21 obserwujących
362 notki
229k odsłon
  379   0

Komu opłaca się globalny terroryzm?

Problemy z terroryzmem nie są niczym nowym i zdaje się, że właśnie o tym zapomina większość komentatorów tematu. Na pewien sposób, problem terroryzmu jest tak stary, jak historia wojen. I tak samo różnie oceniany oraz definiowany. Przypominając, terroryzm to: różnie umotywowane, najczęściej ideologicznie, planowane i zorganizowane działania pojedynczych osób lub grup, podejmowane z naruszeniem istniejącego prawa w celu wymuszenia od władz państwowych i społeczeństwa określonych zachowań i świadczeń, często naruszające dobra osób postronnych; działania te są realizowane z całą bezwzględnością, za pomocą różnych środków (nacisk psychiczny, przemoc fizyczna, użycie broni i ładunków wybuchowych), w warunkach specjalnie nadanego im rozgłosu i celowo wytworzonego w społeczeństwie lęku.[1]


 

            Z tej krótkiej definicji łatwo dojść do wniosku, że z terroryzmem wiążą się co najmniej 3 przymiotniki – zorganizowane działanie, bezwzględność, wywołanie lęku. I zdaje się, że zarówno ostatnie wydarzenia w Niemczech, czy wcześniejsze w pozostałych państwach (Francja, Belgia, USA) pokrywają się z nimi. Widać to także w relacjach międzyludzkich, które coraz częściej oparte są o strach i nieufność. I trudno się temu niejednokrotnie dziwić. Mało kto z nas mieszka w większych migranckich enklawach Europy Zachodniej, Bliskiego Wschodu czy w Ameryce. A przecież problemy migranckie to nie tylko kwestia fali uchodźców z Syrii, Iraku, Afganistanu czy państw Maghrebu. Z ruchem uchodźczym spotykają się przecież także państwa Bliskiego Wschodu – Turcja, Liban, Egipt, Jordania czy kraje Kaukazu. Z uchodźcami do czynienia mają też Stany Zjednoczone czy Rosja. Co jednak ciekawe, nie wszędzie wiąże się to ze zmasowanymi atakami terroru. Ba, do takowych dochodzi także tam, gdzie teoretycznie zbyt wielkich problemów z migracją ludzi nie ma. Poza ostatnimi atakami na Starym Kontynencie, do większości ataków dochodzi w Afryce i Azji. W 2016 roku do zamachów doszło już w takich miastach jak: Tel Awiw-Jafa (Izrael), Kabul (Afganistan), Mogadiszu (Somalia), Valence (Francja), Bakuba (Irak), Pathankot (Indie), Tikrit (Irak), Jerozolima (Izrael), Hebron (Izrael), Kweta (Pakistan), Izageki (Nigeria), Zalitan (Libia), Paryż (Francja), Ras al-Unuf (Libia), Bodo (Kamerun), Hims (Syria), Stambuł (Turcja), Bruksela (Belgia), Aden (Jemen), Iskandarija (Irak), Tumpun (Nigeria), Lahore (Pakistan), Bagdad (Irak), Kaspijsk (Rosja), Sartycz (Rosja), Essen (Niemcy), Bagdad (Irak), Orlando (USA), Les Mureaux (Francja), Nicea (Francja), Wurzburg (Niemcy), Garde-Colombe (Francja), Monachium (Niemcy), Kabul (Afganistan), Reutlingen (Niemcy), Ansbach (Niemcy)[2]. W miastach z Pakistanu, Indii, Libii, Iraku, Syrii i Nigerii zamachy są cykliczne. Póki co, w Europie nie są jeszcze codziennością.

            I nie można powiedzieć, że wszystkie są motywowane kwestiami religijnymi. W znacznej większości, chodzi o wewnętrzne konflikty polityczne, jak chociażby w Libii czy Jemenie. Konflikt różnych interesów występuje także w Afganistanie, gdzie Państwo Islamskie walczy o wpływy z Talibanem i nie tylko. W przypadku Izraela, również chodzi o kwestie polityczne (spór izraelsko-palestyński). Różnie bywa w przypadku USA – tu jednak możemy z większą stanowczością stwierdzić, że przede wszystkim chodzi o politykę: kwestie rasowe, fanatyzm ideologiczny. Często należy uwzględnić także działania grup przestępczych, które wyrównują przy ich pomocy swoje rozrachunki.

