Sporo czasu minęło od moich notek na temat podstaw etyki, więc w skrócie przypomnę, że pokazałem, jak z aksjomatu o przyrodzonej Godności dochodzimy do najwyższych wartości, takich jak Wolność, Własność, Równość i Solidarność. Przyrodzoną Godność rozumiemy tak jak Kant i Konstytucja, zaś najważniejsze wartości moralne traktujemy nie jako implikacje, ale jako inne (węższe) rozumienia Godności - mówiąc prościej - jako inne nazwy Godności - nazwy skupione na wybranych Jej aspektach.
Logicznie rzecz biorąc można użyć, zamiast "Godności", każdej z tych czterech nazw, jako nazwę tego fundamentu, a potem pokazać, że z np. z Wolności wynikają inne najważniejsze wartości, np. Równość można wyprowadzić z Wolności w taki sposób, że dwa wolne podmioty są wobec siebie niezależne... Z Własności wyprowadzamy Równość na podstawie wyłącznego dysponowania swoim ciałem i innymi rzeczami...
Tego rodzaju implikacje pozwalają nam lepiej rozumieć znaczenie tych słów - na czym polega bycie Własnością, co jest równe czemu w Równości... Podstawowa różnica między Godnością, a każdą z czterech wartości najwyższych jest to, że Godność traktujemy jako pojęcie pierwotne, a najwyższe wartości zwykle jakoś definiujemy.
Ludzie się różnią upodobaniami, poglądami itp. Jedni wolą widzieć Wolność, jako najwyższą wartość, i wyprowadzać z niej wszystkie inne. Są ludzie, którzy lubią Solidarność widzieć, jako źródło wszystkich wartości... Stąd biorą się różnice polityczne. Wszystkich dobrych ludzi łączy jednak to, że nazwy tych wartości używają jako synonimu Godności, która to nazwa z natury łączy wszystkie te opcje polityczne w jeden prawicowy nurt prawdy, bowiem Godność nie przypadkiem ma ten stały homerycki epitet "przyrodzona". Epitet ten podkreśla, że to jest prawda - że każdy człowiek ma naturalną Godność.
Wątpliwości mogą budzić co najwyżej pytania: Czy tyko ludzie maję Godność? A jeśli tak, to czy może istnieć Godność nieprzyrodzona? Dlatego czasem używamy słowa "podmiot" zamiast "człowiek" - żeby nie pomyślał ktoś na podstawie kontekstu, że myślimy "tylko człowiek". Ale to już inny temat.
Wróćmy więc do prawicowych polityków. Można podzielić ich na kilka typów: wolnościowcy, solidarnościowcy, własnościowcy i równościowcy. Dla każdego z nich wszystkie te cztery wartości są święte, ale każdy z nich inną traktuje jako źródło inspiracji, argumentów, motywacji do walki politycznej... Każdy z nich chce i potrafi udowodnić, że pozostałe trzy wartości są konieczne.
Można być prawicowcem spoza tej czwórki, jeśli używa się jeszcze innej nazwy, na określenie wartości, z której wyprowadza się wszystkie inne - w tym aspekcie mamy pełną dowolność... byle tylko każda z czterech wartości (Wolność, Własność, Równość i Solidarność) dała się wyprowadzić, jako konieczna.
Ja zaliczam siebie do wolnościowców, więc naturalnie wybieram Wolność, jako podstawowe założenie do argumentacji różnego rodzaju. Lubię z Wolności wyprowadzać wszystko. I tak oto po długim wstępie doszedłem do rozwinięcia tematu, czyli jak z Wolności wyprowadzić odpowiedzialność.
Rozwinięcie będzie o wiele krótsze niż wstęp. Wystarczy posłużyć się słowem "obietnica". To słowo od razu ustawia nam kontekst rozumienia słowa "odpowiedzialność". Bez obietnicy nie można mówić o odpowiedzialności. A czym jest obietnica? Wolną deklaracją wolnego człowieka. Prawda, że sprytnie? Wystarczy właściwie zdefiniować pojęcia, a wtedy w definicji wynika to czy tamto - tak robimy to w matematyce - bez definicji dowody są możliwe tylko wtedy, gdy używamy tylko pojęć pierwotnych.
Jak więc zdefiniować "obietnicę", aby intuicyjnie wynikała z niej odpowiedzialność? To prosta sztuczka - wystarczy sobie przypomnieć, że deklaracje mogą być explicite i implicite. Nie trzeba więc wypowiedzieć słowa "obiecuję" jak to się robi dziecku, które jeszcze nie czuje pojęcia "implicite". Między dorosłymi ludźmi wystarczy krótkie: "przyjmujesz awans?" - "przyjmuję" i już mamy obietnicę implicite, która wobec dziecka brzmiałyby mniej więcej tak: "obiecuję ponosić odpowiedzialność za błędy i zaniedbania, zgodnie z kompetencjami związanymi z moim nowym stanowiskiem". Czasami nie trzeba powiedzieć nawet słowa "przyjmuję" - wystarczy samo przyjęcie.
Czy można od człowieka niewolnego oczekiwać dotrzymywania obietnic? Tylko człowiek wolny może ponosić odpowiedzialność i to tylko pod warunkiem, że złożył obietnicę. Każda "odpowiedzialność" ponoszona przez kogoś, kto nie złożył obietnicy, jest represją pana lub państwa wobec człowieka niewolnego.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)