Wczoraj czytałem zapowiedzi spotkań pierwszej ligi piłkarskiej w Przeglądzie Sportowym i ku własnemu wielkiemu zdziwieniu dowiedziałem się o istnieniu nowej narodowości… Otóż w drużynie ŁKS-u Łódź gra… Kosowianin. No cóż, kilku islamskich terrorystów proklamowało w Serbii nowe państwo i redaktor Żyżyński musiał stanąć na wysokości zadania wymyślając nowe słowo. Zresztą asa polskiego dziennikarstwa przebił sam zainteresowany opowiadając wszem i wobec o „odzyskaniu” niepodległości. Panie Haliti! Kończ waść, wstydu oszczędź! Żeby coś odzyskać trzeba najpierw utracić, a Kosowo od zawsze było serbskie i nigdy nie było tam osobnego państwa, a już zwłaszcza albańskiego. Czasem warto zajrzeć do książki od historii, biegając za piłką łatwo o kontuzję, a wtedy bez wykształcenia pozostaje tylko zasiłek…
Przypadek PS i redaktora Żyżyńskiego nie jest niestety odosobniony. Media już uznały nowe quasi-państwo, a rząd już zapowiedział, że uczyni to oficjalnie. Los mieszkających w Kosowie Serbów nie obchodzi nikogo, wszak najważniejsza jest tolerancja dla islamu i prawa narodów do samostanowienia.
No właśnie, jakoś z tymi prawami to coś tu jest najwyraźniej nie tak, Kosowo jest kolebką Serbii, a Albańczycy to mniejszość skupiona akurat tam. Poza tym od zachodniej inwazji na Jugosławię Kosowo stało się rajem dla terrorystów i organizacji przestępczych. Serbowie utrzymaliby tam porządek, NATO i Albańczycy nie, Sojuszowi się nie chce, a nowym panom Prisztiny nie opłaca. Kosowska gospodarka jest niewydolna i stąd Albańczycy są zmuszeni czerpać dochody z międzynarodowej działalności przestępczej.
Zresztą jak już jesteśmy tacy wspaniałomyślni to dajmy niepodległość: Baskom, Czeczenom, Abchazom, Osetyjczykom czy Polakom z Wilna, wszak naszych tam 61%.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)