Detoxowy Detoxowy
848
BLOG

Z peowskiego Titanika nawet orkiestra uciekła

Detoxowy Detoxowy Polityka Obserwuj notkę 6
 
To, że PO jawi się dzisiaj Titanikiem (nawet orkiestra uciekła), wiedzą już wszyscy, jak wiadomym jest również to, iż jakiekolwiek identyfikowanie się dzisiaj z Platformą, to po prostu obciach.
Panika, którą da się zauważyć gołym okiem na portalach parapolitycznych, a którą przejawiają wyznawcy peowskiej sekty, czy jak kto woli - sekty lotniczego SMS-a, wyraźnie wskazuje na schyłek pewnej ery, która trwa nieustannie od 22 lipca 1944 roku w naszym kraju.
Kto zwrotnicowym na torach naszej marnej do tej pory egzystencji, to trudno jest określić i zapewne nikomu się nie uda sprecyzować, kto i dlaczego postanowił przetransformować Polskę?
W zasadzie nie interesuje mnie los tych, których niebawem sądy skażą na na kary pozbawienia wolności, tym bardziej, iż wiadomo jest, że pan premier chroniony będzie jakimś europejskim immunitetem z nadania pani Merkel, pod warunkiem, że ta druga nadal będzie się cieszyć aktualna pozycją w Europie, która po ostatnich rewelacjach na jej temat, może trochę osłabnąć, choć niekoniecznie i zależy to od tego chyba, czy mieniony zwrotnicowy widnieje tylko na etacie rodzimych “PKP”, czy może jest pracownikiem instytucji o charakterze bardziej globalnym.
Nie to jest jednak powodem mojej troski w związku z sytuacja, którą obserwujemy w kraju. Otóż bardziej mnie frapuje przyszłość polskiego establishmentu medialnego.
Pamiętam doskonale, jak pan Lis pewnego razu żebrał zatrwożony o ratunek u prezydenta, którym wówczas był nikt inny, jak pan Wałęsa, znany również pod imieniem wyższego bohatera popularnej kreskówki.
“Panie prezydencie, niech pan nas ratuje” - jęczał tedy pan Lis.
A dzisiaj?
Dzisiaj się mówi, że pan Wałęsa jest niewygodnym dla salonu, a po ostatnich wynurzeniach niejakiego Hołdysa, można uznać, że w tych pogłoskach jest wiele prawdy.
Kogo w takim razie będą błagać o ratunek takie tuzy “rodzimych” mediów jak pan Lis, pan Żakowski, czy pan Najsztub dajmy na to?
Tu właśnie mam dylemat.
Nie wiem na ile zasadnym jest mniemać, że w sukurs sprawdzonej załodze (tej medialnej) przyjdzie pan Komorowski (dzisiejszy prezydent), choć jego wrodzona miłość do Rosji i jej władców, niezależnie od tego jaki kolor ma flaga naszych wschodnich sąsiadów, podpowiada, że jego protektorat nad wiadomymi “dziennikarzami”, mógłby okazać się skutecznym, ale z drugiej strony wiadomo jest, że panu Kaczyńskiemu nie po drodze jest z panem Komorowskim i kiedy już pan Kaczyński zostanie premierem, a zostanie, gdyż jest on naturalnym kandydatem na to stanowisko, to mógłby on wówczas zapałać chęcią uzyskania rekompensaty za to, co establishment medialny zrobił jego bratu, jak również jemu samemu.
Swoją drogą, to chyba nie tylko Kaczyński zainteresowany będzie wyciągnięciem konsekwencji w stosunku do kreatorów polskiej rzeczywistości, choćby tej medialnej.
Trudno przyjąć tezę, że taka pani Merkel załatwi jakieś posady w Die Weltach i innych “zaitungach” naszym tuzom dziennikarstwa. Gdyby miało jednak dojść do takiej sytuacji, to panowie musieliby się wykazać znajomością języka niemieckiego w stopniu przynajmniej takim, jak pan premier. Może jednak problem języka, czy języków okaże się nieistotnym, bo kto wszak pyta na niemieckim, szparagowym polu o znajomość języka niemieckiego Polaka?
Dobrze, że w języku niemieckim stawia się również kropki i to nie tylko nad “i”, ale i nad “u”, tak więc pani Monika będzie mogła stawiać je dalej, bo nie wiem, czy ona wie, kiedy stawiamy znak twardy, a kiedy miękki i bynajmniej nie w języku niemieckim? Może jednak wie?
 
 

 

Detoxowy
O mnie Detoxowy

. .

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka