Szerokim echem w dniu wczorajszym odbiła się wypowiedź premiera o wpływie niemieckiego kapitały na polski rynek medialny. Atak Kaczyńskiego wywołany został przez artykuł zmieszczony w wydawanym przez Springera Newsweeku i porównujący Polskę pod rządami braci i ich styl sprawowania władzy do Rosji rządzonej przez Władimira Putina.
Cała wypowiedź Kaczyńskiego to tylko trzy czy cztery zdania, ale jej nielogiczność i zawarty w niej pokład głupstw średnio inteligentnego człowieka musi porażać.
W pierwszym rzędzie Kaczyński sugeruje, że artykuł Newsweeka został napisany przez polskiego dziennikarza na polecenie niemieckiego wydawcy pisma. Miał się tym przyczynić do negatywnego odbioru osoby premiera w społeczeństwie i osłabienia jego pozycji, a tym samym osłabienia stanowczej postawy Polski w stosunku do Niemiec. Wypowiedź ta jest niczym innym jak stwierdzeniem, iż dziennikarze Newsweeka dopuszczają się zdrady interesu narodowego w zamian za wypłacane im przez niemieckiego wydawcę wynagrodzenia.
Ponadto premier sugeruje, że negatywny artykuł na jego temat może być przychylnie odebrany za nasza wschodnią granicą i tym samym ułatwić dalsze inwestycje niemieckiego koncernu na rosyjskim rynku. Zupełnie pomijając fakt, że być może w Rosji poczuli by się obrażeni przyrównaniem Putina do Kaczyńskiego.
Nie do końca rozumiem też aluzje premiera do „przemielenia” nakładu rosyjskiego Forbsa z artykułem o żonie mera Moskwy. A może to sugestia co powinno się stać z nakładem Newsweeka? A zdanie o tym, że wydawca ten chciałby więcej, ma go może przestraszyć, że w razie powtórzenia się takich artykułów nici z jakiś ewentualnych koncesji?
Kaczyński gadając jak on to lubi (tak samo jak i brat) trzy po trzy bez zastanowienia i sprawdzenia, krytykując zagraniczny kapitał w polskich mediach pominął jedną bardzo istotną z jego punktu widzenia rzecz. Kiedy przyjrzeć się polskiemu rynkowi medialnemu można bez większego ryzyka stwierdzić, że występują na nim z grubsza media pro rządowe (koalicyjne, PiSowskie) i media anty rządowe. Kiedy spojrzymy natomiast na kapitał jaki za tymi mediamy stoi to stwierdzimy, że gdyby nie zachodnie koncerny medialne, to poza mediami zawłaszczonymi i zideologizowanymi mediami publicznymi i koncernem Tadeusza Rydzyka, nir było by na rynku poważnych tytułów przychylnych braciom Kaczyńskim. Gdzie pisali by Zaremba, Rybicki i Karnowskim (świetny felieton Passenta na temat „niezależności” tego ostatniego w dzisiejszej polityce) gdyby nie Springer? Czy bez porozumienia z zachodnim kapitałem udałby się skok na niezależność Rzeczpospolitej, poprzez powierzenie funkcji redaktora naczelnego Pawłowi Lisickiemu? Przez to porozumienie z rynku zniknął może nie tytuł, ale na pewno najlepsza prasowa marka w Polsce.
Kaczyński nie zauważa, że artykuł w Newsweeku (zapewne ostatni w tym stylu co potwierdzi tezę tego wpisu) jest tylko wyjątkiem potwierdzającym regułę. A reguła jest taka, że zagraniczny kapitał w pierwszym rzędzie patrzy na zyski i stabilność poczynionych inwestycji, a misja dziennikarska pozostaje w tyle. Od krytyki i patrzenia władzy na ręce ważniejsze są koncesje i przychylność instytucji państwowych na rynku. Przynajmniej w przypadku Springera bywa tak, że publicystyka ich tytułów idzie z prądem władzy. Ale pocieszenie jest też takie, że za trzy lata Michalskiego i Karwowskiego w Dzienniku może zastąpią Najsztub z Żakowskim.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)