0 obserwujących
144 notki
73k odsłony
  197   0

Refleksje przedwyborcze – 4 lata rozczarowań w polityce

 Niebawem wybory do Parlamentu Europejskiego. Kampania wyborcza trwa w najlepsze. Całe sztaby ludzi są zaangażowane w walce o sukces ich partii. Przypomniałem sobie, jak to było z moim politykowaniem.

Ten okres przedwyborczy, majowy, skłonił mnie do publicznego opisania tego, co przeżyłem, próbując pracować w polityce, dla Polski. 
 
 To wszystko cztery lata po wielkim szoku, po katastrofie lotu 101, w którym zginęła większość naszych światłych przywódców. 10.04.10 okazało się, że państwo nasze nie działa. Płacimy wysokie podatki i w zamian otrzymujemy przywódców, którzy nawet  nie są w stanie bezpiecznie przetransportować najważniejsze osoby w Państwie z jednego punktu do drugiego.
Szoku, które sam przeżyłem. Szoku, który skłonił mnie do zaangażowania się w działalność partyjną.
W roku 2010, oglądając las trumien na płycie lotniska, stwierdziłem że warto by spróbować przyłączyć się do głównej opozycji, do PiS.  O to, krótka historia mojego pseudo-partyjniactwa.


 
Jeżeli PO nie daje rady, to może warto z PiS?

Pomyślałem, co tam, rzucę moje konserwatywno-liberalną historię, gdy UPR dawno nie liczy się w polityce, przyłącze się „do najsilniejszej opozycji”.  I jak państwo myślą? I nic, jak głową w mur. Pomimo znajomości paru ważnych działaczy tej formacji, w tym jednego posła. Od działacza usłyszałem, że po pierwsze to nie dla mnie, po drugie to sam muszę sobie znaleźć osobę kontaktową w sieci. Już wyczułem, że z tym PiSem to raczej nie jest tak jak z każdą normalną organizacją, do której wszyscy, w szczególności liderzy zachęcają, tylko z jakimś zakonem, czy związkiem do którego można trafić jedynie, po zaliczeniu paru zadań a la kodu Da Vinci, po za tym jak do klasztoru Shaolin.

SP - miała być "Nowa nadzieja".
 
Po drodze, znalazłem numer na komórkę do koordynatorki z tej partii, który nigdy nie odpowiadał, chcąc się zapisać do nich i już wiedząc, że będę musiał znaleźć dwie osoby wprowadzające i zaliczyć „terminowanie” okres próbny, ma się rozumieć. Polska w potrzebie, a oni takie mają pomysły. Przestało mi się chcieć! Po jakimś czasie okazało się, że zamiast pomysłu na nową Polskę, mają pomysł na nowe święto: „miesięcznicę” i chętnie w chodzą w gierki „a propos krzyża” i „zamachu”. Machnąłem ręką.
Po jakimś czasie znajomy zaprosił  mnie do Solidarnej Polski.  Pomyślałem, czemu nie, nowy ruch, coś nowego pomiędzy PO i  PiS. Pierwszy rok działalności 2011 był dość sympatyczny, dużo pracy, kilka tysięcy zainteresowanych.  Zjazd założycielski w marcu 2012 r. był rewelacyjnie przygotowany. Człowiek miał nadzieję, że tym razem się powiedzie. Naprawdę. Sondaże po zjeździe wskakiwały na 9% poparcie. W miarę szybko awansowałem na koordynatora dzielnicy w roku 2012.  Zaczynałem od 2 osób w kole (ze mną), skończyłem na 12-tu. Większość złożyła deklaracje członkowskie. Wszystko szło w całkiem dobrym kierunku, zacząłem nawet pojawiać się w polskim radiu RDC , jako przedstawiciel SP. Niestety, już w roku 2013 władze tej partii kanapowej, same ze sobą zaczęły walczyć, o czym dowiadywałem się z anonimowych źródeł. Pod koniec 2012 roku, założyciele SP, zamiast zastanawiać się, dlaczego ludzie od nich zaczynają odchodzić, poparcie spada, zaczęli ze sobą walczyć.  Jeszcze partia na stałe się nie znalazła na scenie politycznej, a już pojawiła się silna frakcja „Ministra z przedziałkiem” i młodego posła, która nagle zaczęła powolutku ustawiać „starych”.  Z rozmów kuluarowych, dowiadywałem się o kolejnych rozgrywkach „na górze”. Od roku 2013 zaczynam rozumieć, że nie mam żadnego wpływu na program partii, jej działania i pomysły, nawet jako koordynator, ma m tylko słuchać i wykonywać. Już wtedy zgłaszam do centrali, że zgodnie ze statutem od paru miesięcy ja i moi członkowie powinni otrzymać decyzję o przyznaniu, bądź nie członkostwa. W lato 2013, po tym jak władze SP bez udziału członków-sympatyków same sobie wybierają kandydata na prezydenta stolicy, po tym jak organizują bez naszego udziału merytorycznego kolejne konwencje z tematami pisanymi ad hoc i po tym, jak oczekują składek a nie deklarują czy są za naszym członkostwem – opuszczam SP, wycofuję swoją deklarację członkowską . Odczuwam wstyd przed ludźmi, których namówiłem do współpracy.  Kilkanaście ludzi spotykało się, debatowało i nawet im nie podziękowano za to członkostwem. Ale zdaje się, SP wcale o to nie chodziło.

Republikanie - falstart
Na horyzoncie pojawił się pan Przemysław Wipler ze swoimi „Republikanami”. Jeszcze w czerwcu 2013, zrażony już na działania SP, poszedłem na ich warszawską konwencję. Znowu potok słów o demokracji, wolności, liberalizmie. O tym, że będą wolne wybory „z pośród nas” na kandydata na prezydenta Warszawy. Jeszcze w wakacje parę spotkań. Rozmowa z sympatycznym szefem Republikanów na Warszawę. Niestety powaliło mnie pierwsze spotkanie z kandydatami na koordynatorów warszawskich. Po pierwsze miałem odczucie, że wybór tych jest całkowicie ustawiony, wydawało mi się, że słyszałem jak weszły dwie osoby do pokoju, w którym było zebranie, mówiąc, że zgodnie z telefonem już są i mogą być szefami na tą czy tamtą dzielnicę? A na koniec  clou programu. Wystąpił były członek PiS, obecny szef koordynatorów Warszawy i  powiedział ludziom, którzy przyszli na to spotkanie (ludziom, którzy z własnej nieprzymuszonej woli – tak myślałem – oferowali darmową pracę przy tej inicjatywie, nie zdążyli się jeszcze poznać ), że mają tyle a tyle podpisów zebrać i w 2 tygodnie zorganizować spotkanie i salę na 50 osób. Nikt nie pytał o to, czy zgodzimy się sami za te sale zapłacić. Już wtedy stwierdziłem, że się nie nadaję do tego stowarzyszenia. Wycofałem się.



Polska Razem - więcej niż "Godzina dla Polski", tylko po co?


W październiku 2013, poszedłem do warszawskich Hybryd na spotkanie z nowotworzoną partią Jarosława, Gowina. Znowu uległem euforii tłumu. Znowu słowa o demokracji, wolności, wolnych wyborach wewnętrznych. Zaliczyłem portal Godzina dla Polski. Tłumy ludzi. I co, i nic po drodze spotkanie z Pawłem Poncyliuszem. Na koniec powaliło mnie spotkanie w dzielnicy z młodym aktywistą z PR, z tego co zrozumiałem, byłym aktywistą z młodzieżówki PO, na którym odczytał mnie i paru osobom to co bez nas przygotował jako swój, znaczy program dzielnicy i bez krytycznie przekazał nam co mamy robić i gdzie być. Szlag mnie trafił, gdy któregoś razu przed 22-gą otrzymałem sms-a, że następnego dnia (w tygodniu pracy), mam się stawić o siódmej rano na zbieraniu podpisów.  Czyli  partia w teorii liberalna, w praktyce piso podobna, czy peopodobna. Zbierająca ludzi, tylko po to by odwalili robotę za kogoś na górze. Zaś dialog, debata polityczna w PR ok. ale na szczeblu krajowym. Szefowi PR na Warszawę, na jego pytanie o powód rezygnacji, odpowiedziałem: „sprawy rodzinne”. A co miałem powiedzieć? Powiedziałbym prawdę, to bym się wdał w debatę. Nie taką jaka odbywała się na platformie internetowej: Godzina dla Polski.

Winny system, a  nie ludzie
 
I tak 4 lata poświęciłem na to, by pomóc Polsce, a tak naprawdę na to by dowiedzieć się, że w naszym kraju nic się nie zmieni, dopóki jakimś cudem nie stworzymy nowego systemu politycznego, w którym politycy zaczną szanować ludzi. Szczególnie takich wariatów, którzy tak jak ja, jeszcze wierzą, że nasze struktury partyjne, społeczne są zdrowe i pozwalają pracować dla Ojczyzny. Dlatego bardzo szanuję pracę Pawła Kukiza i jego ruchu, który jako jeden z nielicznych, zauważył, że bez zmian systemowych nie będzie zmian na lepsze w Polsce!


Niestety, system polityczny w Polsce jest tak skonstruowany, że tworzy polityczne grupy wzajemnej adoracji, gdzie znani politycy mogą zbierać ludzi, którzy mogą wyłącznie pracować dla nich, nie dla Polski. A że czasami, znajdzie się uczciwy polityk, którego praca i jego grupy przyniesie coś dobrego, to nie znaczy, że układ partyjny jest zdrowy. I to wszystko za nasze pieniądze!
 
Oczywiście, że Państwo się zastanawiają, po co się pchałem, w ogóle? Po co teraz te żale? Nie wiedziałem, że tak trudno wypełnić swój obywatelski obowiązek - aktywności społecznej. Nawet po takich tragediach jak 10.04.10. Kłody podkłada sam system.
 
 
 
 
Mimo najszczerszych chęci, może na szczęście, żadna z tych partii nie zaproponowała mi członkostwa. Mogliście zapoznać się z moimi osobistymi żalami i odczuciami. Moją intencją nie było ni kogokolwiek obrażać ani podważać działalności żadnej z przedstawionej powyżej formacji politycznej. Dobrze im życzę, może zmienią się po moim poście na lepsze. Tym postem chciałem Państwu przekazać jak funkcjonuje polska polityka od zaplecza. Moimi oczami. Dokonać swoistego rachunku sumienia. 

 
 
 

Wojciech Gajewski
 
 
 
 
 
 

 

 
Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale