Ja który gdy tylko przestałem mieścić się na stojąco pod łóżkiem, zacząłem zaliczać wszelkie możliwe mecze w ukochanym Krakowie , dałem się ponieść nadmuchanemu balonowi.Bezrefleksyjnie wbrew kibicowskiemu doświadczeniu.
Ja który zaliczyłem każdy mecz Wisły, Cracowi ,Garbarni , Hutnika czasem nawet Bronowianki.Bez względu na pogodę. Aby obejrzeć mecz.Pokochalem piłkę kopana bezwarunkowo.Juz jako dorosły kibic bezbłędnie rozpoznawalem każdy drukowany mecz.Widzialem piłkarzy którym się chciało i tych którzy rznelii głupa.Przed mistrzostwami swiata nie zapaliła mi się czerwona lampka. Cholera wie czemu.Przeciez średnia wieku już była pewnym ostrzeżeniem co do kondycji.Juz przegrana z Danią powinna dac pewien sygnał.Co się stało że mi nie dała.Odpowiedz właściwie jest jedna. Tęsknota za wynikiem potężna tęsknota.To chyba przez nią nie tylko ja stałem się dmuchaczem tego balonu.A dziś bierze mnie cholera. Dałem się zrobić w konia.A może to mnie zrobiono.Deklaracje o optymalnym przygotowaniu fizycznym taktycznym i każdym innym bily z każdej wypowiedzi trenera .O wiara wygrała z rozumem.Gdy po mniej więcej piętnastu minutach meczu zapytałem retoryczne W co oni grają? Córka ze zdziwieniem odpowiedziała- No przecież mówiłeś że wyjście z grupy mamy w małym palcu.I powoli zaczęło do mnie docierać , że coś tu nie gra.Jak się okazało nie grało nic.Ani taktyka ani kondycja ani gryzinie trawy.Dzis pisząc tę notkę obiecałem sobie.Nigdy więcej bezmyślnie wiary.Ale chyba sam sobie nie wierzę.Pozdrawiam wszystkich kibiców


Komentarze
Pokaż komentarze