doku doku
96
BLOG

Polski "złoty gwóźdź"

doku doku Technologie Obserwuj notkę 2

Ponieważ na Salonie coraz rzadziej można trafić na interesujące aktualności, to pomyślałem, że spróbuję zaczynać swoją codzienną aktualizację od PAP, zamiast od Salonu. To od jutra, bo dzisiaj jeszcze zacząłem od Salonu, ale zdegustowany wszedłem po raz pierwszy w życiu na PAP.  I od razu rewelacja. Będziemy mieć pierwszy polski "złoty gwóźdź".

Co to takiego ten gwóźdź? To wzorcowy punkt stratygraficzny, który wyznacza globalną granicę między jednostkami czasu geologicznego, takimi jak np. ery czy epoki. To miejsce, gdzie od dawna odkładają się bez zakłóceń osady i gdzie nigdy człowiek nie grzebał. Takim miejscem są torfowiska na Równi pod Śnieżką, gdzie woda pochodzi tylko z opadów.

W geologii, jak w każdej poważnej dyscyplinie naukowej są zawsze dwie strony (jak dwa uda). Jedna strona chce rozwijać dyscyplinę i wprowadzać nowe teorie, druga strona woli jak najdłużej uprawiać klasykę i sceptycznie traktuje nowe odkrycia. Nawet w fizyce czeka się często dziesiątki lat na Nobla - i nigdy nie wiadomo, czy się uda, czy nie uda.

Nasz polski złoty gwóźdź związany jest właśnie z nowym odkryciem - zakończenia holocenu. Odkrycie to jeszcze musi poczekać, aż ta druga strona - geologia klasyczna - dostanie więcej dowodów i oswoi się z tym odkryciem. Na razie Międzynarodowa Unia Nauk Geologicznych (IUGS) odrzuca to odkrycie, ale to tylko kwestia czasu - coraz większa liczba odsłonięć pokazuje granicę między holocenem a antropocenem. Odsłonięcie pod Śnieżką stanie się oficjalnym złotym gwoździem antropocenu dopiero po oficjalnym uznaniu antropocenu za nową epokę.

To mi przypomina czasy licealne. Tektonika Płyt była już udowodnionym odkryciem, a w szkołach wciąż uczono dawnego modelu geosynklinowej orogenezy - to było źródło największej liczby dwój z geografii, ponieważ uczniowie nie potrafili zrozumieć fałszywej teorii pozbawionej związków przyczynowych. Jednak dopiero pod koniec liceum wpadła mi w ręce pierwsza książka o tektonice płyt i wyśmiewanej przez geologów od lat teorii Wegenera, znanej już od roku 1912. Wegener zebrał wiele dowodów z geologii, paleontologii, paleoklimatologii... ale nie potrafił wyjaśnić, jakie siły rozerwały Pangeę na Afrykę i Amerykę, a nauka wymaga nie tylko faktów, ale opisu związków przyczynowych między faktami. Dla nas sprawy oczywiste są po prostu oczywiste, a dla naukowców nie.

Skoro Afryka i Ameryka tak doskonale pasują do siebie, to znaczy, że zostały oderwane, jak połówki banknotu na starych filmach sensacyjnych. Składasz połówki i masz dowód, że pochodzą z jednego banknotu. Ale nauka, to nie tylko dowody. Musi być jeszcze naukowy opis wydarzeń z przeszłości, żeby wykluczyć przypadkowe zbieżności i fałszerstwa. W przypadku banknotu naukowiec żąda biografii właścicieli połówek banknotu - czy i kiedy się spotkali, aby rozerwać banknot.

W przypadku Pangei Wegener nie dostarczył opisu sił mocniejszych niż siły działające na geosynkliny. To nie dziwi, gdyż wtedy naukowcy nie wiedzieli jeszcze nawet o tym, że pomiędzy Afryką a Ameryką ciągnie się pod oceanem Grzbiet Śródatlantycki - podwodne pasmo górskie w kształcie przypominającym pozostałość po rozerwaniu - jakby okruszki po złamaniu ciasteczka usypały się w linię pomiędzy połówkami złamanego ciasteczka - linię przypominającą kształtem pozłamaniowe brzegi ciasteczka. Naukowcy musieli najpierw odkryć i opisać ten grzbiet podmorski, potem skojarzyć, że to właśnie ten grzbiet jest źródłem siły rozrywającej i oddalającej kontynenty, i musieli udowodnić: co to za siła , czy działała, czy nadal działa i skąd się bierze tyle siły. Wszystkie dowody dostarczono w latach 60-tych. Ostatni element układanki - wzory matematyczne tych sił - naukowcy dostarczyli w roku 1968. A w 1972 w liceum nadal uczono geosynklinowych fałszów...

Z antropocenem będzie łatwiej, gdyż wszystko wiemy i rozumiemy - jakie siły, kiedy, gdzie... Jesteśmy jak ci geolodzy w roku 1970 - czekamy tylko aż drugie udo oswoi się z nowym odkryciem i dowodami dostarczonymi przez pierwsze udo. Nasz polski złoty gwóźdź czeka na rejestrację. Czekamy, jak ci nauczyciele geografii w latach 70-tych - czekamy na aktualizację programu i podręczników.

Odkrycie Wegenera czekało 60 lat na uznanie. W roku 2023 ostatecznie wskazano rok rozpoczęcia antropocenu na rok 1952. IUGS zaprzecza teraz nie samej rzeczywistości, ale poziomowi klasyfikacji. Zdaniem IUGS holocen jest epoką, więc nie może zakończyć się tak prędko. Epoka to okres rzędu miliona lat. Pliocen trwał prawie 3 miliony lat. Plejstocen - ponad 2,5 miliona. Holocen trwa dopiero 11 700 lat. Jeśli nauka pokazuje, że w roku 1952 nastąpiła zmiana - złoty gwóźdź podobny do tego z Tunezji, który pokazuje koniec mezozoiku - to nie nazywajmy tego "nową epoką", ale "czwartym piętrem holocenu", o nazwie zgodnej z obowiązującymi zasadami - od nazwy złotego gwoździa - "Crawfordian". To kwestia czysto formalna... a może polityczna...

Dla dobra nauki... nie upierajcie się przy "antropocenie", zgódźcie się na Crawfordian. Ja rozumiem argumenty IUGS. Wyobraźcie sobie, że ktoś wpada na pomysł, aby zamiast dodawać dzień przestępny do lutego, dodawać raz na cztery lata trzynasty miesiąc o długości jednego dnia. Argument za trzynastym miesiącem jest bardzo naukowy - ten dodatkowy dzień nie jest dniem lutego  to zupełnie osobny dzień w randze miesiąca. Ale czy warto, dla naukowej ścisłości, poświęcać komfort codziennego myślenia?

doku
O mnie doku

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Technologie