Nie ucichły jeszcze echa motum proprio, a już Benedykt XVI szykuje kolejną niespodziankę. Oto przyjmując Pana Jezusa należy przyklęknąć, a o Komunii na rękę nawet nie ma co pomarzyć! Oj mają teraz ciężki orzech do zgryzienia moderniści, naprawdę ciężki, a ja im zgryźć go nie pomogę bo z wrogiem Kościoła współpracować nie zamierzam.
Pamiętam, że jeszcze klika lat temu w poznańskiej parafii pw. Św. Antoniego (osiedle Rusa na Ratajach) był obowiązek klękania, jednak od jakiegoś czasu i tam wkradł się szatan i Najświętszy Sakrament przyjmowany jest w sposób niegodny. Jednak hańbie nadchodzi kres. Ojciec Święty zauważył wreszcie to co wszyscy ci, którym zależy na Kościele wiedzieli od dawna, papież dostrzegł, że w KRK źle się dzieje, dostrzegł wyludnione kościoły i poszedł po rozum do głowy.
Niestety pozostaje kwestia postępowych „biskupów”, diecezje takie jak Gdańsk, Lublin czy Linz, że o Kościele w Holandii nie wspomnę, mają pasterzy, którzy w pogoni za postępem oddalili się od Kościoła i poszli w stronę herezji niemalże anglikańskich. Ci tak zwani hierarchowie zagrożą schizmą, będą walczyli i niszczyli w mediach papieża, który miał odwagę powiedzieć „Nie! Nie modernizmowi i postępowi! Nie Komunii na rękę!”. Jan Paweł II bał się schizmy i Benedykt też się boi, ale stanął w obronie Liturgii i pokazał heretykom, że droga do kapłaństwa kobiet i pseudo-małżeństw homoseksualnych jest jeszcze Bogu dzięki daleka. Niestety dalej nie ma kary ekskomuniki dla „pana od Allacha” i kilku jemu podobnych. Tego nie możemy się jeszcze w najbliższych czasach spodziewać, podobnie zresztą jak powszechnego dostępu do Mszy trydenckiej, w dalszym ciągu pozostanie Ona dostępna dla nielicznych jednak coraz częściej zwłaszcza konserwatywna młodzież się Jej dopomina i do seminariów idą ludzie, którzy łaciny nie uczą się tylko po to, żeby zaraz zapomnieć.
Tak więc przyszłość Kościoła należy do młodzieży i dlatego tak niebezpieczni są modernistyczni wikariusze pokazujący młodym ludziom, że w Kościele nie ma miejsca na tradycję i zaangażowanie! Pamiętam jak wikarym w mojej parafii był ksiądz Marcin Sadownik, człowiek, który niejako przywrócił mnie wówczas trzynastoletniego chłopaka do na łono Kościoła, człowiek, który przez trzy lata zrobił więcej niż niektórzy przez trzydzieści. I takich właśnie kapłanów zaangażowanych, inteligentnych, potrafiących rozmawiać zarówno z niesfornym trzynastoletnim ministrantem jak i osiemdziesięcioletnią babcią potrzeba. Wcześniej znałem kapłana, który zanim zrzucił sutannę miał dzieci i żył w zupełnej sprzeczności z tezami wygłaszanymi co niedziela na ambonie. Spotkałem się też z kapłanem, który oskarżył mnie o herezję ponieważ… pokazałem mu w KKK zapisy o karze śmierci. Tacy księża są niebezpieczni podobnie jak lenie, którzy poszli do seminarium bo nic im się w życiu nie chciało robić, a potem okazało się, że kapłan to jednak trochę roboty ma.
W mojej miejscowości swoje seminarium mają Misjonarze Świętej Rodziny, zakon zajmujący się pracą z młodzieżą, rodzinami i działalnością misyjną. Stamtąd wyszedł ksiądz Robert Ablewicz, tam kształcą się klerycy Adam Wachnio, Paweł Olszewski, Rafał Ochojski, Zbigniew Rycerz (wspomniany przeze mnie w artykule „Demoralizacja za pieniądze podatników) czy diakoni Łukasz Grzonka i Michał Popowski, ludzie, których naprawdę powołał Pan i którzy mimo nawału obowiązków w seminarium każdą wolną od nauki chwilę poświęcają pracy z tą garstką młodzieży, której jeszcze coś się w życie chce zrobić dla Chrystusa. I właśnie w takich zakonach widziałbym siłę i przyszłość Świętego Kościoła Rzymskiego.
Tomasz Dryjański


Komentarze
Pokaż komentarze (2)