Polskojęzyczne media budują wizerunek Podolskiego patrioty co można porównać jedynie z poziomem skeczy Grzegorza Halamy czy „You can dance”.
Józef Noji (olimpijczyk z Berlina w biegach średniodystansowych) zginął bo nie podpisał volkslisty, takich przykładów było więcej, a dzisiaj robimy patriotę z kogoś kto ją podpisał dla kilku marek. Świat oszalał? Chyba tak, wszak dzisiaj gloryfikujemy nawet Ernesta Wilimowskiego.
Niestety zjawisko wypierania się ojczyzny dla kariery jest dzisiaj wśród sportowców powszechne. Reprezentacja Francji niech będzie tego dowodem, sześciu białych w kadrze europejskiego zespołu normalne nie jest, podobnie jak Brazylijczyk czy wcześniej Nigeryjczyk w koszulce z orzełkiem.
Zawodowy sport jest straszliwie skomercjalizowany i coraz mniej w nim miejsca dla budujących przykładów takich jak Al.-Abidyn S-Latef (wybrał kraj matki, a nie Szwecję gdzie się urodził). Większość zawodników wybiera starty w barwach krajów, które lepiej płacą (rosnąca potęga krajów arabskich). Reprezentacjami narodowymi ja tego nie nazwę.
Na poprzedniej Olimpiadzie Polskę reprezentowało dwóch Ukraińców z których jeden, kajakarz był kiedyś medalistą w barwach ZSRR, drugi to bokser, zawodnik bardzo przeciętny. Czy nie lepiej wydawać pieniądze na rodzime talenty, Polska jest krajem mającym wielkie bokserskie tradycje i kolejne naturalizacje (był Ormianin, próbowano z Gruzinem) zamiast szkolenia są co najmniej dziwne.
A UEFA walczy z rasizmem. Wszędzie podczas EURO widzę „NO TO RACISM”, ciekawy jestem tylko co oni nazywają tym „rasizmem”, znając życie każde złe słowo o czarnym zawodniku (skąd się oni biorą na mistrzostwach Europy, tego już nie wiem, a chciałbym), podczas gdy o białym można mówić co się chce. Naprawdę nie widzę powodu dla jakiego można obrażać Boruca, a Henry’ego już nie.
Tomasz Dryjański


Komentarze
Pokaż komentarze