Nie wiem, czy ktoś już poruszył temat ukazania się wczoraj w mediach materiału prasowego pod dość tajemniczym tytułem - “Tajna operacja ABW w sprawie Smoleńska”, a gdyby tak, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby wspomnieć o tym ponownie, co chyba nawet jest wskazane.
Czytając to doniesienie, można ulec wrażeniu, że sam Robert Ludlum pokusił się o notkę beletrystyczną na łamach “Wprost”, gdyż to ten periodyk właśnie opublikował mienioną treść.
Czego ona dotyczy?
Pan Jan Tarnowski (nazwisko zmienione przez redakcję “Wprost”) począwszy od dnia 2 kwietnia 2010 roku, stał się adresatem SMSów, które zaczął otrzymywać na swój telefon komórkowy, a których treść jednoznacznie potwierdza, że na Siewiernym 10 kwietnia 2010 roku mieliśmy do czynienia z zamachem dokonanym przez nieokreślone bliżej służby.
W treści pierwszej wiadomości datowanej właśnie na 2 kwietnia, pan Jan został poinformowany, że “przeciwko Polsce jest prowadzona misja wywiadowcza”.
Na przestrzeni od 2 do 7 kwietnia pan Jan otrzymuje kilka takich wiadomości, a od 7 kwietnia (to chyba wówczas pan premier wraz z panem Putinem obchodzili 70 rocznicę zbrodni ludobójstwa na Polakach w Katyniu) częstotliwość ich nadsyłania wzrasta, po to, aby ostrzec adresata o wrogich działaniach jakiegoś wywiadu na szkodę naszego kraju.
O 6 rano w sobotę 10 kwietnia pojawia się SMS, że nastąpi atak, po którym pan Jan postanowił oddzwonić na wyświetlający się przy takich okazjach numer - choć nie zawsze - i gdy połączył się z numerem, usłyszał jedynie głos automatycznej sekretarki, sugerujący mu, aby nagrał swoją wiadomość po usłyszeniu sygnału, a wszystko to odbywa się w języku niemieckim.
Pan Jan, jako że nie włada językiem pani Merkel, nie podjął próby zostawienia swoich uwag w wiadomym temacie, a jeżeli jednak podjął, to “Wprost” o tym nie informuje.
Jednak na tym tajemniczy nadawca cokolwiek dziwnych wiadomości nie poprzestaje, bowiem nadchodzi jeszcze jeden SMS o znamienitej treści:
"Twój kraj został właśnie napadnięty. Czas ataku: 10.04.2010".
Patrząc z dzisiejszej perspektywy, to ta wiadomość już nie jest taką dziwną, jaką mogła się zdawać wówczas jej adresatowi.
W całej tej historii najbardziej intrygującą jest godzina nadania powyższej wiadomości i było to punktualnie o 8:41 czasu polskiego i 10:41 czasu moskiewskiego, czyli dokładnie, co do minuty o czasie domniemanego upadku rządowego TU154-101M na podsmoleńskim lotnisku.
11 kwietnia o godzinie 10:25 w mieszkaniu pana Jana pojawiają się funkcjonariusze ABW, którzy rekwirują telefon komórkowy na który pan Jan otrzymywał tajemnicze wiadomości i na tym w zasadzie cała sprawa się kończy.
Media nic nie wspominają na temat ewentualnego powiadomienia odpowiednich organów przez Jana Tarnowskiego przed dniem, w którym dokonano wg informacji zawartych w treści SMSów zamachu i w tym przypadku, chyba nikt o zdrowych zmysłach nie zakwestionuje faktu, iż mamy do czynienia z zamachem na rządowy samolot, a tym samym na Polskę i myślę, że zbędnym jest przypominać, kto na pokładzie TU154 owego feralnego dnia się znajdował.
Z czym mamy do czynienia i uzasadnionym również będzie zapytać z kim?
Kim był nadawca SMSów i kim były służby, o których mowa była w ich treści?
Czy ktoś pamięta ile czasu zajęło ustalenie dokładnej godziny katastrofy?
Na ile możliwy jest przypadek, że ustalona godzina, to dokładnie ta sama, która wyświetla się w telefonie komórkowym robotnika budowlanego z Pruszkowa?
Takich przypadków nie ma.
Jeżeli ABW jest w posiadaniu tych informacji niemalże od momentu zamachu, a może i przed nim, to dlaczego nic nam nie wiadomo o wynikach śledztwa w tej sprawie? Trzy lata, to dość długi okres.
To pierwsze z pytań, które się samoistnie nasuwają w obliczu tej sprawy.
Czy ABW kiedykolwiek powie coś na ten temat?
Czy także to chciał pan premier, objąć klauzulą tajności na najbliższe 50 lub 100 lat?
Te pytania się pojawiają w przypadku, gdyby cała historia miała się okazać prawdziwą.
Zgoła inne natomiast pojawią się, gdyby chcieć rozpatrzyć wariant, że to sama ABW robi jakąś wrzutkę.
Tak, czy owak, to mamy do czynienia z konkretnym sygnałem, że na Siewiernym zaatakowano państwo polskie, dokonując anihilacji całej polskiej delegacji, udającej się na uroczystości w Katyniu.
A może za wszystkim stoją inne służby, bowiem treść wiadomości nie wyklucza polskich służb z udziału w "prowadzeniu misji wywiadowczej"? Może komuś zależy, aby owe wkomponować w scenariusz, jako głownego wykonawcę wyroku pod Smoleńskiem?
No ale komu w takim razie, wszak samych przyjaciół mamy wokół siebie, o czym zapewniają nas pan premier z panem ministrem od spraw zagranicznych.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)