Jestem akurat po lekturze wywiadu, jakiego udzielił naczelny GW niemieckiemu Spieglowi i jedyny wniosek jaki nasuwa mi po słowach pana redaktora, to taki, że albo duża rzesza obywateli jest niespełna rozumu, sięgając po współczesną “Trybunę Ludu”, albo, że fiksum - dyrdum dotknęło naczelnego i przyznam, że nie wykluczam zaistnienia obu możliwości naraz. Jest mi trudno uwierzyć w to, że ktokolwiek o zdrowych zmysłach może kupić bełkot zaprezentowany w wywiadzie.
Na tezę Spiegla, że 20 lat po “obaleniu komunizmu” debaty w krajach Europy wschodniej są zdominowane przez wojny podjazdowe i nienawiść, pan reaktor odpowiada niemieckim dziennikarzom:
“Świadczy to o braku kultury politycznej, a zwłaszcza kultury kompromisu. Polacy i Węgrzy nigdy się tego nie nauczyli; że w narodach Europy Wschodniej tkwi wprawdzie silne pragnienie wolności, ale brakuje im tradycji demokratycznych i nadal istnieje tam obawa przed anarchią i chaosem; że bardzo popularne są demagogia i populizm. Jesteśmy dziećmi z nieprawego łoża; bękartami komunizmu, on kształtował naszą mentalność.”
No proszę, Polakom i Węgrom brakuje tradycji demokratycznych, a mało tego, to jeszcze jesteśmy (Polacy i Węgrzy) bękartami komunizmu, który miałby kształtować naszą mentalność.
Idąc tropem myśli pana redaktora, to ewidentnie można stwierdzić, że takie Niemcy są bękartami hitleryzmu i aż dziw bierze, iż taki geniusz “dziennikarstwa” nie zasugerował niemieckiemu pismakowi owej prawdy.
Uważam, że pan redaktor słusznie określił siebie i swoich pobratymców bękartami komunizmu, choć ja w jego przypadku użyłbym zwrotu “bękarty bolszewizmu”.
Ja tam do żadnych bękartów się nie zaliczam, ale redaktorowi jak najbardziej wolno postrzegać siebie bękartem i myślę, że nawet robi to w sposób uzasadniony.
Dalej odnosząc się do kontekstu, Spiegel pyta o autorytarny typ polityków, na co pan redaktor odpowiada:
“Niektórym politykom marzy się "inne państwo". Do nich należą zarówno Jarosław Kaczyński, jak i Viktor Orban. Ci politycy pragną "pełzającego zamachu stanu". Utrzymanie się przy władzy Orbana i ewentualne zdobycie władzy przez Kaczyńskiego byłoby niebezpieczne. Obaj mają autorytarne wyobrażenie o państwie, a demokracja jest dla nich tylko fasadą. “
Nawet nie chcę pytać pana redaktora o definicję demokracji, wskazując na fakt, że Węgry są państwem demokratycznym, a pan Orban zdobył władzę w kraju, w demokratycznych wyborach, a podobnie też będzie z panem Kaczyńskim.
Uważam, że temperatura ciała pana redaktora rośnie wprost proporcjonalnie do wzrostu poparcia dla PiS w kraju i jeżeli owo oscyluje dzisiaj w granicach 42%, to aż strach jest pomyśleć, co w głowie pana redaktora będzie się działo przy sześćdziesięcioprocentowym poparciu dla PiS i co on będzie opowiadał Spieglom i Nowostiom?
Nie koniec to jednak, gdyż Spiegel pyta o “centralistyczną demokrację większościową”, by można było podejmować decyzje nawet przez dekrety, to pan redaktor przechodzi sam siebie w swoich dywagacjach:
“To samo powiedział Hitler. Specjalne dekrety i rozporządzenia Rządu Rzeszy.To jest droga do piekła. Najmniej spodziewałbym się tego po Węgrzech, bo ten kraj jako pierwszy wyciął dziurę w żelaznej kurtynie".
W mniemaniu pana redaktora, to Wiktor Orban jest współczesnym Hitlerem Europy, a po przejęciu władzy w Polsce przez pana Kaczyńskiego, to będziemy mieli w Europie aż dwóch Hitlerów.
Tego nie skomentuję, uznając, że pan redaktor musiał mieć wgląd do najnowszych wskaźników poparcia dla PiS, ale poinformuję jedynie pana redaktora, że to, co się dzieje na Węgrzech, jest niczym innym, jak kontynuacją procesu zrywania z komunizmem.
W jaki sposób Zachód powinien podejść do Orbana - pyta Spiegel.
Przyznać muszę, że tu mnie pan redaktor rozbawił:
“Powinniśmy go otwarcie krytykować; Europa nie powinna milczeć na temat Węgier. Ewentualnie powinno się nałożyć sankcje.”
“POWINNIŚMY”.
Kraj będący dzisiaj największym beneficjentem unijnych dotacji(?), kraj nieposiadający własnej bankowości, nieposiadający własnej armii, kraj oddający w ręce Rosjan śledztwo w sprawie śmierci własnego prezydenta i swoich innych dziewięćdziesięciu pięciu obywateli ze Sztabem Generalnym Armii włącznie, kraj nieposiadający swojego przemysłu, kraj z dziurą w finansach większą niż połowa kosmosu i w końcu kraj nieposiadający rządu, ma stosować sankcje wobec demokratycznego państwa.
To się nazywa “demokracja” wg pana redaktora.
Pomijając brednie o tym, iż wszyscy Polacy są istotami o mentalności “homo sovieticus”, przejdę do wynurzeń pana redaktora na temat rozliczenia komunistów w naszym kraju, o czym nasz bohater wyraża się tymi słowy:
“Dobrze się stało, iż Polska podążyła drogą pojednania, a nie drogą zemsty i rewanżu. Jestem zwolennikiem Adenauera. Również on miał po wojnie kilka opcji do wyboru. Mógł ludzi ze swojego otoczenia, którzy byli zwolennikami Hitlera, wtrącić do więzień, albo zrobić z nich demokratów. Wybrał drugą opcję. Również nasza nowa Polska powinna być Polską wszystkich obywateli.
Gdyby Polska wybrała inną drogę, to wtedy musielibyśmy komunistów powiesić na latarniach i wtedy rządziłaby wąska elitarna grupa. To byłby antykomunizm z bolszewickim obliczem.”
Pan redaktor uważa, że to oni mieli wieszać, a nie, że to ich miano wieszać.
Żeby optymistycznie zakończyć ten ponury wpis, to wspomnę na pewną maksymę, napawającą nadzieją, a mówiącą, że “co ma wisieć, nie utonie”.


Komentarze
Pokaż komentarze (105)