DROGA ŻYCIA KRZYŻEM PISANA
I
Spijamy wszyscy eliksir grzechu
z kamiennej misy z wyborem Piłata.
Smak nam rozkoszą pełną uśmiechu,
gdy wbrew Prokuli ślemy Go do kata.
Nasze wybory, to wolna wola,
kodem spisana w nas przy zaraniu.
Swych pocałunków kroć za obola
składam na Niego ukrytych w cierniu.
II
Wyrok już zapadł. Krzyż Mu przynieśli.
Drewniany? Nie, to tylko pozory.
Z grzechu strugany jest ręką cieśli.
Cieślą my wszyscy bez krzty pokory.
Ciężar ogromny na Jego barkach,
składamy po dziś dzień z namaszczeniem.
To roztrzaskana Przymierza Arka
dryfuje błędnie, a brzeg jest cieniem.
III
Upadł. Choć Bogiem, grzech Go przytłoczył.
Serce w piersi resztką sił kołacze.
Cierń grzechu krwią rosi Jego oczy.
Choć wielu nas wkoło, nikt nie płacze.
Nasza pycha, chciwość i nieczystość,
substytutem wagi Jego krzyża.
Zazdrość, łakomstwo, gniew i lenistwo,
to nasza powszednia jest wieczerza.
IV
Wtem moment ulgi w sercu się jawi,
gdy wśród naszych, dostrzegł Jej twarz także,
a choć lico we łzach Jej się pławi,
to widok Matki koił Go zawsze.
Nie mógł On poczuć matczynych objęć
i nie mógł otrzeć też łzy z Jej twarzy.
Na krótko wszedł w krainę wspomnień,
przyjmując nasze w pokorze razy.
V
Gdy z pola wracał Szymon z Cyreny,
dojrzał on ogrom naszego grzechu.
Dojrzał też tragizm bolesnej sceny,
i dojrzał mękę w Bogu-Człowieku.
Pomógł on dźwigać nasz grzeszny balast,
krótką tym ulgę przynosząc Jemu.
Czemu dziś grzeszę znów czynem zamiast,
odjąć ciężaru z krzyża Boskiemu?
VI
Gdy Weronika twarz Twą wytarła,
tak wizerunek został na płótnie.
Jakże w nas wiara nasza wymarła
i jakże wzrok nasz ślepym wierutnie?
Czego to jeszcze trzeba nam w zamian
za krztynę choć miłości do Niego?
Jakich to jeszcze trzeba nam znamion,
aby pokochać Boga Żywego?
VII
Ponownie padasz grzechem miażdżony,
a ból Twe członki wszystkie rozrywa.
Znów niesie pomoc Szymon z Cyreny,
gdy moja pomoc znowu nieżywa.
Krew na kolanach, rany na ciele,
krwawe łzy z potem na Twojej twarzy.
Powiedz mi proszę boski aniele,
czy ja swą pomoc dać się odważę?
VIII
W swej męce wielkiej pociechę niesie,
trwającym obok drogi niewiastom
Oczy smutne ku ich oczom wzniesie
i rzeknie im z nadziei namiastką:
“Nie płacz nade mną, ale nad sobą,
boś tylko drzewa mego gałązką”.
Na ile Jezu ja chcę być z Tobą?
Na ile chcę być to Ciebie cząstką?
IX
Trzeci raz padasz pod masą grzechu.
W dali już widać miejsce Twej kaźni.
Bogu będącym dziś w tym człowieku,
nie obce jest poczucie bojaźni.
I znów powstałeś ból pokonując.
I znowu koronę słyszysz z cierni.
Sił resztą próbę tę podejmujesz,
bo wiesz, że musi się TO wypełnić.
X
Z szat Cię odarto, chcąc czci Ci odjąć.
Ocet miast wody do picia dano.
Nie Tobie Panie, lecz mi wstyd podjąć,
bowiem przeze mnie Cię tam posłano.
Nagość Twą świętą łaska okryła,
ale wokoło nikt jej nie widzi.
Nikt nie chce, by widoczną nam była,
gdyż każdy pragnie, by z Ciebie szydzić.
XI
W dłonie i w stopy bretnale wbito.
Niewiernych królem Cię obwieszczono
i w samotności na krzyżu przeto
zostałeś z siostrą-z cierni koroną.
Grzech nasz sumiennie bardzo to sprawił,
tej Tajemnicy ogromnej przebieg,
że krzyż centurion w pionie ustawił,
że grom obwieścił tę kaźń na niebie.
XII
Gdy duch podążał do Ojca Twego
i jął opuszczać już Twoje ciało,
jeszcze słowem do siebie samego
wyrzekłeś cicho, że “to się stało”.
Pochylam głowę cierpiąc, że żyłem,
życiem swym marnym grzechem utkanym,
cierpiąc, że sobą Ciebie zabiłem,
nauk Twych mądrych wiecznie niepomnym.
XIII
Ci którzy dali Twym słowom wiarę,
wespół to z Matką Twoją kochaną,
pijąc ogromnej goryczy czarę,
zaczęli ściągać z krzyża Twe ciało.
Łzy ich kropiły martwe oblicze,
krew z twarzy świętej Twojej zmywając.
Matczyne dłonie, słodkie, dziewicze,
koją po śmierci, ulgę zadając.
XIV
Ciało całunem białym spowito
i w grocie ciemnej je położono.
Grotę kamieniem wielkim zakryto
i straż przed grobem Twym rozstawiono.
Strach przed spełnieniem proroctw to sprawił,
iż grobu strzec im pilnie kazano.
Że prorok słowem prawdę objawił,
miał poznać strażnik już wcześnie rano.
EPILOG
Czym męka pańska jest dzisiaj dla nas?
Czym ból, cierpienie, czym Jego rany?
Czy sprawę z tego sobie zdajemy,
iż naszym czynem On był skazany?
Pamiętać pragnę, że owa droga,
choć śmiercią straszną jest uwieńczona,
nie końcem ona, a zmartwychwstaniem
i bytem wiecznym jest oznaczona.
(wiersz inspirowany Drogą Krzyżową)
Fotografia pochodzi z internetu


Komentarze
Pokaż komentarze (2)