Francuski prezydent przez kilka minut wrzeszczał, że Polska musi ratyfikować Traktat, że prezydent ma obowiązek podpisać to co podpisał w Lizbonie, że to sprawa moralności i uczciwości, a Lecha Kaczyńskiego bardzo ceni i wie, że to prawdziwy mąż stanu,.
Ze złości myślałem, ze rozwalę radioodbiornik. Panu prezydentowi najwyraźniej wino za mocno uderzyło to głowy i narobiło w niej niezłego bigosu (chociaż we Francji to może raczej żabich udek).
Panie prezydencie na początku pragnąłbym Panu przypomnieć, że nie jesteś Pan plantatorem kawy w XIX-wiecznej Brazylii, a Lech Kaczyński Pańskim murzynem. Otóż LK jest przywódcą wolnego (teoretycznie) kraju, który w Unii Europejskiej ma takie same prawa jak Francja, Irlandia, Niemcy czy Cypr. I radziłbym o tym pamiętać. Następnie sprawa moralności i uczciwości. Czy moralnym i uczciwym jest sprzedawanie swego kraju zaborcy? Czy moralny i uczciwy był Judasz sprzedający Żydom Chrystusa? On zawdzięczał Mu wszystko zupełnie tak jak Kaczyński Polsce. Czy mąż stanu podpisuje wyrok śmierci na Ojczyznę czy raczej broni jej do ostatniej kropli krwi? I jeszcze jedno nie krzycz Pan tyle bo tak zachowują się niektórzy po przedawkowaniu solarium, względnie piwa pod sklepem 100 metrów od mojego domu. Pan jesteś prezydent europejskiego mocarstwa czy wiejski krzykacz?
Kończę już ten wywód bo znowu mi ciśnienie skoczy, a Pan Sarkozy i tak po polsku nie umie, a nawet jak mu ktoś przetłumaczy to wątpliwe czy cokolwiek z tego tekstu zrozumie. W każdym bądź razie tyle on ma w sprawach Polski do gadania ile Dryjański Vanuatu. A Kaczyński i tak podpisze, irlandzkie veto tyle pożal się Boże „demokratów” z Psiej Wólki obchodzi ile mnie wyniki LZS Kaczanowo.
Tomasz Dryjański
www.eczas.net


Komentarze
Pokaż komentarze (2)