Zapewne nikomu nie trzeba tłumaczyć, nad czym pracuje zespół parlamentarny pod przewodnictwem Antoniego Macierewicza, jak również nie trzeba przypominać, na jakie reakcje ze strony peowskiej sekty jest narażony sam Antoni Macierewicz, jak również naukowcy skupieni w mienionym zespole.
Emocji, które wywoływane są kolejnymi ustaleniami zespołu w środowiskach zwanych “liberalnymi”, a precyzując, to w środowiskach lewackich, nie da się zdefiniować i żeby określić ich podłoże, z pewnością należałoby skorzystać z opinii jakiegoś socjologa, psychologa, albo nawet psychiatry, a może wszystkich tych specjalistów naraz?
Socjotechnika stosowana przez zwolenników “miliona kawałków” w stosunku do A. Macierewicza i osób skupionych w zespole, nie jest jakimś szczególnym zabiegiem, wymagającym specjalnych kwalifikacji i jest niejako powieleniem jedynie metod stosowanych przez protoplastów dzisiejszych propagandystów - przez smutnych panów z NKWD.
Wręcz sztandarową metodą stosowana przez NKWD, czy KGB, było zrobienie z kogoś szpiega działającego na niekorzyść ZSRR, bądź bardzo niebezpiecznego psychopaty, co w obu przypadkach skutkowało wyrokiem śmierci.
O ile w naszym kraju karę śmierci zniesiono, to jednak psychuszki istnieją i biada temu, kto dzięki urzędnikom państwowym do takowej trafi.
Są to jednak sprawy tak wielce smutne i przygnębiające, że nie mam zamiaru w piękne, słoneczne, sobotnie popołudnie, o nich rozważać.
Nie mogę jednak sobie odmówić krótkiej analizy osobowości pewnego tuza z tuskowego anturażu, który to był obwieścił za pomocą zaprzyjaźnionych mediów, iż pan Antoni Macierewicz z uwagi na wyniki badań prowadzonych przez specjalistów i naukowców skupionych w jego zespole, jest psychopatą, albo alternatywnie - jak uznał tuz - szpiegiem.
Myślę, że jeszcze nikt nie zapomniał o tym, o czym pisałem nieco wyżej odnośnie metod stosowanych przez pewne organizacje rządowe w byłym ZSRR.
Pan Dżugaszwili, który sam siebie mianował generalissimusem, nie podlegał żadnym weryfikacjom za swojego żywota, tak więc nie podlegał także weryfikacjom psychiatrycznym. Kim jednak jawi się postać, która bez zmrużenia oka skazywała na śmierć, na straszną śmierć miliony ludzi?
Dyktatorem?
Wodzem?
Politykiem?
Wizjonerem?
Był mordercą i do tego mordercą psychopatycznym, pozbawionym wszelkich zasad etycznych i moralnych. Był zwykłym czubem, niepozbawionym oczywiści zdolności przywódczych i organizacyjnych.
Niech sobie ktoś nie pomyśli, że zacznę zaraz kogoś porównywać do Stalina, o nie! Pragnę niniejszym, jedynie zwrócić uwagę na metody stosowane przez generalissimusa i pana, który łaskaw był określić A. Macierewicza mianem “psychopaty” i "szpiega".
Analogia polega na tym, że psychopata posuwa się do tricku i podczas kiedy sam cierpi na poważny uraz, za wszelką cenę stara się on zrobić z kogoś psychopatę.
Pozwolę sobie zacytować pewien fragment wypowiedzi specjalisty od szczawiowej diety, w którym kreuje się on na człowieka “podziemia”, choć na miły Bóg, nie mam zielonego pojęcia, o jakim “podziemiu” “szczawik” raczy prawić:
“To sytuacja jak w podziemiu: mieliśmy niektórych ludzi, co do których nie było jasne czy to psychopata, czy ubek. Mój brat sformułował taką doktrynę, pół żartem pół serio, że właściwie wszystko jedno.”
Ku ścisłości dodam, że mowa tu o bracie, którego sprzedał ubecji pan Stefan i to już na pierwszym z przesłuchań, ale to nie czyni jeszcze z niego psychopaty, bowiem wielu jest takich, którzy ratując swoje własne dupsko, sprzedadzą wszystkich i wszystko wokoło.
To można zrozumieć, gdyż w dużym stopniu działa tu strach, ale w przypadku pana Stefana było nieco inaczej. Podczas przesłuchań w związku z jego “podziemną” działalnością, nie ograniczył się on jedynie do wydania brata i innych osób współdziałających w słusznej sprawie, gdyż w przypływie wzniosłych uczuć, wydał on również ubekom swoją narzeczoną i fakt ten do tej pory także nie kwalifikuje jeszcze pana Stefana w poczet psychopatów, ale na tym nie koniec, gdyż po tym jak to szczawiowy dietetyk się “rozpruł”, nie oszczędzając własnej narzeczonej, idzie on do niej (ubecja jako kooperantowi umożliwia spotkanie), będąc jeszcze w areszcie i prosi ją o rękę.
To nie jest cynizm, drogi czytelniku. To jest choroba psychiczna.
Czy w takich przypadkach chory jest świadomy swojej choroby, to nie wiem, ale fakt, że chce on innych wsadzać do psychuszek, daje do myślenia.
Zastanawiam się zawsze, jak to jest, że tacy ludzie trafiają do ław sejmowych, a nierzadko i do rządu. Czy ci, pod których oni są jurysdykcją, nie wiedzą, z kim mają do czynienia?
Może traktują oni psychopatów jako wygodne narzędzie?
A może starają się otaczać ludźmi podobnymi do siebie?


Komentarze
Pokaż komentarze (6)