            Jednak ciężko uciec od powiązania wzrostu liczby ataków terrorystycznych w Europie z wzrostem liczby uchodźców przybywających na ten kontynent. Państwo Islamskie już dawno zapowiedziało, że wykorzysta okazję i jak widać, wywiązuje się z obietnicy. No prawie, bowiem na 4 ostatnie akty przemocy/terroru w Niemczech, 1  był organizowany przez osobę mogącą być związaną z Daesh. Jeden zamachowiec był także zafascynowany działalnością Norwega – Andersa Breivika. W większości zamachów ostatniego czasu ofiarami padały także osoby wyznające Islam, nie można więc wyciągnąć uogólnienia, że chodzi o ataki ze względu na religię, tak jak można zrobić przy niektórych aktach w Indiach czy Pakistanie. Głównym motywem znowu więc staje się realizacja celów politycznych i destabilizacja sytuacji, wzbudzenie strachu. To, co jednak możemy wysnuć, t fakt, że państwa europejskie nie działają. A przynajmniej nie tak, jak powinny. Chodzi tu o kwestie bezpieczeństwa – zdolności do jego zapewnienia, umiejętności reagowania i monitorowania podejrzanych. Faktem jest przecież, że część z zamachowców w Europie miała wcześniej problemy z organami ścigania[3]. Problemem jest więc nie sama obecność wielu osób, ale odpowiednie podejście do nich oraz prewencja.

            Nie można także powiedzieć, że kraje Europy nie robiły kompletnie nic, aby zwalczać organizacje terrorystyczne. Tutaj kwestia jest dwuwymiarowa. Po pierwsze, to Zachód odpowiada za powstanie części z nich. Interwencja NATO w Libii[4] pomogła radykalnym islamistom zdobyć poparcie i przyczółki w tym kraju. Rozprzestrzenianie się Arabskiej Wiosny Ludów, którą Europa ochoczo podsycała i wspierała[5], na kolejne kraje doprowadzały do zaostrzania konfliktów etnicznych i religijnych w Afryce Północnej i na bliskim Wschodzie. Doprowadziła także do wojny domowej w Libii oraz Syrii oraz starć w Egipcie[6]. Oczywiście prócz konsekwencji dla tych państw, oznaczało to także początek problemów południa Europy. Byli poplecznicy polityczni reżimów oraz szarzy obywatele państw ogarniętych konfliktami rozpoczęli swoją wędrówkę do Europy, gdzie liczyli na azyl i spokój. Także swoje w kwestii wzrostu znaczenia organizacji terrorystycznych powołujących się na motywy religijne zrobiła interwencja w Iraku i Afganistanie. Likwidacja reżimów trzymających kraje w ryzach sprawiła, że lokalne grupy przestępcze mogły się rozrastać, a dzięki radykalnym przywódcom religijnym, mogły one także je wykorzystać dla swoich celów. Należy pamiętać, że w przypadku Afganistanu, mówimy o największym producencie heroiny (93% udziału w rynku)[7]. Afgańskie hodowle narkotyków zajmują ponad 500 tysięcy akrów[8]. Kraj ten jest także w posiadaniu znacznych złoży żelaza, miedzi, złota czy litu[9]. Interwencja tam była więc opłacalna, tak samo jak utrzymywanie tam niestabilności i kontroli nad danymi terenami. Podobne wnioski można także wyciągać w kwestii ogarniętych konfliktami wewnętrznymi Iraku, Libii czy Syrii – będących producentami paliw. Konflikty są także intratnymi źródłami zysków dla handlarzy bronią. Warto pamiętać, że Turcja nieoficjalnie od lat handluje z ISIS – umożliwia handel ropą, zezwala na import broni czy pojazdów[10].

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale