Ostatnio mam wrażenie, że nazizm powrócił. Co prawda w formie lekko zmienionej, ale zawsze. Zamiast Adolfa mamy Biedronia, zamiast Goebbelsa Michnika, a rasę panów zastąpili homoseksualiści. Poza tym po staremu.
Jak sprzeciwiam się adopcji dzieci przez sodomitów okazuję się przebrzydłym homofobem, katolem, ciemnogrodem… W momencie kiedy głośno mówię, że parady równości mi nie odpowiadają, a finansowanie tego cyrku z publicznych pieniędzy (wszak korzystanie z usług policji jest w Polsce „darmowe” czyli z podatków) uważam za rozbój w biały dzień dowiaduję się o moim rzekomym… neonazizmie.
Nie mam prawa odmówić zatrudnienia homoseksualisty ze względu na orientację (hetero dyskryminować mogę). Przepraszam, ale jeżeli firma jest moja własnością mogę zatrudniać kogo chcę tak samo jak to ode mnie, a nie od państwa zależy czy podobają mi się blondynki czy brunetki! Jeżeli mamy w Polsce wolność, a takie teorie słyszałem, to mogę robić z moją własnością co mi się podoba, chcę zatankować Poloneza 1.6 GLI olejem napędowym to mogę to uczynić (mniejsza o skutki). Wolnoć Tomku w swoim domku.
Nie mam również prawa odmówić wpuszczenia do mojego baru czy restauracji przedstawiciela mniejszości seksualnej, ale za to utworzyć klub dla gejów mogę (a dyskryminuję tym przecież heteroseksualistów i… lesbijki). Chociaż przyznać muszę, że z gay clubów jest pożytek, jeżeli będą tam chodzić przestaną obrażać moje uczucia estetyki w normalnych pubach czy restauracjach. Nie mam prawa otworzyć biura turystycznego tylko dla hetero, ale analogiczne dla homo istnieją i mają się dobrze. Czy nie jest to jawna dyskryminacja heteroseksualnej większości?
Nie tak dawno temu na zamieściłem eCzasie wiadomość (nie lubię obcych naleciałości w języku, dlatego nie używam słowa „news”), że grupa 18 organizacji LGBT domaga się wymiany podręczników do Wychowania do Życia w Rodzinie (swoją drogą nie wiedziałem, że takie podręczniki istnieją) z powodu ich homofoniczności, po czym zaprezentowali swoje. Czyżby wzięli przykład z wielbicieli naszych „starszych braci w wierze”?
„Postępowcy zidiociali niech mnie nazwą homofobem, bo ja homoseksualizm, tak jak grypę i socjalizm, wciąż uważam za chorobę”, jak śpiewał Leszek Czajkowski. Homoseksualizm jest zaburzeniem preferencji seksualnych, a nie czymś co czyni lepszym od innych (jak magia w świecie Harry’ego Pottera, jednego z symboli kiczu we współczesnej literaturze) i radziłbym postępowcom to zapamiętać.
Tomasz Dryjański


Komentarze
Pokaż komentarze (4)