Są nimi ciała ofiar katastrofy.
(Piszę katastrofy, a nie zamachu ponieważ jestem już przekonany, że na pokładzie TU154 doszło do wybuchu, nie mam jednak jeszcze wiedzy, co ten wybuch spowodowało.)
22 października 2012 r. prokuratura wojskowa poinformowała na swojej stronie o znalezieniu w ciele jednej z ekshumowanych ofiar katastrofy 4 (czterech) metalowych przedmiotów, z których jeden zdaniem asystującego przy ekshumacji prokuratora mógł być kawałkiem nitu z poszycia samolotu. To twardy dowód na wybuch na pokładzie Tu154, pisałem o tym w swej wcześniejszej notce.
Wg p. Szeląga w sierpniu 2012 r. prokuratura zwróciła się o pomoc prawną do Rosjan, dotyczącą zbadania przetrzymywanego w Rosji wraku samolotu na obecność m.in. substancji pochodzących z materiałów wybuchowych.
Co to oznacza?
Przed sierpniem 2012 r. prokuratura musiała uzyskać dowody sprzeczne z dotychczas posiadanymi dowodami stwierdzającymi brak obecności materiałów wybuchowych na badanych ofiarach, przedmiotach lub ich częściach pochodzących z katastrofy.
Zakładam, że te sprzeczne dowody mogły pochodzić jedynie z badania ekshumowanych w Polsce ciał ofiar katastrofy. Ogłoszono przecież, że badano wcześniej w Polsce kilka (!) przedmiotów uzyskanych w ramach pomocy prawnej z Rosji i nie wykryto na nich śladów substancji wybuchowych.
Na ciele/ciałach ofiar ekshumowanych w Polsce prokuratura musiała znaleźć dowód/dowody w postaci śladów materiałów wybuchowych, a ponieważ dowodów tych być może ze względu na obecność pełnomocników rodzin ofiar i/lub może ze względu na profesjonalną postawę ekspertów (i tu i tu ewentualny szacunek) nie udało się prokuraturze pominąć, stąd następujący po tym wniosek prokuratury o pomoc prawną do Rosjan.
Na przełomie września i października 2012 r. zespół polskich ekspertów przy udziale polskiego prokuratora badał wrak pod Smoleńskiem. Wiemy od p. Szeląga, że state of the art urządzenia ekspertów prokuratury stwierdziły obecność na elementach wraku "cząstek zjonizowanych podobnych do tych, które występują w materiałach wysokoenergetycznych" . Prawie miesiąc badań i tylko tyle.
Więc wielka szkoda, że polska prokuratura przygotowująca się 2 i pół roku do podstawowego badania każdego wraku samolotu który uległ katastrofie czyli badania na obecność materiałów wybuchowych nie zadbała o zabranie na te badania powszechnie znanych urządzeń typu IMS.
P. Szeląg wiedział by wtedy od razu, jakie materiały wybuchowe znaleziono na wraku (np. detektor IMS PED-8800 Pro w ciągu kilku sekund podaje na wyświetlaczu nazwę wykrytej substancji), a prokuratura wojskowa nie musiała by w pocie czoła i wielkim nakładem środków na kolejnych ekspertów badać przez pół roku (!) zebranych próbek.
Reasumując powtarzam, że dowody na wybuch na pokładzie TU154 znajdują się w Polsce.
Wystarczy, że prokuratura wojskowa zdecyduje o ekshumacjach wszystkich ofiar, których rodziny się na to zgodzą i przebada ofiary rzetelnie, również w obecności wskazanych przez rodziny ekspertów. Stawiam dolary przeciw orzechom, że eksperci znajdą kolejne, po metalowych odłamkach w ciele ś.p. Teresy Walewskiej - Przyjałkowskiej dowody na wybuch na pokładzie TU154.
Ale prokuratorzy prowadzący śledztwo smoleńskie ewidentnie nie chcą tego zrobić.
I tu leży tusk (czytaj pies) pogrzebany.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)