Detoxowy Detoxowy
347
BLOG

Trzy zamachy minus jeden

Detoxowy Detoxowy Polityka Obserwuj notkę 0

Przy okazji obchodzonej wczoraj, trzydziestej drugiej rocznicy zamachu na Jana Pawła II, postanowiłem wspomnieć o tym zdarzeniu i nie tylko o tym, przytaczając notkę, którą napisałem w 2010 r., ale, która myślę, nic nie straciła na swojej aktualności, a może jedynie zyskała na niej. Pierwotnie notka istniała pt. "Czy Polska jest państwem?".

 

 

CZY POLSKA JEST PAŃSTWEM?

 

 I

 
22 listopada 1963 roku w Dallas, w stanie Texas (USA), rozpoczyna swoją kampanię wyborczą ówczesny prezydent Stanów Zjednoczonych - John Fitzgerald Kennedy. Podczas przejazdu kawalkady samochodów, wśród których była odkryta limuzyna prezydencka, miało miejsce zdarzenie, które do dnia dzisiejszego spędza historykom sen z powiek. Otóż podczas owego przejazdu dochodzi bowiem do zamachu na życie prezydenta.
W pewnym momencie rozlegają się strzały i prezydent Kennedy zostaje trafiony dwoma pociskami, z których jeden zadaje Kennedy’emu śmierć.
Podczas incydentu w samochodzie jest z prezydentem jego małżonka, Jacqueline Kennedy Onassis , a także gubernator stanu Texas - John Connaly.
Jeden z pocisków trafia Kennedy'ego w szyję, przechodzi na wylot i trafia Connaly'ego w plecy raniąc płuco, następnie rani nadgarstek, a po odbiciu się od karoserii samochodu uderza w goleń gubernatora. 
Kolejnym pociskiem Kennedy zostaje trafiony w prawą stronę głowy i wyrywając fragment kości ciemieniowej wychodzi górą czaszki i ten strzał okazuje się śmiertelnym, gdyż po przewiezieniu do szpitala Parkland prezydent USA umiera.
Niebawem ustalono, że strzały zostały oddane z pobliskiego budynku składnicy książek, którego właścicielem był niejaki Lee Harvey Osswald, którego ujęto jeszcze tego samego dnia. 24 listopada podczas wyprowadzania Osswalda z gmachu policji w Dallas, zostaje on śmiertelnie postrzelony przez właściciela klubów nocnych i człowieka powiązanego z mafią - Jacka Ruby'ego.
Do dzisiaj źródła podają, że do Keneddy'ego oddano dwa celne strzały, co nie jest do końca prawdą, gdyż strzałów było więcej, choć zaiste tylko dwa były celne.
Powołana tuż po zabójstwie komisja pod przewodnictwem Prezesa Sądu Najwyższego USA-Earla Warrena,  mająca za zadanie ustalić okoliczności zamachu, przyjmuje za oficjalną wersję, iż Oswald działał sam, a morderstwo było zaplanowane i wykonane tylko i wyłącznie przez niego. Pojawia się jednak w tej sprawie bardzo wiele niejasności, bo niebawem okazuje się, że strzałów oddanych w kierunku Kennedyego było pięć.
Gubernator Connaly po pierwszym wystrzale rozglądał się dookoła, aby ustalić miejsce jego oddania i taką samą reakcją wykazuje się również po drugim wystrzale i jak sam twierdzi z całą stanowczością, zostaje on trafiony dopiero po trzecim odgłosie wystrzału.
Tezę pięciu wystrzałów potwierdza analiza dźwięku amatorskiego filmu nakręconego owego dnia.
Jedna z hipotez zakłada, że strzały osiągały cele w takiej kolejności:
 
Strzał nr 1 - Jeden z widzów w tłumie witającym prezydenta, został postrzelony w policzek.
Strzał nr 2 - JFK zostaje trafiony w szyję.
Strzał nr 3 - JFK zostaje trafiony w plecy.
Strzał nr 4 - Zostaje trafiony gubernator Connely.
Strzał nr 5 - JFK zostaje trafiony śmiertelnie w głowę.
 
Niniejszym zostaje obalona teoria, iż strzał, który miał trafić Kennedy'ego w szyję,  przeszedł ją na wylot i następnie trafił gubernatora.
W szpitalu Parkland dr Perry obala również teorię, że ranę na szyi spowodował postrzał w kark, gdyż jednoznacznie stwierdza on, iż Kennedy został trafiony w gardło od przodu, określając ranę w dołku jarzmowym, jako ranę wlotową.
W Dallas lekarze opisując ranę głowy, określają ją jako kwadratową, a lekarze z Waszyngtonu, nazywają ją raną gwiazdowatą.
Skąd taka rozbieżność? 
Następnie w szpitalu w Waszyngtonie z ciała prezydenta podczas sekcji zostaje wyjęty pocisk, którego odbiór kwituje agent FBI i od tego momentu nikt już nigdy owego pocisku nie widział i żeby tego było mało, to przy próbie ustalenia toru penetracji mózgu przez pocisk, znika sam mózg.
Wątpliwości pojawiające się przy śmierci prezydenta Kennedy'ego, doprowadziły do utworzenia kolejnej komisji, tym razem przez Izbę Reprezentantów Kongresu USA.
Komisji udał się jedynie stwierdzić, że zamachowców było co najmniej dwóch, a oprócz Oswalda jednym z nich miał być D. Ferry, człowiek powiązany z FBI i CIA, który jak ustalono, to w przeddzień zamachu ze swojego hotelowego pokoju, rozmawiał z późniejszym zabójcą Oswalda - Ruby'm
Świadkowie, których zeznania były sprzeczne z tymi z Komisji Warrena, ginęli w dziwnych okolicznościach, a było to kilkadziesiąt osób.
Dwa lata pracy komisji, pozwoliły jedynie ustalić, że zamach był wynikiem spisku, ale kto za tym stoi, nigdy nie określono.
Tak więc do dzisiaj trwają spekulacje czy zamach był wynikiem porachunków FBI i CIA, czy to może mafia postanowiła zabić Kennedy'ego, albo, czy Fidel Castro zlecił owe zabójstwo, bądź sowieckie służby.
 
Zginął prezydent USA, John Kennedy.
To są fakty.
Po tym tragicznym zajściu mamy do czynienia z uruchomieniem procesu dezinformacji opinii publicznej.
Czynnikiem na który należy zwrócić szczególną uwagę, jest to, iż tajemnicze siły za wszelką cenę dążyły do uwierzytelnienia końcowych ustaleń Komisji Warrena i zrzucenia całej odpowiedzialności na Oswalda.
Zrobiono to na tyle skutecznie, iż kolejna komisja oprócz tego, że pociągnęła za sobą kilkadziesiąt ofiar ludzkich (może taki był plan), to zbyt wiele nowych faktów nie ustaliła.
Niewątpliwie w Dallas 22 listopada 1963 roku doszło do zamachu, a jednym z jego wykonawców był Lee Harvey Osswald, natomiast  celem i ofiarą był ówczesny prezydent USA, John Fitzgerald Kennedy.
 
II
 
13 maja 1981 roku, dziewiętnaście minut po godzinie siedemnastej, na Placu św. Piotra w Rzymie podczas środowej audiencji generalnej, do przebywającego w odkrytym samochodzie papieża - Jana Pawła II, Turek - Mehmed Ali Agca oddaje dwa strzały z pistoletu. Na całym placu zapanowała śmiertelna cisza.
Twarz Ojca Św. zrobiła się niezwykle biała i pojawił się na niej nikły uśmiech.
Papa Mobile natychmiast zawraca i rozpoczyna się dramatyczny wyścig z czasem, gdzie dosłownie każda sekunda może przesądzić o tym, czy papież przeżyje?
Pojawiają się dziwne trudności, gdyż początkowo umieszczono papieża w niewłaściwej karetce, która nie posiadała pełnego wyposażenia w przeciwieństwie do tej właściwej, podarowanej Ojcu Świętemu tydzień wcześniej przez katolickich, rzymskich lekarzy.
Zaraz potem przeniesiono Jana Pawła II do właściwego ambulansu i po ośmiu minutach karetka jest w klinice.
Podczas jazdy w karetce ulega awarii syrena ostrzegawcza, co w znaczny sposób utrudnia kierowcy szybszą jazdę, gdyż jest on skazany jedynie na używanie zwykłego klaksonu.
Już w szpitalu, pierwsze konsylium podejmuje decyzję o natychmiastowej operacji.
Nie ma na miejscu dyrektora kliniki Gemelii, który jest znakomitym chirurgiem, profesora Castiglioniego. Przebywa on w tym czasie w Mediolanie.
O godzinie 18.40 jest on już w samolocie lecącym do Rzymu i z jego pokładu udziela wskazówek swoim współpracownikom, którzy przeprowadzają w tym czasie operację pod kierownictwem profesora Crucitti.
O godzinie 20.10 opinia publiczna zostaje poinformowana, że operacja przebiega pomyślnie, a o 20.50 pojawia się komunikat, który mówi, że cała operacja dobiega końca.
Nie jest to jednak informacja ścisła, gdyż zespół, już pod wodzą profesora Castiglioniego, walczy o życie Jana Pawła II aż do godziny 23.25, kiedy to właśnie Castiglioni informuje dziennikarzy, że lekarze uczynili już wszystko co było w ich mocy i że teraz pozostaje jedynie oczekiwanie i że nie może on powiedzieć co będzie dalej, gdyż nikt takiej wiedzy nie posiada.
Po wybudzeniu się z narkozy około północy Ojciec Święty pyta kapłana czuwającego przy nim:
 
“- Czy odmówiliśmy kompletę?” (ostatnia modlitwa dnia, odmawiana przed spoczynkiem, nawet po północy)
 
Pozostałe na Placu Św.Piotra tłumy modlą się w intencji Jana Pawła II.
Było tam wówczas wielu pielgrzymów z Polski, którzy przed fotelem papieskim postanowili ustawić obraz Matki Boskiej Częstochowskiej i złożyli tam setki róż, które mieli podarować Ojcu Św. podczas audiencji.
Na całym świecie swoje podwoje otwierają na całą noc kościoły katolickie, ażeby setki tysięcy wiernych mogły oddać się modlitwie o życie i zdrowie Papieża.
 
Pierwsza z kul trafia Jana Pawła II w brzuch, przeszywa ciało na wylot i dosięga amerykankę - Ann Odre, ciężko ją raniąc.
Drugi z pocisków rani papieża w prawy łokieć i palec wskazujący lewej ręki, a następnie ranił dwudziestoletnią mieszkankę Jamajki.
 
23 maja lekarze ogłaszają, że życiu papieża nie zagraża już niebezpieczeństwo.
Ostatecznie Klinikę Gemelli Papież opuszcza po drugiej operacji, 14 sierpnia i okazuje się, że obie kobiety postrzelone przez Agcę, również szczęśliwie wyzdrowiały.
Warto tu przypomnieć, że śledztwo wykazało, iż Agca mierzył w głowę Ojca Św.
Papież w tamtej chwili trzymał na rekach małą dziewczynkę, która przysłoniła Agcy cel, co spowodowało, że strzał był nieprecyzyjny.
 
KTO ZLECIŁ DOKONANIE ZAMACHU ALI AGCY?
 
Na to pytanie do dzisiaj nie znamy odpowiedzi.
Ojciec św. 23 grudnia 1983 roku udaje się do więzienia Rebibbia, gdzie spotyka się z czterystoma więźniami, a także z osadzonym tam Mehmedem Ali Agcą z którym w cztery oczy rozmawia w celi ponad 20 minut. Krąży opinia, że podczas tej rozmowy Ali Agca wyjawił papieżowi kto był zleceniodawcą.
Trudno jest w to uwierzyć, gdyż uważam, iż jeśliby Agca taką wiedzę posiadał, to po prostu już dawno by nie żył.
 
Po samym zamachu uruchomia się ten sam proces dezinformacji co i w przypadku zamachu na Kennedy'ego.
Sam Ali Agca oraz inny Turek, który w dniu zamachu zbiegł z Placu Św. Piotra, a mianowicie Oral Celik, byli członkami tureckiej, prawicowej bojówki o nazwie "Szare Wilki".
Pierwsze więc z podejrzeń padają na tę właśnie organizację.
Wkrótce pojawia się tak zwany "trop bułgarski", który wskazuje na udział w zamachu bułgarskiej agencji rządowej - "Dyrżawna Sigurnost", odpowiedniczki sowieckiej KGB.
Konstantin Karadzow, były szef wspomnianej organizacji wyznał, iż bezpośrednim zleceniodawcą zamachu była właśnie KGB.
W swoich wyjaśnieniach użył on takich słów:

“Moskwa głęboko zaniepokojona polityką wschodnią papieża z Polski, obawiała się, że sama jego obecność na Stolicy Piotrowej wpłynie destabilizująco na cały system wpływów radzieckich we wschodniej i środkowej Europie. Przeprowadzenie zamachu zostało powierzone służbom wywiadowczym podlegającym bułgarskiemu odpowiednikowi KGB."
 
