Pełzającego przesilenia w Platformie ciąg dalszy. Tym razem linę przeciąga ten słabszy - Jan Rokita. I przeciąga ją w miarę skutecznie.
W całej sprawie mnie osobiście zaskakuje poziom wzajemnej niechęci i zawiści panujący pomiędzy politykami tego samego ugrupowania.
Wczorajsza konferencja prasowa Rokity, Śpiewaka i Gowina była pierwszym naprawdę programowym wystąpieniem polityków Platformy Obywatelskiej od niepamiętnych już czasów. Do tej pory dzięki skutecznemu socjotechnicznemu zabiegowi PiS-u w ostatniej wyborczej kampanii parlamentarnej program Platformy kojarzył mi się z plikiem kartek rozrzucanych i wyśmiewanych przez Jarosława Kaczyńskiego. A teraz w końcu coś drgnęło. Działania wyśmiewanego przez Kazimierza Marcinkiewicza gabinetu cieni Platformy (swoją drogą Panie Kazimierzu, kto teraz jest cieniasem?) nie były więc tylko wirtualne i choć do brytyjskiego gabinetu cieni sporo im jeszcze brakuje to jednak nie są czysto fasadowe.
Z przykrością trzeba jednak stwierdzić, że reakcja polityków Platformy na wystąpienie Rokity była swoistym samobójem.
Od razu przystąpiono do ataku i wyzwisk w stosunku do nielojalnego "premiera z Krakowa". Poszczególni politycy PO - z Piterą i Zdrojewskim na czele - zamiast odnieść się szczegółowo do przedstawionego dokumentu rozpoczęli dokonywanie samosądu nad Rokitą. W ten oto sposób pierwsze racjonalne politycznie działanie Platformy i próba ucieczki do przodu została pogrzebana i zaprzepaszczona.
Coraz więcej wskazuje na to, iż Tusk już dawno podjął decyzję o pozbyciu się kolejnego ze współ liderów Platformy. Tylko tym razem trafił na bardziej wymagającego konkurenta, który tak łatwo się nie podda. Wściekłość Tuska i jego zauszników wywołuje to, iż pomimo wszelkich ich prób Rokita nie chce samo odejść z Donaldowego okrętu, tylko podejmuje kolejne próby pokreślenia i umocnienia swojej pozycji samodzielnego polityka, nie mogącego się pogodzić z tym, iż na Platformie nie może być nikogo myślącego inaczej niż Donald Tusk.
Plan eliminacji Rokity jest częścią dłuższego działania Donalda Tuska, zapoczątkowanego jeszcze przed powstaniem Platformy - kiedy to nie mógł on się pogodzić z przegraną z Bronisławem Geremkiem w wyborach na przewodniczącego Unii Wolności. Potem przyszła kolej na wycięcie dwóch tenorów - Olechowskiego i Płażyńskiego, dalej Gilowska, Piskorski (ten akurat jedyny słusznie) no i teraz Rokita. Oczami wyobraźni widzę już Bronisława Komorowskiego (dziś chyba lekko oszołomionego złudą wielkości swojej pozycji w PO) jako następnego kozła ofiarnego.


Komentarze
Pokaż komentarze