjach, przy czym każda z nich pogrążyłaby tylko i wyłącznie polską stronę, niemniej wersja egzystująca w obiegu medialnym jest dla pana Putina jak najbardziej wygodną i to on właśnie czuwa nad jej powielaniem i utrwalaniem, a gdy to on czuwa, to małe są szanse na ujawnienie czegokolwiek i kiedykolwiek i stąd wynika buta pana premiera, o którą zapytałem w tytule.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)