Kwestię "bułgarskiego śladu" ostatecznie zamyka w kwietniu 2005 roku ówczesna minister spraw zagranicznych, Gergana Grynczarowa, która za powód do tego uznaje uniewinnienie przez włoski wymiar sprawiedliwości Sergeja Antonowa, który początkowo był oskarżany o pomoc w przygotowaniu zamachu oraz w jego dokonaniu.
 
John O. Kohler w swojej książce "Chodzi o papieża. Szpiedzy w Watykanie", prezentuje notatkę pochodzącą z posiedzenia KC KPZR, która wg niego jest niczym innym, jak wyrokiem śmierci na papieża Polaka.
Oto treść dokumentu, który jednocześnie jest rozkazem dla podwładnych z KGB:
 
“Wykorzystać wszelkie dostępne możliwości, by zapobiec nowemu kierunkowi w polityce, zapoczątkowanemu przez polskiego papieża, a w razie konieczności - sięgnąć po środki wykraczające poza dezinformację i dyskredytację.”
 
Pod tym nieformalnym wyrokiem na Jana Pawła II podpisali się: 
 
-szef partyjnej propagandy, Michaił Susłow 
 
członkowie prezydium KC KPZR: 
 
-Andriej Kirylenko 
-Konstantin Czernienko 
 
sekretarze KC: 
 
-Konstantin Rusakow
-Władimir Ponomariew
- Iwan Kapitonow
- Michaił Zimianin
- Władimir Dołgich 
- Michaił Gorbaczow.
 
Ja nie będę tutaj sugerować potencjalnemu czytelnikowi, kto stał za tym zamachem.
Uważam, że jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o bezpośredniego zleceniodawcę nie ma, choć opcja z KGB wydaje się być najbardziej prawdopodobna.
 
Powtórzę tu raz jeszcze, że gdyby Ali Agca posiadał jakiekolwiek informacje na temat zleceniodawcy, już dawno zostałby anihilowany.
Perfekcja w tym zamachu polega na tym, iż nie ma możliwości, ażeby jednoznacznie stwierdzić, kto usiłował zabić papieża.
 
Po wielu latach od zdarzenia okazało się, że w całej sprawie amerykańska CIA dopuściła się wielu zaniedbań przed zamachem, jak również po nim, gdy to lekceważono sygnały ostrzegające przed możliwością dokonania zamachu, a posiadane przez służby informacje nie zostały należycie zinterpretowane.
 
Należy bezwzględnie zadać tu pytanie:
 
- Czy amerykańskiej CIA zależało na tym, ażeby zamachowi zapobiec i czy rzeczywiście posiadane przez nią informacje były błędnie interpretowane?
Ja osobiście w taką tezę nie wierzę i uważam, że Amerykanie doskonale wiedzieli, kto jest zleceniodawcą zamachu na Karola Wojtyłę.
 
Zamykając historię, można zdecydowanie stwierdzić, że 13 maja 1981 roku dokonano zamachu na Jana Pawła II i że znamy jego wykonawcę w postaci Ali Agcy.
 
III
 
Dziesiąty kwiecień 2010 roku; polski samolot rządowy TU154 Lux, numer boczny 101 startuje o godz. 7.27 (?) z lotniska Warszawa - Okęcie.
Na pokładzie samolotu znajduje się  Prezydentem RP wraz z małżonką oraz oficjalna delegacja państwowa z dowództwem Sił Zbrojnych Kraju i wieloma wysokimi urzędnikami państwowymi, a także osoby prywatne, gdzie łącznie z załogą samolotu było 96 osób.
Delegacja udaje się z wizytą do Katynia, aby w imieniu Polaków uczcić 70 rocznicę zbrodni ludobójstwa dokonanej w 1940 roku na obywatelach Polski przez rosyjską NKWD.
W obrębie lotniska Siewiernyj pod Smoleńskiem dochodzi do zdarzenia, w którym giną wszystkie osoby przebywające na pokładzie rządowego TU154.
 
