Dziś znów ogarnęła mnie tęsknota. Stało się to w momencie dość nietypowym, bowiem w trakcie przeglądu prasy. Za czym ta tęsknota? Otóż za „Rzeczpospolitą”.
Zawsze uważałem Rzeczpospolitą za najlepszy polski dziennik – obiektywny, wnikliwy, ciekawy i profesjonalny pod każdym względem. Najbardziej doceniałem w nim fakt, iż pomimo tego, że jednym z głównych udziałowców spółki dziennik wydającej był Skarb Państwa, sama gazeta zachowywała polityczna bezstronność. Najlepszą markę polskiego dziennikarstwa budowali jego redaktorzy naczelni – począwszy od Dariusza Fikusa na Grzegorzu Gardenie kończąc.
Te dobre czasy jednak minęły, a dziennik Rzeczpospolita swoje największe atuty utracił. Co spowodowało ten upadek? Dwa nakładające się na siebie czynniki. Pierwszy z nich to wielki kapitał, nie zainteresowany niczym innym (a już na pewno nie żadną dziennikarską misja) poza zyskiem. Drugi czynnik to objęcie władzy państwowej przez grupę niespecjalnie zainteresowana rozrostem strefy wolności tak obywatelskiej jak i dziennikarskiej.
Co my czytelnicy otrzymaliśmy z połączenia PiS-u i zachodniego kapitału w postaci brytyjskiego funduszu inwestycyjnego? Odp.: Pawła Lisickiego.
W chwili obecnej Rzeczpospolita jest jedyną chyba polska gazetą posiadającą redaktora naczelnego z politycznego namaszczenia. Wymiana red. naczelnego „rzepy” stała się dla Jarosława Kaczyńskiego tym samym czym wymiana prezesa TVP czy Polskiego Radia, czyli należnym politycznym łupem.
W ślad za zmianą redaktora naczelnego poszła wymiana znacznej części składu dziennikarskiego i istny exodus pracowników. Gazeta niezależna niemal z dnia na dzień z niezależnego tytułu środka zamieniła się w prorządowy biuletyn informacyjny.
W historii po 89r. był okres w którym zobowiązana ona została do publikowania stron przygotowywanych przez Rządowe Centrum Informacyjne. I nawet w tamtym okresie gazeta ta pozostała obiektywna i niezależna. Mogła bowiem strony takie odznaczyć np. inną czcionką i zaznaczać, iż teksty te nie są tekstami redakcyjnymi. Dziś natomiast gdyby Rzeczpospolita była wierna tamtym tradycjom musiała by odznaczyć 90% stron białych oraz 50% zielonych i żółtych.
Dla mnie największym wyznacznikiem dziennikarskiego profesjonalizmu Rzeczpospolitej był weekendowy dodatek Plus-Minus. I dziś zatęskniłem za +/- rozpoczynanym przez komentarz Jana Skórzyńskiego. Zatęskniłem jak przeczytałem wstępniak Lisickiego.
Wstępniak do Plus-Minus stał się w wykonaniu red. Lisickiego swoistym cotygodniowym kazaniem na temat rządów braci Kaczyńskich. I tak swoja w przypływie swojej niezależności Lisicki stwierdza:- nie wie w jakim stopni bracią Kaczyńskim udało się rozbić układy z III RP – czyli złowieszcze i szkodliwe układy były. Ciekawe, że to w III RP państwie układów Rzeczpospolitą ludzie czytali, a w IV nakład systematycznie spada;
- „Czytając niektórych publicystów, mam wrażenie, że mentalnie zatrzymali się w czasach PRL” – jak przeczytałem to zdanie to pomyślałem, że może w końcu Lisicki zdobyła się na samokrytykę i przeprosi czytelników za ostatnie działania. Ale jakże się myliłem;
- Lisicki stwierdza, że tym publicystom wszystko kojarzy się z Gomułką. Panie redaktorze proszę mi wierzyć – Kaczyńscy to nie wszystko. Świat się na braciach nie kończy;
- Red. naczelny polemizuje następnie z tezą „Polityki”, którą nie uważa za poważny tygodnik (jak wtedy nazwać Rzepę? Dziennik satyryczny?), że istnieje grupa prawicowych publicystów, która generalnie chwali władzę. No widać prawda w oczy kole. Przecież Terlikowski, Ziemkiewicz, Pospieszalski czy Semka to istni burzyciele IV RP.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)