Opinia publiczna zaraz po tragedii zostaje poinformowana, że przyczyną "katastrofy" była mgła panująca wówczas nad lotniskiem oraz błąd popełniony przez pilotów (słynny SMS - made in PO).
Do dzisiaj władze polskie utrzymują, że był to jedynie wypadek, a poczynania polskiej prokuratury w zakresie wyjaśnienia okoliczności zdarzeń na Siewiernym, można uznać jedynie za prowokację.
Na temat faktu, iż był to zamach, pojawiło się już tyle doniesień, że nie będę tu przytaczać wszystkich dowodów na to, że władze Polski po prostu oszukują Polaków, a jedynie przypomnę o słynnym filmie amatorskim, który zaraz po zamachu został zamieszczony na portalu You Tube, na którym to filmie słychać wypowiadane słowa w języku polskim oraz słychać wystrzały z broni krótkiej, które świadczą, że pasażerów, którzy przeżyli upadek samolotu, po prostu eksterminowano. 
Na powiększonych kadrach filmu wyraźnie jest widać przemieszczające się postacie, których fizycznie nie ma prawa tam być.
Czy film jest faktycznie autorstwa domniemanego świadka tamtejszych zdarzeń, czy jedną z dezinformacyjnych manipulacji z udziałem pana Wiśniewskiego, to zapewne nigdy nikt się nie dowie, a jedynym znaczącym szczegółem odnośnie owego filmu niech będzie to, iż prokuratura potwierdziła, iż nie dokonywano przy nim żadnych manipulacji. 
Gorzej w przypadku tej samej prokuratury było ze stwierdzeniem, skąd pochodzą sekwencje wypowiadane w języku polskim na miejscu zdarzenia i kto do kogo strzelał.
 
Niezbitym dowodem na kłamstwo rządu jest informacja red. Batera, podana z Katynia o czasie zdarzenia, informująca nas, że nastąpiło to dokładnie o 8.36 czasu polskiego, a nie o 8.41 jak to podaje polski rząd nawet już na stronach Wikipedii.
Z informacji przekazanych przez Batera jasno wynika, że już po upadku samolotu, tak on sam , jak i inne osoby przebywające wówczas w Katyniu, kontaktowały się z pasażerami TU154.
 
 
Dlaczego przypomniałem w tym wpisie o tych trzech zamachach?
 
Wszystkie z nich połączone są jednym bardzo charakterystycznym szczegółem; chodzi tu o dezinformację.
We wszystkich przypadkach wydaje się, że niby to wszystko wiadomo, a tak naprawdę to nie wiadomo nic.
Zamach w Smoleńsku w swojej istocie różni się od dwóch omówionych wcześniej tym, iż pomimo, że tak samo jak w obu poprzednich są ofiary, iż pomimo, że tak samo jak w dwóch poprzednich są wykonawcy, to jednak jest różnica i polega ona na tym, że w trzecim przypadku  NIE MA ZAMACHU.
 
Wszystko to, co polski rząd zrobił po zdarzeniach pod Smoleńskiem, pozwala na zadanie pytania zamieszczonego w tytule.
Całe śledztwo w tej sprawie polska strona przekazuje w ręce Rosjan.
Po tym jak ówczesna minister Kopacz (teraz marszałek sejmu) perfidnie okłamuje społeczeństwo, że wszystkie szczątki w Smoleńsku zostały zabezpieczone i że niby przekopano cały teren bodaj na 1 m w jego głąb, a potem ma się okazać, że już prywatne osoby odwiedzające to straszliwe dla Polaków miejsce, odnajdują tam fragmenty ludzkich ciał, to ja osobiście uważam, że ta pani już dawno powinna być zamknięta w areszcie śledczym.
 
Co można powiedzieć o ludziach, którzy przypatrują się jako polski rząd wrakowi Tupolewa, który pocięty przez rosyjskie służby, zalega gdzieś tam, na ruskim szrocie?
Wiadomo jest, ze wrak samolotu jest głównym dowodem rzeczowym w tego typu śledztwie i że to na jego podstawie można by ewentualnie wykluczyć, bądź potwierdzić opcję zamachu.
 
Nie wiem komu udało się przeżyć upadek samolotu, ale wiem, że te osoby zostały pozbawione przez stronę polską jakiejkolwiek opieki, a tym samym zostały one skazane na śmierć.
Pomyślmy sobie przez chwilę, że jeśli najwyższe osoby w państwie nie są w żaden sposób chronione przez to państwo, to jak jest chroniony w takich sytuacjach przeciętny obywatel Polski?
Dla tego rządu obywatel kraju jest nikim.
 
Jeżeli państwo nie potrafi zagwarantować swoim obywatelom konstytucyjnego prawa do bezpieczeństwa, to należy uznać, że Polska nie posiada statusu państwa.
 
Detoxowy
O mnie Detoxowy

. .

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka